43 obserwujących
289 notek
629k odsłon
  13239   0

Prawda o pandemii koronawirusa w Polsce i Europie - tylko dla super-inteligentnych

Źródło: https://www.worldometers.info/coronavirus/#countries 

2. Jak wygląda przebieg epidemii w Polsce? 

Od 4.03.2020 do 17.03.2020 mieliśmy typowy dla wszystkich krajów bardzo nieregularny, momentami wykładniczy wzrost przypadków. 

Od 18.03.2020 do 19.04.2020 mieliśmy wzrost w postępie geometrycznym przy skokowo zmniejszającym się ilorazem ciągu (wraz z kolejnymi restrykcjami) od 1,26 do 1,059 (czyli dziennym przyrostem spadającym od 26% do 6%) 

Od 20.04.2020 mamy stabilizację - stałą liczbę wykrywanych przypadków w zakresie 200-400 dziennie, która chwilowo (w przypadku wykrycia dużych ognisk) wzrasta na kilka dni do przedziału 400-600 przypadków. Procentowy przyrost zakażeń w tym okresie spadł od 6% do około 1% (przy skokach do 2,5% w momencie wykrycia ogniska). 

Porównując wykresy liczby zachorowań, zgonów, wyzdrowień i przypadków aktywnych widać, że do 20.04.2020 sytuacja wyglądała niepokojąco, od 21.04.2020 do 5.06.2020 ładnie się ustabilizowała, a od 5.06.2020 nowe ogniska zachorowań wyraźnie popsuły nam statystyki. 

Szczyt epidemii mieliśmy pomiędzy 28.03.2020 a 11.04.2020. Na ten okres przypada największy procent testów z wynikiem pozytywnym (powyżej 4%). W dniach 6.06.2020 - 08.06.202 mieliśmy "mini szczyt" (powyżej 3% wyników pozytywnych). 

Żródło: https://epidemia-koronawirus.pl/ 

3. Jaki był cel działań rządu? 

Ten wykres wysyłaliśmy sobie na początku "narodowej kwarantanny" wraz z hasłem "Zostań w domu": 

image

Celem działań było takie wypłaszczenie krzywej zachorowań, aby system zdrowia wytrzymał. Wolne łóżka i respiratory w szpitalach zakaźnych (90% respiratorów nie było potrzebnych na żadnym etapie pandemii) wskazują na to, że cel udało się osiągnąć. Rodzi się pytanie: czy rząd nie przedobrzył? Jeśli nawet, to lepiej było przedobrzyć niż mieć scenariusz włoski, hiszpański lub angielski. 

I tu pojawiają się najciekawsze dane. Polski Instytut Ekonomiczny przeanalizował liczbę zgonów. W czasie epidemii było ich mniej niż w poprzednich latach. Nie mam danych z innych państw wschodu Europy, ale odnotowany spadek śmiertelności wydaje się fenomenem. "Na podstawie analizy różnych wariantów można stwierdzić, że w Polsce w trakcie epidemii liczba zgonów była niższa o ok. 1-2 tys. - 100-200 tygodniowo. Tymczasem w niektórych krajach Europy Zachodniej mogła być wyższa nawet o 75 proc." W niektórych miastach Polski (np.: w Krakowie) śmiertelność spadła o ponad 10% w momencie gdy w Hiszpanii lodowisko przerobiono na kostnicę, bo krematoria nie wyrabiały. Łączna liczba wykrytych zachorowań w Polsce (28 557) jest porównywalna z łączną liczbą zgonów w Hiszpanii (27 136) i mniejsza od liczby zgonów we Francji (29 374), Włoszech (34 223) i Wielkiej Brytanii (41 481). 

Jednak jest też druga strona medalu. Od kilku dni liczba nowych zachorowań w Polsce jest porównywalna z tą liczbą na zachodzie Europy. Dane z 12.06.2020 prezentują się następująco: Polska 376, Niemcy 456, Hiszpania 502, Francja 726, Wielka Brytania 1 541. W dniach 6, 7 i 8 czerwca, gdy mieliśmy "mini szczyt" zachorowań w statystykach znaleźliśmy się na drugim miejscu za Wielką Brytanią (Rosji, Ukrainy i Białorusi w analizie nie uwzględniam, bo ze względu na inny model społeczeństwa tam epidemia zaczęła się jeszcze później). W Polsce liczba zgonów ustabilizowała się na poziomie kilku-kilkunastu dziennie. To dobrze i źle, bo jest to wynik zbliżony do dużo bogatszych Niemiec (łączna śmiertelność w tym kraju była jedną z najniższych w Europie zachodniej "tylko" czterokrotnie wyższa niż w Polsce) i dużo lepszy niż we Francji (28 zgonów na dobę), Szwecji (40), Włoch (56) i Wielkiej Brytanii (202 zgony na dobę). Źle, bo jeśli tendencja się utrzyma, to przed końcem sierpnia łączna ilość zgonów na Covid-19 w Polsce podwoi się. I na tym przykładzie najdobitniej widać, ze żonglując danymi statystycznymi można udowodnić wszystko. Ponieważ Polska należy do grupy krajów w których łączna liczba zachorowań, a tym bardziej zgonów jest najniższa, więc procentowo nowych zachorowań i zgonów mamy bardzo dużo. Gdybyśmy przeszli hekatombę jak Hiszpania lub UK, to nasz dzisiejszy wynik byłby szczytem marzeń. 

4. Jak sytuację epidemiologiczną przedstawia się w mediach?

Ten wykres pokazano w stacji TVN. 

image

Mniej spostrzegawczym wyjaśnię, że skala dla Polski (podziałka z lewej strony) ma o jedno zero mniej niż skala dla wszystkich pozostałych państw przedstawionych na wykresie (podziałka z prawej strony). Dziesięć tysięcy przypadków aktywnych czy sto tysięcy przypadków aktywnych - co to za różnica? Jeśli chce się wmówić idiocie (którym trzeba być, by wierzyć w to, co prezentuje TVN) że sytuacja w Polsce jest gorsza niż w Niemczech, Francji, a nawet w Hiszpanii i we Włoszech, to rzeczywiście żadna różnica. Gdyby wykresy przedstawiono w tej samej skali to linia dla Polski byłaby prawie płaska, niewiele odstająca od zera i osiągająca swoje maksimum w tym punkcie w którym kończy się ledwie widoczna, bo narysowana w kolorze czarnym na ciemnoszarym tle (a Polska na czerwono - cóż za "zbieg okoliczności") linia dla Niemiec, czyli poniżej połowy odległości między zerem a pierwszą linią na podziałce. Ale przecież nie o taki efekt "niezależnej" i "Obiektywnej" stacji chodzi. 

Lubię to! Skomentuj146 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości