29 obserwujących
167 notek
286k odsłon
314 odsłon

Kaczaffi wspiera wolne Internety i dostaje plusa

Wykop Skomentuj3

W kontekście światowym przepychanie"ACTA2" ma służyć temu by (głównie) niemieckie analogowe koncerny medialne i ich kopie z krajów Centrum Unii mogły się obronić przed konkurencją cyfrową z Doliny Krzemowej; na rynek wchodzą brutalnie też Chińczycy z gigantycznymi sukcesami. Europa w tym wyścigu się nie liczy bo nie ma żadnych firm z tej fazy rozwoju cywilizacji które cokolwiek by się liczyły. Jest zaściankiem. Politycznie jest jeszcze inny skutek - tak jak Chiny bronią się przed wpływem social media i Internetu jako czynnika destabilizującego ład polityczny; deligitymizującego władzę komunistyczną - tak samo dzieje się w UE. Koncerny medialne po dekadach koncentracji, wykupów - są wielkimi konglomeratami, mnogość tytułów i stacji jest tylko iluzją bo wszystkie są w posiadaniu garstki korporacji. Te korporacje zaś są sprzęgnięte z rządami swoich państw, które za ich pomocą moderują nastroje opinii publicznej. Wolna prasa nie umarła, tylko została wzięta pod narkozę. Jest ciężką ręką kontrolowana za kurtyną wolności słowa. Łatwość, z jaką można wykluczyć daną opinię z obiegu medialnego, uniemożliwić przeciwnikom politycznym dotarcie do wyborców - jest zatrważająca. Sytuacja pogarszała się z każdym rokiem; zmuszając do zyskania alternatywy wobec establishmentu polityczno-medialnego. Znaleziono ujście w postaci "internetów", gdzie niskie bariery wejścia i brak filtracji innej niż popularność umożliwiały dotarcie z swoją perspektywą do wielkiej ilości odbiorców. Wprowadzając "ACTA2" kraje Starej Unii upiekłyby dwie pieczenie przy jednym ogniu - wprowadziły de facto miękką cenzurę do sfery, która pozostawała poza ich kontrolą oraz broniły swój ład korporacyjny przed konkurencją z zewnątrz. Ten krok zaś umożliwiłyby następne, zacieśniające ten efekt. 

Kaczyński wychodząc i oświadczając, że rząd dyrektywę zastosuje, ale tak by jej nie zastosować - wykonał ruch niezywkle sprytny. Tak naprawdę nie powiedział nic, czego już by PiS nie zapowiedział; ale czyniąc z tego deklarację programową i wbijając ją w ramy walki o wolność i przeciw oligarchizacji osiąga kilka rzeczy na raz. Po pierwsze, PiS skorzystał na rewolucji internetowej - zbudował drugi obieg medialny który pozwolił mu przetrwać i wygrać wybory; bez kampanii w internecie, memów i przede wszystkim stron internetowych z prawicowym punktem widzenia które pozwoliły zbudować zaplecze dziennikarsko-gazeciane w późniejszych latach; nie wygrałby wyborów.  

Po drugie główne siły medialne w Polsce są zasadzone na starociach, i są jak z formaliny - opierają się na telewizji (lol), gazetach (lol lol) i radiu (lol lol lol) i są to siły PiS conajmniej nieprzychylne. Wszystkie one jak jeden mąż poparły dyrektywę. Uderzenie w nie to podwójny ruch, bo osłabia je w przyszłości wobec konkurencji internetowej a po drugie powoduje że ustawia je w pozycji interesownych graczy którzy krytykuja rząd nie dlatego bo jest za co krytykować ale dlatego bo mają w tym finansowy intereses – chcą zalazjdrować rynek i zagarnąć go dla siebie.  

Po trzecie PiS w ten sposób kontynuuje - czy raczej powraca do - narracji w której jest podział na naród oraz oligarchię która go wyzyskuje i z która PiS walczy, "Have and have nots". Po czwarte umieszcza to w międzynarodowym kontekście, wskazując że Unia jest po stronie oligarchii i ją wspiera, szkodząc narodowi a wspierając oligarchię; i że sama UE jest taką oligarchią (fakt iż połączoną niebezpośrednio z koncernami medialnymi Niemiec tylko ułatwia sprawę). Co uzasadnia spory z nią i słowa o obronie suwerenności. Obrona ta staje się kwestią życiową dla "have nots" bo to jedyny sposób w jaki mogą stać się "have".  

Po szóste wysyła w ten sposób wiadomość do innych antyestablishmentowych sił na Zachodzie i w Europie szczególnie, pozycjonując się na siłę, która broni wolności. Jeśli chodzi o drugi obieg na Zachodzie to Polska wyrosła tam na kraj godny naśladowania, który niczym paladyn broni wartości na których został zbudowany tenże Zachód; jest stawiana za wzór i uznaje się ją za przyszłość; służy też za inspirację. Wobec tego, że te antyestablishmentowe siły są ogólnie za walką z oligarchizacją UE i przeciw dogmatom lewicowo-liberalnym, wpisuje się to w ogólną strategię PiS która próbuje zmienić funkcjonowanie instytucji europejskich na takie które uzwględnią interesy Polski w większym zakresie niż było to do tej pory. Wzrost nastrojów anty-establishmentowych w innych krajach członkowskich, nieustanny marsz kolejnych partii "populistycznych" jak je nazywają media korporacyjne; wskazuje na to że istnieje duża szansa na zmianę układu sił. Jeśli populiści będą nadal wygrywać i rosnąć w siłe, a jest to wielce prawdopodobne, tedy Polska uzyskuje szersze pele manewru w nowym rozkładzie politycznym. Jeśli nie będą wygrywać, to nadal będą pełnić jednak rolę języczka u wagi zmieniając ton debaty publicznej w swoich krajach - bo jedyny sposób na utrzymanie władzy przez establishment jest albo dalsze zwalczanie populistów – które jest kontrproduktywne bo tylko ich wzmacnia długookresowo (brak adresowania problemów i zastrzeżeń potęguje problemy i zastrzeżenia); albo skaptowanie części ich postulatów by odbić wyborców. W tym drugim wypadku Polska będzie dysponowała większym kapitałem negocjacyjnym i punktami wejścia w politykę każdego kraju i wpływania na nią. Ograniczoną, bo jesteśmy jednak krajem bez instytucji i pieniędzy, ale jak się nie ma co się chce to starcza to, co jest.  

I wreszcie, po siódme, PiS oddziela się tym w sposób bardzo wyraźny od swoich konkurentów poltiycznych którzy jak jeden mąż poparli dyrektywę, chociaż PO miało pewne z tym problemy i jest wewnętrznie podzielone (jak zawsze, mimo oligarchicznej natury PO przyciągnęło też ludzi widzących interes publiczny, ale będąc uwikłanymi w strukturę oligarchiczną ich autonomia jest ograniczona). Jednak w świat informacja o tym że zagłosowało za dyrektywą już poszła. Opozycja więc postanowiła się w pozycji tego złego w narracji PiS, i ogłoszeniem "plusa" Kaczyńskiego dała się włożyć do trumny i zabić gwoździami. Z tego się już nie wykaraska. Została zapędzona do narożnika i musi bić się sama z sobą i tłumaczyć z tego jak się zachowała; dała się więc zamknąć w narracji PiS i musi działać zgodnie z jej logiką. Zaprzeczy - nic nie ugra; odrzuci - wyjdzie na głupków; pójdzie w zaparte - jeszcze bardziej straci. Może tylko minimalizować straty. 

Kaczaffiator pozamiatał. Fakt, że to on wyszedł i ogłosił "plusa" jest już ruchem dekapitującym opozycję i media; w ich narracji bowiem funkcjonuje jako dyktator, opresor, stary dziad nic nie ogarniający; zapluty karzeł reakcji i takie tam; więc fakt że padło to z jego ust tym bardziej ich rozwścieczy z jednej i zabije ćwieka z drugiej strony. Efekt ten nie byłby tak skuteczny gdyby to zrobił. np.Morawiecki. Zamiast tego Symbol Zła i Pisiorstwa wychodzi i mówi, że ma być wolność.  

Szapoba, panie Kaczyński.

Sulfur

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka