22 obserwujących
181 notek
309k odsłon
1394 odsłony

Epitafium, czyli anty-ewangelia polskiej post-polityki

Wykop Skomentuj77

Na początku końca politycy zniszczyli SŁOWA

Bo skoro "Bogiem było słowo", więc władza nad słowami dawała iluzję boskiej władzy nad ludźmi. Człowieka nazwanego "kaczystą", "faszystą", "bolszewikiem", "naziolem", "komuchem", "katotalibem", "pislamistą", "zaprzańcem" itp... łatwiej było lżyć, niszczyć... nawet zabić. Tak, zabić, bo przecież skoro druga strona była określana słowami utożsamianymi z największym złem, to wyrządzenie jej choćby największej krzywdy wydawało się nie takie złe - miało pozór "walki ze złem", czyli dobra. I tak słowa straszne po ich zniszczeniu zyskały "drugie życie" np.: "faszysta" nie oznaczał miłośnika hitlerowskiej, zbrodniczej ideologii, tylko przeciwnika ideologii lewicowych, "antysemita" nie oznaczał kogoś chorobliwie nienawidzącego Żydów, tylko kogoś, kogo dane środowisko żydowskie (lub nawet pojedynczy Żyd) nie lubi. Podobnie słowa piękne zmieniły swój sens - "tolerancja" nie oznaczała szacunku dla osób o innych poglądach i światopoglądach tylko zespół przywilejów dla środowisk LGBT, "demokracja" nie oznaczała rządów wybranych przez większość w wolnych i powszechnych wyborach, tylko dyktat mniejszości i uzależnienie uznania "demokratyczności" od tego czy większość podejmie decyzję zgodną z tym dyktatem - decyzja sprzeczna z dyktatem nie była nazywana "demokratyczną" tylko "populistyczną". 

W drugiej kolejności politycy zniszczyli AUTORYTETY 

Z tymi dużo łatwiej poszło. Ponieważ starość i dokonania lat ubiegłych nie chronią przed głupotą, a demencja połączona z pychą prowadzi na manowce, więc starcy o pięknych życiorysach (czasem rzeczywiście pięknych, czasem przereklamowanych) zmieleni trybami propagandy w swoich ostatnich latach wyrzucali ze swych wnętrzności treści, które były zaprzeczeniem ich wcześniejszych dokonań. Z najwybitniejszych na pierwszym miejscu warto zauważyć byłego więźnia Auschwitz i bohatera Żegoty, który za humanitarne, godne i nawet dowcipne uznał wyselekcjonowanie spośród Polaków dwóch elektoratów uznanych przez siebie za "bydło" i "niebydło". Stąd wzięły się fałszywe plotki o jego kolaboracji z Niemcami, bo przecież słowa te (wyraźnie nawiązujące do słynnego zwrotu "polonische schwein") przystają gestapowcowi, ss-manowi, kapo, ale nie więźniowi Auschwitz! Podobnie mistrz kultury słowa pisanego (a zwłaszcza śpiewanego) zszedł do poziomu grafomańskich wymiocin z powtarzanym na końcu każdej strofy "...jak ja ich..." i pozostawionym w domyśle niecenzuralnym rymem do "pacholę", "wolę" itd... Nie mogło zabraknąć także biskupa - heretyka, któremu mało było politycznych wywiadów co święta (w których oczywiście znana postać polityczna występowała jako uosobienie zła), musiał jeszcze w odpowiednim momencie podważyć całą teologię moralną publicznie gloryfikując samobójcę i zachwalając jego grzech. O laureacie Pokojowej Nagrody Nobla publicznie i wielokrotnie nawołującym do przemocy nawet wstyd wspominać! Do tego trzeba doliczyć całe tabuny "ekspertów" zachwalających zdrowotne zalety masła lub margaryny w zależności od sponsora programu i robiących dokładnie to samo z gospodarką, ekonomią, politologią, psychologią... I "autorytety z awansu" - jak pewien wyrośnięty adwokat, były obernacjonalista, syn i wnuk kolejnych obernacjonalistów - wczoraj uznawany za synonim głupoty, a dziś za "autorytet". I tak z ludzi, którzy powinni być mózgiem, sercem i duszą narodu zrobiono cyrk tetryków licytujących się kto dalej splunie i kto celniej ofiarę plwociną w oko trafi. 

Trzecią grupę ofiar polityków stanowiły WARTOŚCI 

Z tymi zupełnie poszło jak po maśle. Skoro słowa były poprzekręcane na lewą stronę, a autorytety zamiast bronić wartości plugawiły własne życiorysy, to jaki był problem w tym, aby zniszczyć PRAWDĘ, DOBRO, EMPATIĘ, WRAŻLIWOŚĆ, SOLIDARNOŚĆ? W zawierusze histerycznych modłów "obrońców krzyża" (z odpowiednio podstawionym liderem) z jednej strony i ekscesach pijanej gówniarzerii poległo wszystko - ostatnie wołania o pokój, pojednanie i nową jakość w polityce zostały przemodulowane na okrzyki bojowe dwóch plemion rozdzierających Polskę.

Na koniec politycy zniszczyli RELACJE MIĘDZYLUDZKIE 

Bo przecież w świecie bez wartości, autorytetów i słów jasnym znaczeniu tak łatwo można wmówić idiotom i analfabetom z dyplomami uczelni, że "dziecka nieślubnego nie można ochrzcić, bo pochodzi z grzechu, a dziecko z gwałtu jest darem bożym". Nieważne, że cały pierwszy człon tego zdania jest kłamstwem, bo nie tylko można bezproblemowo ochrzcić dziecko nieślubne, ale w sytuacji kryzysowej sakramentu chrztu może udzielić każdy (ojciec, matka, dziadek, babka, pielęgniarka, położna...) - takie perfidne kłamstwo wystarczyło, by w XXI wieku wsadzić pomiędzy ludzi o różnych przekonaniach sztylet i ciąć relacje, aż z nich nic nie zostanie. A pretekstów do cięcia relacji było wiele: zawsze można wmówić, że beneficjenci programu "Rodzina 500+" to "Patologia 500+", że ci to są "bolszewicy", a tamci to "zaprzańcy" (patrz punkt pierwszy). 

I tak dotarliśmy do stanu, w którym ludzie strzelają do siebie słowami, zamiast po aforyzmy autorytetów sięgają po ich przedśmiertne bluzgi, wartościami nikt się nie przejmuje (chyba, że da się z jakiejś wartości uczynić pałkę do okładania wroga po głowie) in szczęśliwy ten, co na jeszcze normalnych przyjaciół i rodzinę. 

"Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. 

Przyszło do swojej własności, a swoi go nie przyjęli."

Wykop Skomentuj77
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo