Blog
Państwo Słowiańskie
Domabor Świętoborzyc
3 obserwujących 11 notek 13054 odsłony
Domabor Świętoborzyc, 13 września 2018 r.

Nacjonalizm: za i przeciw

260 20 0 A A A

image


Czym jest nacjonalizm? Prześmiewcza definicja na załączonym obrazku jasno pokazuje jak widzą go przeciwnicy oraz, jak mi się wydaje, prymitywniejsi wyznawcy. 

Próba zdefiniowania problemu przez popularną Ciocię Wiki jest już o wiele mniej spektakularna:

Nacjonalizm (z łac. natio, „naród”) – postawa społeczno-polityczna uznająca naród za najwyższe dobro w sferze życia oraz polityki. Głosi solidarność wszystkich grup i klas społecznych danego narodu.

Nacjonalizm należy odróżnić od szowinizmu, który zazwyczaj głosi obiektywną wyższość własnego narodu nad innymi i wrogość wobec obcych. To chyba właśnie szowinizm widać na naszym obrazku...

Ale co to jest naród? Nie będę nikogo katował kolejną definicją. Nie to chodzi przecież o cytat z otchłani Internetów, czy nawet z mądrej książki. Chodzi o to jak my go postrzegamy w praktyce, obecnie, tu i teraz. I o to, co z tego wynika.

Gdy spytać kogoś z ulicy, czym dla niego jest naród, powie coś pewnie o ludziach, którzy mówią po polsku, tutaj się urodzili, mają polskich przodków. Chcąc nie chcąc tworzą wspólnotę języka i pochodzenia, zajmują też jakiś obszar. Mieszkańcy danego kraju, chciałoby się powiedzieć, a gdybym miał tu używać jakichś wzniosłych słów, napisałbym pewnie o wspólnocie krwi i ziemi.

Wzniosłe sformułowania mają jednak to do siebie, że mają oszałamiać i zaciemniać sprawy. Stosuje się je zazwyczaj do ogłupienia i pobudzenia biernej, bezwolnej masy, tak aby chętniej ruszyła w kierunku wskazanym przez tych na górze. Na przykład  na jakąś wojnę, w imię interesów sprzecznych ze swoim własnym.

Weźmy to na chłopski rozum: czym jest wspólnota ziemi dla kraju takiego jak Polska, przesuwanego wielokroć niczym jakiś mebel to na wschód, to na zachód? Jaka wspólnota ziemi przy takiej emigracji, kiedy jest tylu Polaków rozsianych po całym świecie?

To może chociaż ta krew? Zapomnijmy na chwilę o wszystkich najazdach i wojnach minionego tysiąclecia, o nieustannych gwałtach, przygodnych spotkaniach na sianku i nieuchronnych mieszanych małżeństwach, które wywarły swe piętno na genotypie Polaków. Załóżmy, że czystość etniczna rzeczywiście istnieje i jest nią stan obecny. Wiemy, że nie jest to prawda, ale coś trzeba przyjąć.

Tyle, że niby dlaczego miałbym czuć większą wspólnotę z jakimś zdegenerowanym lemingiem wstydzącym się polskości, niż z dobrze zasymilowanym potomkiem imigrantów, który chce żyć w naszym kraju i z dumą się do nas przyznaje? Czy bliższy jest mi polski półanalfabeta, narkoman, recydywista, czy może zagraniczny kolega po fachu, z którym mam o czym pogadać? Kto lepszy: biały i czysty rasowo słowiański patus z osiedla, czy czarnoskóry lekarz, który tu u nas studiował, został, pracuje i żyje?

To porównanie nie jest oczywiście do końca uczciwe. Bo jeśli miałbym wybór pomiędzy rodzimą patologią a jej importem z Afryki, to jednak wolę to pierwsze. Tak samo z przeciętniakami. Jeżeli przyjmować tu ludzi o innym kolorze skóry, to tylko wysoko kształconych, wybitnych, starannie wybranych. O ile brakuje nam naszych. To taka krótka dygresja...

Jak widać krew oraz ziemia to bardzo śliskie tematy. A może je weźmy inaczej, tak bardziej metaforycznie? Krew za Ojczyznę wylana, czyli przynależność do narodu jako wspólnota losów, wartości, przeznaczenia? Taki patriotyczny mistycyzm może ładnie wyglądać w poezji i na szkolnym apelu, ale jak tu go przekuć na politykę państwa? Przecież to znowu hasełka do duraczenia maluczkich!

Mętne to wszystko jest strasznie, w dodatku skomplikowane. Bo może ten cały naród to tylko pojęcie sztuczne? Może to wszystko umowne, wspólnota wyobrażona? Bo może po prostu wystarczy, że ktoś się poczuje Polakiem, jak na ten przykład pan Nietzsche? Słaby jest chyba ten przykład, bo oprócz własnego widzimisię wypadałoby chyba, żeby i sami Polacy, a najlepiej też inni, cię za Polaka uznali.

Weźmy na świadka historię, tę naszą wspólnotę losów. Od kiedy w ogóle możemy mówić o polskim narodzie? 

W czasach Mieszka były tu słowiańskie plemiona podbite przez ród Piastów, i jeśli kogoś można było wtedy nazwać Polakiem, to chyba wyłącznie księciunia i jego pomagierów - a i to na wyrost. O ile więc prekursorami polskości był władca i jego wojowie, o tyle oni sami zapewne by się zdziwili na takie określenie. Chcąc nie chcąc, to właśnie państwo stworzyło polski naród. Państwo pierwszych Piastów, Mieszko i jego drużyna. Średniowieczne rycerstwo dało później początek narodowi politycznemu, który obejmował szlachtę z Korony i Litwy, łącznie max. ok. 15% ludności.

Przez całe wieki chłop czuł się tylko "tutejszym", co też niektórym zostało do dzisiaj. Okres nabywania świadomości narodowej przez tzw. lud był rozciągnięty w czasie i choć jego początek można łączyć z szerokim oporem wobec potopu szwedzkiego, to jednak prawdziwa przemiana dokonała się podczas walk o niepodległość i przetrwanie narodu w XIX i pierwszej połowie XX w.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Tutejszy.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @ojciec & dyrektor  Zmiana to skrajny i bardzo jaskrawy przykład, dlatego podałem.  A...
  • Zawód - syn. Przykro mówić, ale jaki kraj, taka szlachta... :)
  • @Planton  dzięki, udało Ci się!  :D

Tematy w dziale Polityka