41 obserwujących
256 notek
501k odsłon
473 odsłony

Odpowiadając arcybiskupowi Michalikowi cz. 2

Wykop Skomentuj

W pierwszej części artykułu, skupiając się na słowach Arcybiskupa

Wydarzenie takiej miary powinno się traktować w kategoriach symbolu a nie w kategoriach politycznego interesu. *

 pokazałem, że Smoleńsk od samego początku był wydarzeniem symbolicznym. Pokazałem też, że symbolikę tę udokumentował film "Solidarni 2010" i starałem sie tę symbolikę przybliżyć. W drugiej części krótko opiszę co w tym temacie robiła strona rządowa i powiązanie z niż media. Pokażę też co robił w tej sytuacji Episkopat. 

Rząd i podporządkowane mu media od samego początku starały się zniszczyć symbolikę.

Chętnie zobaczyłbym w filmie jedną scenę, która mi bardzo utkwiła w pamięci. Stoję na peronie czekając na pociąg powrotny, przed oczami jeszcze mam setki tysięcy ludzi oddających hołd w powadze i zadumie, a na podwieszonym telewizorze pan z TVN dyskutuje (czywiście tak, aby wyszło, że gazeta ma rację) na temat artykułu Gazety Wyborczej stawiającego poważny zarzut, że stwierdzenia typu "zginęła cała elita polityczna narodu" są niedopuszczalnymi bluźnierstwami umniejszającymi tych polityków, którzy nadal żyją. Rozwodzi się przy koazji nad tym, że Polacy są podzieleni bo przecież jakieś sto osób protestowało przeciwko pogrzebowi na Wawelu. Scena niczym wywrócone na lewą stronę słynne wejście Starego Wiarusa w Warszawiance Stanisława Wyspiańskiego. Ten obraz bardziej pokazał mi zdemoralizowaną postawę tych z drugiej strony barykady, niż słynni ubecy z "Psów" niosący zalanego w trupa kolegę ze śpiewem "Janek Wiśniewski padł". Chętnie zobaczyłbym Wojewódzkiego i Figurskiego rapujących "Kaczyński do celu, po trupach do celu, każdy z nas chciałby leżeć na Wawelu".**

Apogeum niszczenia symboliki Smoleńska były starcia pod Krzyżem.

Jeszcze raz przypomnę: harcerze ustawili Krzyż przed Pałacem, jako znak jedności narodu w dniach żałoby z apelem o ucpamiętnienie tych zdarzeń w tym miejscu. Prezydent elekt Bronisław Kamorowski w pierwszym swoim wywiadzie ogłosił przenienie Krzyża spod Pałacu. Następnie oszukał harcerzy i społeczeństwo podpisując z nimi porozumnienie na mocy którego Krzyż miał być przeniesiony do kościoła, zaś na jego miejscu miał zostać wzniesiony jakiś pomnik lub obelisk. Oszustwo polegało na tym, że Komorowski znał juz wtedy ujawnioną po kilku dniach opinię konserwatora zabytków, który nie zgadzał się na postawienie w tym miejscu jakiegokolwiek monumentu. Wiadomość ta rozjuszyła część społeczeństwa tzw. "obrońców Krzyża". Zaczęli oni bronić Krzyża w sposób histeryczny, przez co narazili się na wyśmiewanie i poniżanie. W nerwowej atmosferze doszło do gorszących scen (typu używanie innego Krzyża jak pałki), które ochoczo były pokazywane i powtarzane przez reżimowe media.

Z drugiej strony została skrzyknięta kontrdemonstracja, w której dochodziło nie tylko do zachowań chamskich (poniżanie staruszków broniących krzyża), ale także jawnego naśmiewania się z tragedii i życzenia śmierci bratu tragicznie zmarłego Prezydenta (rzucanie pluszową kaczką z okrzykami "jeszcze jeden") i profanacji znaku Krzyża (krzyż z puszek po liwie "Lech").

Krzyż na Krakowskim Przedmieściu z symbolu jedności stał się znakiem podziału i zgorszenia.

Episkopat ani politycy opozycji nie potrafili się w tamtym momencie godnie zachować.

Gdy w czasie peregrynacji obrazu M.B. Jasnogórskiej władze komunistyczne "aresztowały" obraz, wówczas kard. Wyszyński podjął decyzję o kontynuację peregrynacji przez puste ramy. Symbolika była tak dobitna, że komuniści dyskretnie pozwolili "wykraść" obraz i więcej już go nie aresztowały.

Podobnie należało zachować się w tym przypadku. Ale zarówno w Episkopacie, jak i wśród polityków PiS zabrakło osoby o prawości, mądrości i godności Prymasa Tysiąclecia. Nikt nie wymyślił mądrego rozwiązania, które przemówiłoby do tłumów i zakończyło gorszące sceny. Nikt z całego Episkopatu odpowiednio donośnie nie przemówił. Co gorsza bp. Pieronek doradził premierowi zastosowanie siły wobec "obrońców krzyża" i potraktowanie samego Krzyża jak nieprawidłowo zaparkowanego samochodu. Wobec tych skandalicznych słów też nie było odpowiednio mocnej reakcji władz kościelnych.

Dlatego teraz zwracanie uwagi na symbolikę Smoleńska można skwitować słowami "przyganiał kocioł garnkowi".

Rację ma Jego Ekscelencja pod tym względem, że wydarzenie to powinno być symbolem. Powinno i było, ale ta symbolika właśnie w imię interesów strony rządzącej została zniszczona. To stronie rządowej oraz powiązanymi z nimi mediom i innym beneficjentom obecnej sytuacji zależało, aby płomień nadziei zapalony na Krakowskim Przedmieściu jak najszybciej zgasł. To właśnie tamta strona wmawiała (podobnie jak w przypadku ogólnonarodowego poruszenia po śmierci Jana Pawła II) że to wszystko jest tylko "słomianym zapałem". 

Moim zdaniem (skromnego teologa, od 10 lat pracującego winnym zawodzie) takie powstrzymywanie i odwracanie pragnienia nawrócenia jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, czyli takim grzechem, który nawet może nie zostać odpuszczony. Jego ciężar rest tym większy, że dotyczy nawrócenia w skali całego narodu lub przynajmniej jego części.  Ciekawi mnie jakie zdanie na ten temat ma ks. abp. Józef Michalik. Gdyby chciał mi to wyjaśnić - chętnie poznam opinię Jego Ekscelencji. 

-------

 

*) Cały wywiad można także przeczytać na stronie: http://ekai.pl/wydarzenia/wywiad/x57277/kiedy-mysle-rosja/

**) Więcej na temat filmu w moim artykule:  http://niepoprawni.pl/blog/961/solidarni-2010-osobiste-przemyslenia z którego pochodzi cały zacytowany akapit.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale