42 obserwujących
269 notek
548k odsłon
1603 odsłony

Kapłanom - jedna jest tylko droga (do wyjścia z kryzysu)

Wykop Skomentuj35

W ten piątek (30 września 2018) proboszcz pewnej parafii (ponieważ nie konsultowałem z Nim niniejszej notki, więc danych nie podam) w czasie Wieczoru Uwielbienia zrobił rzecz niespotykaną. Po kilku zdaniach refleksji o Miłosiernym Ojcu i Synu Marnotrawnym, wyznał, że (cytuję z pamięci) "nie ma złych księży - są tylko tacy, za których nikt się nie modli... więc proszę was abyście wyciągnęli nade mną ręce i modlili się, aby Bóg odpuścił mi grzechy i pomógł wytrwać w dobrych postanowieniach", po czym klęknął przed parafianami, którzy się za Niego modlili. Zaznaczę, że znam tego Księdza od wielu lat i ma On nieposzlakowaną opinię. 

Byłem uczestnikiem tego wydarzenia. Natychmiast nasunęło mi się kilka refleksji, którymi chciałbym się tutaj podzielić. Może tekst ten dotrze do innych kapłanów i będzie dla nich cenną wskazówką - spojrzeniem na sprawę oczami parafianina. 

  1. Pokora. Ksiądz nie pouczał, nie moralizował, nie mówił: "wy się nawróćcie, wy proście Boga, by odpuścił wam grzechy i pomógł wam wytrwać w dobrych postanowieniach". Stanął przed ludem, jako jeden z ludu proszący o modlitwę wstawienniczą, jako grzesznik - choć o Jego grzechach nikt nie wiedział. Nie powiedział także ani kapłanom ani parafianom "daję wam przykład, abyście czynili podobnie" - to było wyłącznie Jego osobiste wyznanie. Nie uczynił tego na niedzielnej sumie, ale na wieczornym spotkaniu dla chętnych, na którym było (z dość dużej parafii) zaledwie kilkaset osób (i "na oko" to bliżej 200 niż 900... może nawet w okolicach 100). 
  2. Szczerość. Od razu zauważyłem kontrast pomiędzy tym zdarzeniem, a roboczym spotkaniem katechetów prowadzonym w innej parafii przez innego - upadłego proboszcza (m.in. z incydentami homoseksualnymi, a nawet pedofilskimi na sumieniu) sprzed 17 lat. Tam jak jeden raz atmosfera była zbyt "przyjemna" i "nowoczesna" (nawet jakiś śpiew na koniec z trzymaniem się za ręce), to pewne było, że stary obłudnik coś knuje i zaraz nastąpi podstępny atak (i rzeczywiście nastąpił kilka minut później, ale nie będę opisywał śmierdzących szczegółów). 
  3. Stanięcie w prawdzie. Zrozumiałem, że przez ponad półtorej dekady od zdarzenia z punktu 2 nikt z księży archidiecezji łódzkiej nie powiedział mi nawet głupiego "przepraszam", nie wyraził żalu, że znalazłem się w sytuacji niewygodnego świadka i pośredniej ofiary upadłego proboszcza. Za to pełno było hipokryzji. Z jednej strony wybielających zwrotów typu "problem" zamiast "zboczenie", "umizgi" zamiast "molestowanie seksualne" oraz "plotki, kłamstwa i pomówienia" zamiast "publiczne zgorszenie i gorsze od faktów domysły mieszkańców po zatuszowanym usiłowaniu gwałtu na nieletnim ministrancie". Natomiast z drugiej strony oskarżeń o "ubeckie metody", bo broniąc swojego dobrego imienia przechytrzyłem zakłamanego starca i dostarczyłem do kurii jednoznaczne dowody, że kłamie, manipuluje i nawet z nich robi sobie "jaja". Z całego miasta (w którym byłem bardzo znany z działalności ewangelizacyjnej) tylko jeden proboszcz okazał się na tyle sprawiedliwy i odważny, że stanął w mojej obronie - wszyscy pozostali wiedzieli co się dzieje i udawali, że tak musi być. Czarę goryczy przelała rozmowa w Wydziale Katechetycznym łódzkiej kurii, z której jasno wynikało, że nie ma znaczenia czy jestem dobrym czy złym katechetą, czy dzieci szaleją za mną czy je krzywdzę i się mnie boją - ważne jest to, że dysponuję niebezpieczną wiedzą i przełożeni nie są pewni mojej lojalności i dyskrecji (po tej rozmowie - choć miałem dyplom magistra - złożyłem dokumenty na drugie studia i rok później przestałem być katechetą). Powiem więcej: jestem pewien, że nikt nie powiedział "przepraszam" ani Mężowi mojej tragicznie zmarłej Przyjaciółki ze studiów (przyszedłem do pracy Ją zastąpić na okres zwolnienia lekarskiego i urlopu macierzyńskiego, który zakończył się tragicznie - pod wpływem depresji poporodowej popełniła samobójstwo, choć pewne poszlaki wskazują na to, że mogło się do niego także przyczynić wpędzanie nadwrażliwej Dziewczyny w kompleksy przez przełożonych), ani Jej malutkiej, osieroconej Córeczce - gdyby nie nieznośna atmosfera w parafii i szkole, to być może Jej Mamusia by żyła... Podobnie jeśli padło "przepraszam" pod adresem nieletniego ministranta (i jego rodziny), który kilka lat wcześniej musiał się ratować ucieczką z mieszkania zboczonego proboszcza, to były to przeprosiny wymuszone wyłącznie tym, aby nie wywoływać skandalu i zatuszować sprawę. 

Tak, jedna jest tyko droga. Przez pokorę, szczerość i stanięcie w prawdzie. Księża muszą przestać być "książętami" stojącymi ponad ludem. Muszą sami przejść drogę pokuty i nawrócenia, do którego codziennie innych wzywają. Im wcześniej to zrobią, tym mniej będzie kryzysów spowodowanych działaniami tych, co chcą Kościołowi dokopać. 

Kilka lat wcześniej ś.p. ksiądz Jarek Burski powiedział mi, "wiem Stasiu, że ty nie odpadniesz, bo potrafisz odróżniać sprawy boskie od ludzkich". Hmm... Chciałbym, aby miał rację! Pamiętam pierwsze lata po traumie skandalu pedofilskiego, przez który "rykoszetem" oberwałem - jak byłem "praktykującym niewierzącym" i na niedzielną Mszę chodziłem (aby nie sprawiać przykrości Mamie - inaczej wcale bym nie chodził) do klasztoru oddalonego o ponad godzinę marszu przez las, bo tyle mniej więcej czasu potrzebowałem aby przestać trząść się z nerwów pobudzonych bolesnymi wspomnieniami. Dziś, jako programista i ojciec trójki Dzieci doskonale wiem, że odejście z zawodu katechety było moją najlepszą decyzją zawodową. Przede wszystkim nie nadaję się do pracy w szkole - nawet do własnych Dzieci brak mi cierpliwości, a przy trzydziestce cudzych non-stop bolało mnie gardło od "darcia mordy" (o różnicy finansowej i komforcie pracy nawet nie wspomnę). Bez znaczenia było to, że dzieci uwielbiały katechetę mającego coś z gwiazdy rocka, skoro robiłem to na siłę gdzieś w głębi przeklinając tę robotę. Jak to doskonale ujął w bardzo osobistej rozmowie ś.p. ks. Andrzej Szpak (kurczę, dlaczego tacy wspaniali Ludzie zawsze za wcześnie odchodzą - ks. Jarek, "Szpaku"...) "Chłopie, ty się ciesz, że odszedłeś z tego zawodu, bo jak byłeś wiecznie wkurzony, to w końcu rozpłaszczyłbyś na ścianie jakiegoś gówniarza bijącego inne dziecko i wtedy dopiero wpakowałbyś się w prawdziwe kłopoty. To, że kuria cię skrzywdziła, że czepiali się ciebie by ukryć grzechy księdza, to żaden kłopot - kiedyś na tym jeszcze zyskasz. A ja jako ksiądz proszę cię, abyś przebaczył tym, co cię skrzywdzili - nie dla nich, dla samego siebie, abyś dalej nie niszczył sobie nerwów i nie tracił życia". 

Ale dopiero piątkowe słowa odważnego, pokornego, szczerego i potrafiącego stanąć w prawdzie księdza pozwoliły mi zrozumieć co wtedy najbardziej bolało i przebaczyć. Przebaczyć, choć nie zapomnieć - pamiętać będę, ale już bez nienawiści. 

-------

Więcej na ten temat: 

https://www.salon24.pl/u/peacemaker/541738,kiedy-mysle-molestowanie 

https://www.salon24.pl/u/peacemaker/897626,spoznieni-buntownicy-i-demaskatorzy 

Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo