42 obserwujących
268 notek
545k odsłon
1277 odsłon

Kolejna wpadka arcybiskupa Kowalczyka

Wykop Skomentuj14

 

Gdy czyta się wypowiedź abpa. Kowalczyka w wersji cytowanej przez POsłuszne POrtale, wówczas nasuwają się skojarzenia z dwiema ciemnymi kartami w dziełach Kościoła. Pierwsza, to lata "wczesnej demokracji", kiedy to księża często łamali prawo (cisza wyborcza, rozdzielenie państwa od kościoła) nie tylko przypominając w dniu wyborów o obowiązku udziału, ale jednoznacznie wskazując na kogo głosować. Druga, to lata o wiele wcześniejsze, gdy Stolica Apostolska zwiedziona intrygami caratu potępiła polskie powstania przeciwko temuż, jako rebelię przeciwko władzy, która od Boga pochodzi.

 

 

 

Rzeczywistość nie jest jednak tak czarno-biała, jak ją przedstawiają POsłuszne POrtale. Potrafią one z wywiadu z Krzysztofem Cugowskim zrobić atak na PiS, choć w rzeczywistości ten niezwykle mądry wokalista Budki Suflera (i były senator startujący z list PiS) nie pozostawia w tym wywiadzie suchej nitki na Tusku i jego rządzie, zaś pod adresem Prawa i Sprawiedliwości kieruje tylko kilka słów bardzo trafnej i konstruktywnej krytyki, z którą trudno się nie zgodzić. Podobnie rzecz wyglądała w tym przypadku, jednak z jedną różnicą.

Abp. Kowalczyk aż się prosił, by jego wypowiedź wykorzystać do politycznej nawalanki

Jest sprawą raczej oczywistą, że referendum w sprawie odwołania ze stanowiska samorządowego polityka będącego na samym szczycie partii rządzącej jest inicjatywą polityczną wykraczającą daleko za granice samorządu lokalnego. Jasne jest, że jednym z głównych celów tych, co je organizują lub popierają jest osłabienie partii rządzącej. W warunkach demokracji wzięcie lub zaniechanie udziału w referendum, a także opowiedzenie się w nim lub nie po jednej lub drugiej stronie nie jest grzechem. I tutaj arcybiskup Ameryki nie odkrył - gdyby powiedział tyle i tylko tyle - jego postępek byłby ze wszech miar słuszny.

Jednak obowiązkiem moralnym katolika jest podejmowanie takich decyzji, aby służyły one dobru, a nie złu. Dlatego w pewnych sytuacjach oddanie głosu na pewną opcję lub nawet zaniechanie działania przeciw tej opcji jest grzechem - niekiedy nawet ciężkim. Tego nieszczęsny prymas nie powiedział.

Natomiast dodał kilka słów obrony obecnej prezydent stolicy (przy okazji usprawiedliwienia premiera i prezydenta), którymi wywołał orgazm rządowych akolitów z tuskistowskim odpowiednikiem Juliusa Streichera - Waldemarem Kuczyńskim na czele

http://wiadomosci.wp.pl/wid,15917144,kat,1329,wi...

Słowa te wywołały jednocześnie konsternację, oburzenie i gniew ludzi patrzących na świat cokolwiek realnie: od przychylnego PiS-owi Autorytetopożeracza

http://ewantea2009.salon24.pl/528257,prymas-kowa...

poprzez znanego z pisofobii i antykaczyzmu Piotra Piętaka

http://mediologia.salon24.pl/528170,arcybiskup-k...
aż po moją skromną osobę. Bóg mi świadkiem - od mojego ślubu, który czasowo zbiegł się z wyjściem PiS-u na prowadzenie w sondażach odłożyłem na bok pisanie bloga polityczno - społecznego (może jakieś dwa artykuliki mi się przytrafiły - kiedyś tyle pisalem przez trzy dni, a nie przez  trzy miesiące). Jednak te słowa wywołały u mnie tak silny odruch obronny, że chwyciłem za laptop, aby zadać kilka pytań.

Kogo on broni?!?!?

Hanna Gronkiewicz - Waltz kandydując na Prezydenta (ale nie Warszawy, lecz RP) odbyła zdumiewające tournee po... kościołach. Były to (wspomniane przeze mnie na początku artykułu) czasy "młodej demokracji" w których pojawienie się polityka w pierwszej ławce w kościele dawało mu baaaardzo dużo głosów, a księża nie szczypali się z czymś takim, jak cisza wyborcza. Na jednym z takich spotkań w ramach tournee HGW sam się pojawiłem, bo ksiądz ogłaszał w komunikatach parafialnych, odbywało się w auli św. Piusa X w Tomaszowie Maz bezpośrednio po mszy wieczornej. Otrzymałem wydawaną przez HGW gazetkę, w której zachwalała się, jak to prywatnie działa w Odnowie w Duchu Świętym i jak w ramach swoich obowiązków jako prezes NBP łączy ekonomię z chrześcijańską moralnością. Wstyd się przyznać, ale uwierzyłem w jej frazesy, że ma większe szanse na wygranie z Kwaśniewskim niż Wałęsa i oddałem na nią głos. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina!!!

Ta sama Hanna Gronkiewicz - Waltz komentując ogromną przewagę Jarosława Kaczyńskiego na starcie przyspieszonych wyborów prezydenckich w 2010 roku (o ile dobrze pamiętam podpisów poparcia otrzymał ponad dziesięciokrotnie więcej niż Bronisław Komorowski) powiedziała pogardliwie, że Platforma nie stała z listami pod bramami kościołów i nie wykorzystuje Kościoła w celach politycznych.

Skąd taka volta? Hanna Gronkiewicz - Waltz tak się zmieniła? Skądże! Jest tą samą cyniczną oszustką mówiącą to, co ludzie chcą usłyszeć. Tylko czasy się zmieniły - dziś więcej głosów można zyskać na dystansie wobec kościoła lub nawet na antyklerykalizmie niż na siadaniu w pierwszych ławkach kościołów.

Popieranie przez prymasa osoby, która traktuje Kościół nie jak matkę, ale jak darmową dziwkę, którą się wykorzystuje, porzuca, a później mówi o niej z niesmakiem może być tylko przejawem albo skrajnej ignorancji albo braku elementarnego szacunku dla Kościoła, jako Ludu Bożego!

Czego on broni?!?!?

Nie chce mi się pisać o legalizacji para-małżeństw homoseksualnych i życia na kocią łapę. Nie chce mi się pisać o całym tym festiwalu umizgów rządu do antyklerykalnej lewicy, ani o wyhodowaniu przez rządzącą partię największego guru wojujących antyklerykałów Janusza Palikota. Nie będę pisał o załatwianiu aborcji dla zdezorientowanej dziewczyny przez Ewę Kopacz, sponsorowaniu In Vitro ani o likwidacji Funduszu Kościelnego. Dla współczesnego katolika przy podejmowaniu decyzji wyborczych kwestie światopoglądowe nie są najważniejsze.

Gdyby PO nie doprowadziło do zapaści na rynku pracy i zdobywało głosy budując Orliki i autostrady, to mimo, że pieniądze na autostrady wynegocjował rząd PiS ("yes, yes, yes" Marcinkiewicza), a przekupywanie młodzieży boiskami pachnie krypto-talitaryzmem (zarówno Hitler jak i Stalin stosowali ten chwyt), jednak na boiskach fajnie mi się trenuje, po autostradach fajnie mi się jeździ - kto wie, może bym nawet na nich zagłosował.

Jednak PO od początku zdobywało głosy budując strach przed PiS-em i nienawiść nie tylko wobec tego ugrupowania, ale nawet jego elektoratu. Pogardliwe określenia typu "moherowa koalicja", "moherowe berety" rozpropagował nie kto inny, jak Donald Tusk! Określenia typu "bydło", "motłoch" roznoszą takie "autorytety" tego systemu, jak "profesor" Bartoszewski! Jak nie udało się zyskać przewagi strasząc ludzi spotem z kibolem kopiącym operatorkę i "obrońcą krzyża" (który nota bene okazał się podstawionym prowokatorem) szarpiącym się z Policją, to się wypuściło bujdę, że Kaczyński uważa Merkel za agentkę STASI i wywoła wojnę z Niemcami. Tak jest do tej pory - jak ktoś nie wierzy, jak wielką rolę jednoczącą dla twardego elektoratu PO ma przedstawianie PiS w roli zła wcielonego, niech koniecznie przeczyta artykuł Kuczyńskiego umieszczony pod pierwszym linkiem zamieszczonym w tym artykule. Czy można coś takiego popierać?! Czy można czegoś takiego bronić? Czy godzi się choćby przechodzić wobec czegoś takiego obojętnie? Każde działanie lub zaniechanie utrzymujące taki stan rzeczy jest grzechem - w przypadku pełnej świadomości grzechem ciężkim!!!

W imię czego broni?

Jaką wagę moralną ma fakt, że referendum ma służyć nie stabilizacji władzy, ale jej destabilizacji? Czy gdyby ktoś odsunął Hitlera od władzy czy zrobiłby dobrze czy źle? Zbyt drastyczne porównanie? A jakim prawem władza i wszelkie lewactwo opisuje nas jako podpalających Polskę faszystów? Przecież my chcemy tego co słuszne: rzeczywistego doprowadzenia przemian polityczno-gospodarczych do końca, aby wolnością polityczną i swobodą gospodarczą mógł się cieszyć każdy, a nie tylko ten ustawiony przez postkomunistyczny układ zamknięty.

W roku 2007 ówczesna opozycja z Donaldem Tuskiem na czele wzywała do "obywatelskiego nieposłuszeństwa" wobec legalnego rządu, paliła kukły premiera, organizowała takie (mówiąc językiem Tuska) hucpy polityczne, jak próba dymisjonowania wszystkich ministrów w przeddzień wyborów. Ta sama ekipa obecnie okopała się na pozycjach władzy, przejęła wszystkie instytucje w kraju i mówi wprost, że tej władzy nie odda. Wręcz szydzi ze swoich poprzedników, którzy w obliczu utraty poparcia i rozpadu koalicji zastosowali krok demokratyczny - oddali decyzję w ręce wyborców.

Rząd Tuska działa nielegalnie i dopuścił się zdrady. Nie przy Smoleńsku - o wiele wcześniej, przygotowując zasadzkę na Prezydenta RP na szczycie NATO, no którym zalecił Lechowi Kaczyńskiemu opieranie się wobec kandydatury Rassmussena i jednocześnie zapewniając tegoż o poparciu. Cała reszta: gra z Putinem, Smoleńsk, kolejne ofiary seryjnego samobójcy itd była już tylko konsekwencją przyjętej polityki wojny totalnej przeciwko Prezydentowi RP i przejęcia władzy absolutnej. Nie rozstrzygam tu czy Smoleńsk był efektem zamachu czy naturalną konsekwencją wojny z Prezydentem. Nie rozstrzygam też czy Leppera, Petelickiego, Musia i szereg innych osób zabili siepacze Tuska, Putina czy innej potężnej osoby. Niezależnie od technicznych detali krew jednych i drugich krzyczy na Tuska i woła o pomstę do Nieba!

Przed kim broni?

Napisałem o zapaści na rynku pracy. Pamiętam, jak w dniu pogrzebu Jana Pawła II oburzony propagandowym bełkotem stawiającym Ojca Świętego jako orędownika nieudanych przemian gospodarczych napisałem list otwarty o ogromnej niesprawiedliwości, o której pisał także Jan Paweł II, która była efektem tychże wypaczonych przemian: ludziach zmuszanych do pracy ponad siły w momencie gdy inni żyją w biedzie spowodowanej niezawinionym bezrobociem. To był początek mojego zaangażowania w sprawy społeczno-polityczne kraju. Później jedno z ugrupowań (reprezentujące narodową prawicę, czyli to, na co do tamtej pory byłem uczulony) zaproponowało program realizujący postulaty z mojego listu: ograniczenie kosztów pracy dla uczciwych pracodawców, zaostrzenie kar dla nieuczciwych. Tym ugrupowaniem było Prawo i Sprawiedliwość. Po ożywieniu gospodarczym spowodowanym między innymi realizacją przez rząd PiS rozsądnego planu aktywizującego Polaków zawodowo przedsiębiorczo dziś, po sześciu latach rządów PO gospodarka znów jest zniszczona, dodatkowo zadłużona, a ludzie znów dzielą się na tych, co tyrają ponad siły i na tych, co chcieliby pracować, a nie mogą.

Czy purpurowy książę nie widzi tej narastającej niesprawiedliwości społecznej?

Widzi! Mówi o tym w pierwszych słowach swojego wywiadu. Ale tych słów już POrtale nie cytują, bo nie są to słowa POprawne POlitycznie. Mówią o tym, co powinna zrobić władza, a czego nie robi. Sytuacja ta grozi społecznym wybuchem i choćby z tego powodu konieczne jest nie tylko jak najszybsze odwołanie Hanny Gronkiewicz - Waltz, ale pokojowe odsunięcie od władzy całego tego rządu. Niestety zamiast takiej konkluzji arcybiskup Kowalczyk broni Hanki, Donka i Bronka. Nie od wczoraj wiadomo, że media w tym kraju są tubą propagandową reżimu. Nic więc dziwnego, że usłużne POrtale wybrały z wypowiedzi prymasa tylko to, co im było wygodne. Wykorzystały go i rzuciły na pożarcie rozwścieczonym wiernym.

Ale skoro jest tak naiwny, to sam jest sobie winien. Powinien się czegoś nauczyć po polsko-rosyjskim orędziu, które potraktowano dokładnie w ten sam sposób.

Miałem napisać "skoro jest tak naiwny, to jego sprawa", ale pomyślałem, że to wcale nie jest jego sprawa. Jest bowiem jeden bardzo nieciekawy aspekt sprawy.

Co mógł sobie pomyśleć maluczki człowiek czytający cytowany fragment wywiadu z prymasem? Że pławiący się w luksusach klecha idzie w alianse z okradającą i poniżającą go władzą, a jego tylko strofuje, że ma tę władzę chronić.

Wielu ludzi (w tym ja) zagotowało się czytając słowa abpa Michalika. Ilu z nich w tym momencie zadało sobie pytanie "w imię czego ja mam słuchać nakazów biskupów kierowanych przez tego skur...la i przykładowo odmawiać sobie zjedzenia kiełbaski przy ognisku w piątek, gdy on układa się z możnymi tego świata"? Przepraszam wrażliwsze osoby za brutalny język (zwłaszcza w odniesieniu do osoby duchownej), ale jeśli fragment wywiadu (w wersji POsłusznych POrtali) przeczytał nie ktoś taki jak ja (programista rozbijający się jachtem po jeziorze... na szczęście banda Tuska branży IT nie zdążyła "zreformować"), tylko powiedzmy magister farmacji, któremu przed ustawą refundacyjną żyło się całkiem dostatnio, a teraz musi zap...ć po 16 godzin na dobę za niewielkie pieniądze, tak się zepsuł rynek i rozwydrzyli pazerni właściciele aptek, to w jego ustach pewnie licznie pojawiły się słowa z dźwięcznym "rrr" w środku... o tym co powiedziała pracownica hipermarketu zap...ąca w tym samym wymiarze godzin za najniższą krajową wolę nie myśleć!

Postępek arcybiskupa można określić dwoma słowami.

Publiczne zgorszenie

Ku przestrodze przypomnę metropolicie co Jezus mówił na temat tych, co byliby przyczyną zgorszenia dla jednego z maluczkich. Przypomnę też jakie kryterium rozróżniania prawdziwych i fałszywych proroków pozostawił Jezus. To samo kryterium, do którego odwoływał się biskup przy okazji swojej poprzedniej wpadki - wykorzystanego propagandowo "pojednania". Tylko wyprostuję jedną myśl. Nie chodzi o to, że prawdziwego proroka atakują, a fałszywego chwalą. Chodzi o to kto atakuje lub chwali. Jeśli chwalą władcy i możni tego świata, a Lud Boży łapie się za głowę, to znaczy, że ten ktoś niewątpliwie wygłosił fałszywe proroctwo.

Rozumiem, że arcybiskup chciał wyrazić się w sposób bezstronny i wyważony.

O ile to, czy rząd Tuska jest działającym bezprawnie zdradzieckim reżimem, czy normalnym rządem demokratycznym jest sprawą dyskusyjną i tu zapewne punkt widzenia zależy od całokształtu poglądów, to sprawą bezsporną jest to, że za sprawą działań i zaniechań tego rządu zadłużenie państwa wzrosło dwukrotnie, poziom życia poleciał na pysk, a sytuacja na rynku pracy wróciła do podobnie katastroficznego stanu, jaki był przed "zbrodniczą IV RP", w której (o dziwo) jakoś nikt, kto chciał uczciwie pracować nie musiał martwić się o swój byt. I nie sposób tu zwalać winy na kryzys, gdy wszystkie kraje, z wyjątkiem tych zarządzanych tak jak Polska, Grecja czy Hiszpania odnotowują poważne wzrosty. 

Koniecznością dziejową jest odsunięcie tego rządu od władzy - jak długo można to jeszcze zrobić  w sposób demokratyczny i pokojowy. Rozumieją to nawet ludzie tak niechętni opozycji jak Piotr Piętak. Więc nie czas na "wyważenie", gdy społeczeństwo jest u kresu wytrzymałości. W tej sytuacji albo jest się pasterzem, który patrzy na swoje owce z empatią i próbuje ze wszystkich sił ulżyć ich losowi, albo jest się purpurowym księciem, który rozbija się drogą limuzyną z zatrudnionym na stałe kierowcą i brata się z możnymi tego świata. Arcybiskup Kowalczyk najwyraźniej wybrał tę drugą drogę. Czy z niej zawróci? Nie wiem. Ale mimo mojego gniewu i oburzenia będę się za niego modlił. Jeśli jednak to nie nastąpi, wówczas episkopat stanie przed trudnym wyborem: albo odwróci się od prymasa, albo wierni odwrócą się od nich.

---
Post Scriptum
Autor bloga jest magistrem teologii, który zniesmaczony skandalem pedofilskim w jego bezpośrednim otoczeniu zrezygnował z pracy katechetycznej i przekwalifikował się na informatyka. Jednak w dalszym ciągu jest praktykującym katolikiem, który czuje się odpowiedzialny za Kościół.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale