43 obserwujących
289 notek
628k odsłon
  3518   0

Kiedy analizuję wykresy nadumieralności... o koronawirusie tylko dla inteligentnych

Tym krótkim artykułem podpadnę wszystkim: zwolennikom obozu władzy, jego przeciwnikom, a najbardziej koronasceptykom i antyszczepionkowcom. Ale skoro zacząłem pisać artykuły o pandemii koronawirusa, to trzeba być uczciwym do końca. 

Na wstępie nadmienię, że wszystkie zaprezentowane przeze mnie wykresy pochodzą z artykułu "Ukryte ofiary epidemii COVID-19..." autorstwa Mateusza Ratajczaka umieszczonego na portalu money.pl 

image

Kiedy analizuję wykresy nadumieralności (takie jak powyższy) to wnioski są słodko-gorzkie z przewagą tych gorzkich. 

- O ile przy pierwszej fali łączna liczba zgonów w Polsce paradoksalnie była niższa niż rok wcześniej, to przy drugiej fali nadumieralność przybrała rozmiary katastroficzne. 

- Skok nadumieralności ma ścisły i bezpośredni związek z II falą koronawirusa - wykresy całkowitej nadwyżki i nadwyżki z wyłączeniem oficjalnych ofiar COVID-19 są niemal równoległe. 

- Od 40 do 44 tygodnia nadumieralność gwałtownie rosła choć nie notowano jeszcze gwałtownego wzrostu zgonów z potwierdzonym COVID-19. 

- Między 44 a 45 tygodniem wykresy gwałtownie się rozchodzą, czyli jest to moment gwałtownego wzrostu zgonów "oficjalnych". 

- Po 45 tygodniu obydwa wykresy opadają, czyli szczyt nadumieralności mamy już za sobą. 

- W 50 tygodniu nadwyżka zgonów z wyłączeniem oficjalnych COVID-19 zeszła już prawie do poziomu neutralnego, czyli nadumieralność pośrednia zeszła prawie do zera. Natomiast w dalszym ciągu mamy dużą nadumieralność spowodowaną bezpośrednio zdiagnozowanymi zachorowaniami na COVID-19. 

Co z tego wynika? 

- Przede wszystkim obala to teorię koronasceptyków, że ogromną większość osób zmarłych na jesieni stanowią chorzy, którzy nie mają koronawirusa a umarli przez to, że nie zostali zdiagnozowani od wiosny z powodu przejścia POZ w tryb z teleporadami. Gdyby teoria ta była choćby w części prawdziwa, to liczba zgonów nie zaczęłaby rosnąć tak gwałtownie, a tym bardziej nie zaczęłaby równie gwałtownie opadać do poziomu neutralnego. 

- Wskazuje na dwa ogromne błędy ministra Niedzielskiego. O pierwszym - zwlekaniu z wprowadzeniem lockdownu w szkołach napisałem w poprzednim artykule. Powyższy wykres to potwierdza, bo 40 tydzień to końcówka września (czyli początek roku szkolnego plus okres pomiędzy zarażeniem a zgonem). Drugi to niewłaściwe kryteria kwalifikowania chorych do testów (za duża liczba koniecznych współistniejących objawów) przez co mieliśmy 4 tygodnie niekontrolowanego wykładniczego wzrostu "koronawirusowej szarej strefy". 

- Pokazuje jak ogromnym zagrożeniem jest przeciążenie służby zdrowia. Gdy tylko zmniejszyła się liczba chorych na COVID-19 oraz chorych w stanie krytycznym, to nagle zaczęła spadać także liczba zmarłych z innego powodu bo lekarz nie zdążył lub pogotowie nie dojechało na czas. Co najciekawsze liczba tych zgonów spada szybciej niż liczba zgonów z powodu koronawirusa (patrz końcówka wykresu). 

Idąc z wnioskami jeszcze dalej...

Z analizy wykresu oraz wymienionych widać, że koronawirusową "szarą strefę" mamy ogromną. W szczytowym momencie nadumieralność "ogólna i niezdiagnozowana" była kilkukrotnie większa od nadumieralności "oficjalnie koronawirusowej". Mnożyły się przez to teorie spiskowe jak ta, że "zamknięcie" służby zdrowia zabija więcej Polaków niż koronawirus. W ostatnich dniach byłem przez koronasceptyków odsądzany od czci i wiary a nawet rozumu (mówiąc najdelikatniej) za stawianie argumentu, że ogromna część zgonów to mogą być osoby zabite albo przez niezdiagnozowaną ciężką infekcję koronawirusową albo przez powikłania kardiologiczne po niezdiagnozowanym średnim, lekkim lub nawet bezobjawowym przejściu koronawirusa. Z mojej strony nie była to czysta abstrakcja, bo o ile w ubiegłych latach nam się to nie zdarzało, to w tym roku mieliśmy dwóch zmarłych w bliskiej rodzinie (w I fali Szwagier w II fali Kuzyn) którzy nagle zmarli z powodu zatoru choć nigdy nie mieli problemów kardiologicznych a kilka tygodni wcześniej przeszli "lekkie przeziębienie" i "przypadkiem" mieli kontakt z osobami szczególnie narażonymi na zarażenie koronawirusem. No i proszę! Powyższy wykres dobitnie pokazuje, że to nie "zamknięcie" a PRZECIĄŻENIE SŁUŻBY ZDROWIA plus koronawirusowa "szara strefa" zabijają najczęściej. 

Ale aby nie było tak miło... Ofiary opóźnień w diagnostyce i leczeniu chorób nowotworowych też znajdują się wśród ukrytych ofiar pandemii. Tylko w przeciwieństwie do "chciejstwa" koronasceptyków nie układają się one w nagły skok zgonów (mają w nim udział raczej śladowy) natomiast rozłożą się w czasie na cały rok lub nawet dłużej. 

------

Dziś nie było nic o polityce. Nie szkodzi! I tak wszystkim podpadłem (bez względu na barwy polityczne)... Może w wolnej chwili dopiszę do tego artykułu polityczne Post Scriptum

Lubię to! Skomentuj195 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości