Blog
Peacemaker
Peacemaker
12 obserwujących 153 notki 213855 odsłon
Peacemaker, 3 sierpnia 2018 r.

Zbyt osobisty tekst o Powstaniu Warszawskim i Bohaterach

2118 69 0 A A A

Wybaczcie, ale nie napiszę kolejnego hymnu pochwalnego na cześć powstania i jego żołnierzy. Nie tym razem i w przyszłości też nie. To za trudne, zbyt bolesne i zbyt osobiste. Nie dość, że sama świadomość tego jak niewiele brakowało, aby cała moja Rodzina została unicestwiona z powodu ratowania Żyda* już budzi w głowie myśl, że żyję cudem (i to wielkim cudem), a tu jeszcze świadomość, że dzielnica Okęcie stosunkowo mało ucierpiała dlatego, że w trakcie szturmu na najważniejszy cel strategiczny - lotnisko - powstańcy spieprzyli wszystko co można było spieprzyć: ruszyli w dwóch nieskoordynowanych czasowo grupach na odkryty teren broniony przez ciężkie karabiny maszynowe... dzięki temu Okęcie stosunkowo mało ucierpiało, a jednocześnie przez to los Warszawy został przesądzony. Ale zostawmy te strategiczne rozważania teoretykom wojskowości... pewnie i oni nie powiedzą nic mądrego, bo cóż można powiedzieć wobec bezlitosnych statystyk: na jednego zabitego Niemca przypadało 10 postradanych żyć Powstańców oraz 100 istnień Cywili zabitych wskutek ostrzału lub bestialsko zamordowanych? Cóż można powiedzieć wobec brutalnych faktów: nieświadome zagrożenia Dzieci wysyłane na pole walki, jeden "pistolet" (często gadżet krótkiego zasięgu używany przez przedwojennych sklepikarzy do odganiania złodziei) na trzech "powstańców"? Cóż można powiedzieć wobec bezsensownego kalendarium: żaden punkt strategiczny (zwłaszcza lotnisko) nie został zdobyty, a walki trwały dwa miesiące - dla porównania kampania wrześniowa trwała miesiąc. W pewnym sensie nastroje spowodowane pięcioma latami terroru sprawiają, że indywidualne decyzje Warszawiaków o przystąpieniu do Powstania wymykają się spod oceny moralnej. Ludzie mieli dość. Nawet bohaterski czyn mojej Babci to pokazuje: jak trzeba było być szalonym, oswojonym z ciągłą groźbą śmierci i zdesperowanym, aby po ostrzeżeniu, że w mieszkaniu czekają Niemcy i mają ukrywającego się Żyda zamiast wziąć wraz z Dziećmi nogi za pas i uciekać jak najdalej zrobić to, co Babcia - wrócić z Dziećmi jak gdyby nigdy nic i z rozbrajającą szczerością tłumaczyć żołnierzom Wermachtu (gdyby to było SS lub Gestapo, to nie byłoby żadnej rozmowy, tylko egzekucja), że Żyd to też człowiek - jak oni - i gdyby oni (Niemcy) znaleźli się w takiej samej sytuacji, to też by się z nimi podzieliła zupą... Ale nie o tamtych, potwornych czasach chcę pisać. 

W oczywisty sposób radują serce takie projekty i inicjatywy jak "Muzeum Powstania Warszawskiego", "Panny Wyklęte" lub płyty grupy "Lao Che". Wspaniale, że po dziesięcioleciach milczenia o tej tragedii, braku jakichkolwiek obchodów, a niekiedy nawet obrażania Powstańców przez komunistyczne i postkomunistyczne władze wreszcie przywraca się im honor i godność. Ale gdy się patrzy, jak niektórzy z tych osób dla judaszowych srebrników, pięciu minut sławy i dzikiej satysfakcji, że się komuś "dowaliło" plamią i profanują ten honor oraz rozmieniają godność na drobne, to chce się płakać, wyć, krzyczeć i kląć. Rok temu swoje 5 minut miał pajac w berecie - patrząc po obecnym wieku w czasie Powstania był w wieku wczesnoszkolnym - jak moja Mama - ale chyba mniej od Niej ryzykował (gdyby z powodu Powstania Niemcy odkryli kryjówkę Żyda, to byłby koniec). Niewiele wiadomo o jego aktywności w trakcie Powstania, ale za to później musiał być bardzo aktywny, skoro doszedł na sam szczyt organizacji kombatanckiej. No i oczywiście wtedy też musiał wykazać się wzorową aktywnością i zaatakował obecne władze, które tak bardzo Powstańców hołubią. No ale skoro taka moda, że za uhonorowanie "wypada" się "odwdzięczyć" okazaniem lekceważenia pogardy Prezydentowi (iluż ludzi z tytułami tak się zachowuje - czy to jest "elita", czy też zwykłe "ch..."), to trudno się dziwić temu panu, że też tej modzie uległ. Ale paszkwil, który dziś wrzuciła "Wirtualna Polska" bije wszystko.**  

Kim, a raczej czym trzeba być, aby po latach wyciągać wyrwany z kontekstu fragment wypowiedzi człowieka, który już nie żyje (i nie może się do słów ustosunkować ani ich zdementować) na temat członków jego rodziny? Kim jesteś Hanno Stadnik? A w zasadzie czym? Bo ja - Stanisław Nowak, dziecko epoki obowiązkowych pasów bezpieczeństwa i fotelików dla dzieci, które nigdy z bronią w ręku o nic nie walczyło, rozkazów i meldunków pod ogniem wroga nie przenosiło i ran powstańców nie opatrywało, którego najbardziej "bohaterskim" czynem było wezwanie Straży Pożarnej do gniazda szerszeni na placu zabaw - przy całej mojej słabości, małości i grzeszności nie potrafię sobie wyobrazić takiego skurw...ństwa.  

"Ale ja q.wa nigdy nie uczestniczyłem w wysyłaniu dzieci na śmierć" - to pierwsze skojarzenie, jakie się w tej sytuacji nasuwa. Drugie jest jeszcze bardziej bolesne. "Ci sami ludzie, którzy jako gówniarze bez wyobraźni dali się wkręcić w awanturę, która ściągnęła na miast zagładę, dziś przez swoją demencję starczą dają się wciągać w podobną awanturę, która oby nie skończyła się podobnie". Czy tego chcesz Hanno Stadnik? Czy tego chcecie Powstańcy Warszawscy? Tego, aby postrzegano was, jako zdemoralizowanych i niebezpiecznych dla otoczenia awanturników? 

Opublikowano: 03.08.2018 02:37.
Autor: Peacemaker
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Kontestator  Jeszcze raz linki:...
  • @Kontestator  Jeśli SPAM który BAZUJE NA NAJNIŻSZYCH INSTYNKTACH: ZAZDROŚCI, ZAWIŚCI i...
  • @Kontestator  Panie Kondensator (skoro już trzymamy się ubeckiej formuły przekręcania nazw i...

Tematy w dziale Polityka