6 obserwujących
10 notek
29k odsłon
  2864   0

Śluby zgodne z rozkazem

Ślub sanitariuszki Alicji Treutler "Jarmuż" i podchorążego Bolesława Biegi "Pałąka". Ks. Wiktor Potrzebski "Corda". Warszawa, 13 sierpnia 1944 r. Fot. Eugeniusz Lokajski "Brok"
Ślub sanitariuszki Alicji Treutler "Jarmuż" i podchorążego Bolesława Biegi "Pałąka". Ks. Wiktor Potrzebski "Corda". Warszawa, 13 sierpnia 1944 r. Fot. Eugeniusz Lokajski "Brok"

„Tak” pod ostrzałem 

Najwięcej ślubów odbyło się w Śródmieściu, tam też były te najbardziej spektakularne. „Ata” i „Pat” zawarli związek w dawnym pałacu Branickich na ul. Nowy Świat. Odnotowano też ceremonie na Mokotowie, Żoliborzu, Ochocie i na Starym Mieście.

Starszy strzelec Wiesław Feliga „Huragan”: „To było chyba na początku sierpnia. Zapoznała się łączniczka z kolegą Andrzejem z batalionu »Nałęcz«. Wzięli ślub, na którym ja i jeszcze jeden kolega byłem jako świadek. Pamiętam ich ślub w kościele garnizonowym (obecnie katedra na Długiej), bo był fatalny ostrzał i cały czas, jak ksiądz udzielał ślubu parze młodej, myśmy stali, wszystko się nam sypało na głowę: szyby, żelastwo, wszystko to, w co trafił pocisk z tak zwanych krów ryczących czy z szaf. Na Starym Mieście te pociski były nazywane szafami, a w Śródmieściu ryczącymi krowami. W każdym bądź razie były miotacze min siedmiolufowe, ten odcinek był również ostrzeliwany z działa kolejowego na Dworcu Gdańskim. To była Berta, o średnicy 600 czy 650, taki cielaczek, który jak uderzył, to od razu nie było połowy domu. Tak że katedra garnizonowa na Długiej była bardzo biedna, ale wzięli ślub szczęśliwie. Myśmy byli poranieni szkłem”.

Par połączonych w ruinach kościołów i pod ciągłym ostrzałem było tak wiele, że dowódca sił powstańczych, pułkownik (a od września generał brygady) Antoni Chruściel „Monter” wydał 18 sierpnia 1944 r. rozkaz, który regulował te procedury w niezwyczajnych warunkach. Zgodnie z nimi, by zawrzeć związek małżeński, trzeba było przynieść dokumenty – od szefa oddziału, a niepełnoletni od rodziców. Para musiała mieć zgodę kapelana i to księża – jak podkreślał „Monter” – brali na siebie odpowiedzialność za udzielenie ślubu, bo inne sprawdzanie narzeczonych nie było możliwe.

A księża ułatwiali przyjęcie sakramentu: zapowiedzi przedmałżeńskie wygłaszano tylko raz albo nawet wcale, zaś ceremonie były maksymalnie krótkie – ślub Nowaka-Jeziorańskiego trwał… siedem minut. Sakramentu udzielał ks. Stefan Kowalczyk „Biblia”, który łączył w Powstaniu większość par.

„Powiedziano nam, że nie mogą nam dać ślubu, dlatego że jestem niepełnoletnia. Wtedy trzeba było mieć 21 lat. Napisaliśmy więc pismo do kurii biskupiej. Kuria w czasie Powstania była w Warszawie i dostaliśmy zezwolenie” – opowiadała Danuta Piotrowska (z domu Gnass) „Danka”. 

Strzelec Barbara Rytel (z domu Brudek) „Iza Głowacka”, sanitariuszka i łączniczka Zgrupowania „Chrobry II”, lepiej wspomina księdza niż powstańcze formalności: „Najpierw musieliśmy mieć zezwolenie dowództwa AK na zawarcie ślubu, musiałam mieć dodatkowe zezwolenie, ponieważ byłam niepełnoletnia, więc uzyskaliśmy je w drapaczu chmur, jak mówiło się na PKO, które jest obecnie na Placu Powstańców – to tam było nasze dowództwo i tam musieliśmy dostać zezwolenie na ślub wojskowy. Nasze dokumenty ślubne zostały spisane w kaplicy AK na ulicy Moniuszki. Po uzyskaniu wszystkich dokumentów zgłosiliśmy się do kościoła Świętej Teresy na Tamce, gdzie był kapelan Armii Krajowej książę Jan Czartoryski, dominikanin, chodził w długim, białym habicie, był bardzo wysoki, zresztą uroczy człowiek. On nam zezwolił na zawarcie ślubu i wyznaczył datę”.

Nie przeszkadzało wtedy, że narzeczeni są innego wyznania.

 „Mój mąż był kalwinem, a ja rzymska katoliczka, trzeba było załatwić pozwolenie na ślub. Zawsze jakiś sposób się znajdzie, mianowicie brat naszego kolegi chirurga Stefana Kwiecińskiego był księdzem profesorem (co prawda sztuki sakralnej, ale to nieważne) i myśmy poszli do niego i załatwił. Była jeszcze strasznie śmieszna historia, bo przed ślubem matka Getter zaprosiła mnie na rozmowę. Znajomi śmiali się, że jak zakonnica z tobą porozmawia, to ci da popalić. Nie było Soboru Watykańskiego II. Ona do mnie mówi tak: »Moje dziecko, tylko ty nie próbuj męża nawracać. Jeżeli twój mąż, będąc kalwinem, postanowi przyjąć zasady rzymskokatolickie, to to będzie twoja zasługa, ale nie próbuj go namawiać«. Jak na zakonnicę nie było to typowe” – wspominała Maria Nowotna-Walcowa „Róża” – strzelec, sanitariuszka, pielęgniarka w batalionie „Zaremba”, w szpitalu polowym przy ul. Poznańskiej 11, po wojnie uczestniczka obradach Okrągłego Stołu po stronie solidarnościowej.

Bohater w panterce SS, czyli ceremoniał

Z Janem Stanisławem Walcem „Jasio” wzięli ślub 12 sierpnia 1944 roku, w ocalałej z pożaru kaplicy Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi. Odnotowano go jako pierwszy ślub powstańczy w Śródmieściu podczas Powstania. Jak do niego doszło?

„Róża”: „To się odbyło tak, że na początku sierpnia myśmy przygarnęli takiego młodego chłopaka, to znaczy nasz komendant. Zaczął u nas pracować jako sanitariusz. 6 sierpnia poszedł na strych, bo tam ci polujący na ludzi ustrzelili kogoś, i on ściągając tego kogoś dostał kulę i zginął. To było straszne. Wtedy komendant i mój brat powiedzieli: »Coś trzeba zrobić na poprawę nastroju. Zróbmy Jasiom ślub«”. Obrączki wytoczone im z łożyska karabinu maszynowego zachowali na zawsze.

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura