12 obserwujących
35 notek
36k odsłon
4423 odsłony

Inteligencji polskiej portret własny

Wykop Skomentuj128

Na marginesie dyskusji o wyniku wyborów przewinął się, poruszony już przy okazji strajku nauczycieli, bardzo ciekawy wątek o polskiej inteligencji. Warstwa to specyficzna, co widać po rozkładzie sympatii politycznych podczas głosowania, w którym osoby lepiej wykształcone częściej popierały kandydatów KE.

Wynik ten skomentował bloger o nicku recma, który popełnił jeden bardzo znamienny błąd: wyborców z wyższym wykształceniem - dosłownie, z licencjatem! -  zaliczył do grona elit. Punkt wyjścia mojego tekstu to właśnie mini polemika z jego stanowiskiem. 

Polemika, jak dodam, chyba już nieco spóźniona, gdyż w komentarzach pod tekstem Recma zgodził się z moimi zastrzeżeniami. Nie chodzi zresztą tylko o te nieszczęsne licencjaty.

Bo czy inteligencja to naprawdę elita?

Moim zdaniem nie. Licencjat? Śmiech na sali! Ludzie z magisterium również nie są elitą. Ośmielę się także stwierdzić, że większą część osób z doktoratami, zwłaszcza młodych, też trudno do niej zaliczyć.

Elita to nie jest biedna inteligencja z paroma literkami przed nazwiskiem. Elita to kapitał, znajomości i wpływy, słowem: możliwość kształtowania rzeczywistości na szeroką skalę. Najczęściej dziedziczona. Inteligencja z elitą ma niewiele wspólnego!

Czy zatem rację mają sympatycy PiSu, którzy widząc poparcie tej partii wśród gorzej wykształconych tak chętnie cytują słowa wieszcza, że naród nasz jak lawa...?

Tu oczywiście możnaby się spierać i po akademicku dzielić włos na czworo, twierdząc że w stosunku do mniej wykształconej reszty społeczeństwa ci z wyższym wykształceniem pełnią rolę elity intelektualnej. Wszystko to być może, jednak ja ten licencjat między bajki włożę! Zresztą, co bycie inteligentem oznacza w praktyce? Moim skromnym zdaniem kondycja społeczna, moralna i majątkowa inteligenta jest zwykle ze wszech miar podła. Zwyczajem inteligencji XXI. stulecia posłużę się definicją zerżniętą od cioci Wiki:

Inteligencja - warstwa społeczna w Europie Wschodniej żyjąca z pracy umysłowej, wykształcona ostatecznie XIX wieku głównie ze zubożałej szlachty, ale również ze stanu mieszczańskiego, rzadziej bogatego chłopstwa i podupadłej arystokracji. Tradycyjnie inteligencja obejmowała nauczycieli, lekarzy, artystów, inżynierów i czasami też urzędników, obecnie – osoby zajmujące pozycje zawodowe, wymagające wyższego wykształcenia.

To definicja obiektywna, podana bez wartościowania i indoktrynacji. Tymczasem potoczne postrzeganie inteligencji polskiej jest dziś zaburzone przez mity i legendy rodem z nudnawych lektur i szkolnych akademii. Te wszystkie Siłaczki, Judymy z ich kagankami oświaty, nachalnym poświęceniem i pracą u podstaw. Cały ten pozytywizm, pokolenie kolumbów, Solidarność i sentymentalna bajeczka o polskiej inteligencji jako klasie przewodniej, niezłomnych idealistach, rycerzach etosu, strażnikach świętego płomienia...

Być może w każdej legendzie jest jakieś ziarenko prawdy, lecz rzeczywistość jest zawsze bardziej skomplikowana. A dzisiaj po prostu - inna. Nie piszę tej notki po to żeby hejtować inteligentów ani deprecjonować zasługi przedstawicieli tej warstwy w walce o Polskę przez długi XIX i XX wiek. Piszę, by udowodnić, że każdy kto chciałby widzieć w inteligencji elitę albo element przywódczy po prostu grubo się myli.

Większość Polaków życzyłaby sobie aby ich dzieci należały do inteligencji. Ta chęć bierze się z wyidealizowanego obrazu tej warstwy, wyniesionego ze szkoły. Inteligent kojarzy się z niezależnością, mądrością i wysokim statusem. Jaka jest rzeczywistość?

Otóż inteligent jest przede wszystkim gołodupcem, w dodatku aspirującym.

Aspirującym do elity, czyli z reguły niezadowolonym. Zrujnowana arystokracja, szlachta-gołota wisząca u magnackich klamek, zdeklasowane mieszczaństwo zmuszone do pracy, chłopskie dzieci, którym udało się wykształcić i zaczepić w mieście - oto nasze korzenie. Czy gorsze? Z pewnością nie: wszystko to ludzie ambitni, zdolni i zawzięci, którzy w ciężkich warunkach walczyli o swoje. Nikt przecież nie wybiera tego gdzie się urodził, nie każdy może mieć za rodziców burżujów, posiadaczy ziemskich albo innych kułaków. Gołodupiec też człowiek!

A gdzie ten wysoki status? Jak na mózgowca przystało, przede wszystkim w głowie. Wygórowane mniemanie o sobie, swej roli w społeczeństwie, wręcz misji? Poczucie wyższości nad plebsem? Potrzeba pouczania, iluzja nieomylności? Wszystko to występuje wśród inteligentów w ilościach przekraczających normy i zwykłą przyzwoitość, czyniąc z wielu wykształconych osób pospolitych idiotów.

Jest druga strona medalu: inteligencki prestiż. Co prawda w toku transformacji ustrojowej zdewaluował się on równie boleśnie jak tytuł magistra, jednak przynajmniej w przypadku niektórych zawodów nadal trzyma się mocno. Ów rzeczywisty bądź wydumany prestiż rekompensuje inteligentowi deficyty w portfelu, tudzież i w psychice. Nie dziwny się przeto, iż zwłaszcza wśród nisko opłacanych inteligenckich dołów występuje wielki odsetek buców. Im bardziej sfrustrowana jest pani z urzędu, tym bardziej niemiła dla ludzi.

Wykop Skomentuj128
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo