22 obserwujących
180 notek
307k odsłon
2822 odsłony

Co się z nami dzieje? O strajku nauczycieli i nie tylko

Wykop Skomentuj56

Są takie rzeczy, które nie powinny podlegać żadnej dyskusji. Nikt w Polsce nie dyskutuje o tym, czy nauczyciel ma prawo ucznia zabić, zgwałcić, molestować lub pobić. To są przestępstwa i naturalnym odruchem zdrowego człowieka jest stawanie po stronie ofiary, a nie sprawcy - bez względu na to, czy pracuje w takim czy innym zawodzie, z tą czy inną grupą sympatyzuje, ma takie czy inne poglądy polityczne, jest rodzicem lub nim nie jest. W przypadku bezprawnego usunięcia ze szkoły lub zawieszenia w prawach ucznia istnieje ścieżka odwoławcza, więc jeśli nauczyciele sięgają po tę broń atomową, to robią to dziś (za moich uczniowskich czasów zdarzały się przegięcia) ostrożnie i przy silnych argumentach. 

A co z bezpodstawnym uniemożliwieniem zdawania egzaminu lub nieudzieleniem promocji? 

Nauczyciel nie ma moralnego prawa bezpodstawnie uniemożliwiać uczniowi przystąpienie do egzaminu, utrudniać jego zdanie lub zakłócać jego przebiegu. Szerzej: nauczyciel nie ma prawa w sposób celowy i świadomy wyrządzić uczniowi jakąkolwiek krzywdę, a wymienione w tym akapicie czyny stanowią najgorsze w kolejności krzywdy, jakie nauczyciel mógłby wyrządzić uczniowi po czterech przestępstwach i dwóch wykroczeniach wymienionych akapit wcześniej. Koniec. Kropka. Zero dyskusji. Nie ma, że strajk, że niskie zarobki, że ciężkie warunki pracy, że jedyny sposób wywarcia presji na rząd... Jeśli ktoś tego nie rozumie, dopuszcza się podobnych czynów lub w jakikolwiek sposób je popiera lub usprawiedliwia, to nie jest godny nazywać się nauczycielem, człowiekiem... a nawet świnią. 

Kilka przykładów z innych dziedzin. Pierwszy przykład - z naszego poletka. Wielu ludzi (w tym ja) za życia uważało prezydenta Adamowicza za kanalię. Jednak gdy został zraniony, to ludzie tacy jak ja modlili się za jego powrót do zdrowia, a gdy zmarł, to nikt nie usprawiedliwiał mordercy - nie usprawiedliwia go ani to, że miał poczucie krzywdy i nieadekwatnie wysokiego wyroku, ani to, że współwięźniowie (jak to w pierdlu bywa - sami "platformersi") traktowali go jak popychadło, ani to na co napatrzył się w mediach: sprawy Igora Stachowiaka i Tomasza Komendy. Drugi przykład: można współczuć mieszkańcom krajów arabskich, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie popiera zamachów terrorystycznych - każda organizacja dopuszczająca się takiego czynu traci sympatię nawet tych, co stoją po stronie ich "sprawy"... jeśli oczywiście sami nie mają fanatycznej mentalności terrorysty. I trzeci - najbardziej drastyczny, lecz oczywisty. Czy ktoś usprawiedliwia szmalcowników? Nie? Dlaczego? Przecież w czasie wojny panował niewyobrażalny głód. Przecież teoretycznie nie łamali oni prawa przyniesionego tu przez kulturalnych, wykształconych i europejskich Niemców - łamali to prawo ci, którzy udzielali Żydom schronienia. A jednak to ci drudzy są bohaterami, a pierwsi są powszechnie potępiani... choć tylko chcieli poprawić swój stan materialny, niekiedy stan materialny swoich dzieci... ale robili to kosztem życia innych. Wystarczy tych przykładów? 

Niby oczywiste, a jednak... 

Strajk nauczycieli budzi mieszane uczucia. Część osób popiera go bezwarunkowo, część jest mu bezwarunkowo przeciwna, a chyba największa grupa zgadza się z tezą, że nauczyciele powinni zarabiać lepiej i mają prawo o to walczyć, lecz nie zgadza się przede wszystkim z walką kosztem młodzieży oraz w drugiej kolejności z upolitycznianiem tej walki. Czyli większość zajmuje postawę umiarkowaną (jak zwykle, wbrew polaryzacji). Oczywiście są też przypadki ekstremalne (wcale nie tak nieliczne - wśród "lepiej wykształconych" wyborców PO odsetek "ekstremistów" jest wielokrotnie większy, niż wśród "ciemnego ludu pisowskiego" odsetek radykałów z "sekty smoleńskiej" - celowo w cudzysłowach użyłem utartych, propagandowych zwrotów, aby pokazać ich absurd), dla których upolitycznienie strajku jest najmocniejszym argumentem za strajkiem.

Jednak najbardziej niepokojące wydaje mi się zachowanie niektórych nauczycieli. Przecież wśród nich są moi dawni znajomi z liceum, czasów pracy w szkole, koleżanka ze scholi, katechetka... nawet moje byłe uczennice. Co się stało, że nagle osoby te straciły elementarne poczucie przyzwoitości i zaczęły aprobować krzywdzenie dzieci, bo ktoś im przed oczami pomachał nierealnym tysiącem złotych podwyżki? 

Wiodąca rola propagandy 

Gdybym od lat nie obserwował polityki i mediów, to wypadałoby załamać ręce nad powszechnym upadkiem moralnym i popełnić samobójstwo, jak Witkacy 18 września 1939. Jednak za długo patrzę na ten cyrk, aby dać się na to nabrać. Najpierw emocje były sztucznie eskalowane. Pojawiały się odezwy podrywające nauczycieli do boju, jednocześnie fejkowe komentarze mające z jednej strony zdenerwować nauczycieli ("wy nieroby macie 18 godzin pracy tygodniowo, 2 tygodnie wakacji, zarabiacie kokosy"), a z drugiej strony zdenerwować rodziców i osoby pracujące ciężko w innych zawodach ("my tu sobie żyły wypruwamy, wakacji nie mamy 2 miesiące tylko 2 tygodnie, pracujemy 24/7 sprawdzając klasówki i prace domowe, a wy jesteście patologią, 500+ bierzecie, wódkę pijecie i nawet dzieciom w tych pracach domowych nawet pomóc nie chcecie"). Później były setki artykułów z serii "cała Polska popiera strajk nauczycieli" - zupełnie ignorujące ogromną część rodziców i uczniów (a nawet nauczycieli!!!) rozdrażnionych graniem egzaminami i promocjami. Do tego masowe wrzutki typu "krowa+" i filmiki z "protest-songami" strajkujących nauczycieli (niekiedy w przebraniu krowy). 

Wykop Skomentuj56
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo