22 obserwujących
180 notek
309k odsłon
4721 odsłon

Co się stało z naszą klasą... inteligencką?

Wykop Skomentuj138

Problem ten ujawnił się ostatnio przy okazji powyborczego plucia na elektorat PiS (tudzież cały przekrój polskich wyborców) w wykonaniu takich artystów, naukowców i innych "autorytetów" jak chociażby Krystyna Janda oraz swoistych reakcji na to plucie ich współplemieńców (reakcja 1: "więcej jadu!", reakcja 2: "nie plujmy, bądźmy kulturalni", reakcja 3: "nie plujmy, bo jeszcze bardziej przerżniemy wybory"). Symptomy problemu przeciętny obywatel mógł go dostrzec także przy okazji strajku nauczycieli - czy to w wygłupach nauczycieli przebranych za krowy (według mnie mniej groźne), czy to w pogardliwych tekstach typu "krowa 500+" (moim zdaniem straszne... skoro nauczyciel nie wie, że z pieniędzy z UE nie korzysta krowa, tylko rolnik dostający więcej i konsument płacący mniej, to - pomijając kwestię elementarnego szacunku dla pracy rolnika - jak on może uczyć i wychowywać???)  Jednak wytrawny obserwator świata, ludzi i polityki zauważy, że ten problem narasta w Polsce od ponad dekady.

Polska staje się krajem, w którym wstyd się przyznać do wyższego wykształcenia. Tzw. "inteligencja" zamiast być grupą empatyczną, świetnie rozumiejącą rzeczywistość, o szerokich horyzontach staje się grupą pogardzającą innymi, odciętą od realnych problemów świata, zamkniętą w wąskiej specjalizacji i wykazującą niebywałą ignorancję w pozostałych dziedzinach.

Przekonałem się o tym (boleśnie, bo sam mam dwa tytuły magistra... czasem życie płata figle) porównując dwie rozmowy, które odbyłem przed wyborami samorządowymi w odstępie tygodnia: z Panią Anią - ekspedientką ze sklepu mięsnego oraz z dwoma moimi kolegami z firmy IT.

Pani Ania to osoba empatyczna, refleksyjnie obserwująca świat, świetnie zorientowana w sytuacji finansowej swoich klientów (choćby przez pryzmat zmian ich zakupów w zakresie miesiąca oraz na specjalne okazje), przyzwoicie orientująca się w polityce, szanująca poglądy innych. Rozmowa z Nią jest zawsze czysta przyjemnością. W trakcie rozmowy na tydzień przed wyborami urzekła mnie kilkoma niepozornymi spostrzeżeniami, którymi podzieliła się ze mną (jako stałym klientem): że część ludzi kupuje wędlinę zawsze w podobnych ilościach, a część kupuje więcej na początku miesiąca lub przed świętami, a im dalej od przelewu emerytury, tym kupują mniej, czyli nawet w takiej Łodzi są osoby, którym jeszcze brakuje do pierwszego.

Natomiast jak wyglądała rozmowa w przedwyborczy piątek (przypomnę - chodzi o ostatnie wybory samorządowe) z moimi dwoma Kumplami z pracy? Krzyk i skakanie po tematach (czyli brak szacunku dla poglądów rozmówcy), dziesiątki teorii spiskowych typu: wybory zostaną sfałszowane, PiS wygra z ogromną przewagą, do Warszawy są masowo zwożone tabuny "słoików" które przechylą szalę zwycięstwa itp... Oczywiście życie pokazało coś dokładnie odwrotnego. Jaka była ich reakcja? Położyli uszy po sobie? Przyznali się do błędu? Przeprosili? Nie! Krzyk paniki zamienili w okrzyk triumfalizmu (jak się później okazało - również nieuzasadnionego), a swoje banialuki wykrzyczane przed wyborami kwitowali frazesem, że "zagrożenia były realne".

Cechy, które powinny być synonimem warstwy inteligenckiej zostały zastąpione ich przeciwnościami: 

  • erudycja - specjalizacją w wąskiej dziedzinie, ignorancją w pozostałych,
  • refleksyjne podejście do życia - odcięciem od świata i realnych problemów,
  • empatia - snobistyczną pogardą dla gorzej wykształconych lub nawet wykształconych w innych kierunkach,
  • niezależność, własne zdanie - bezrozumnym zawierzeniem mediom,
  • wysoki iloraz inteligencji - nieporadnością ukrywaną za pychą i arogancją,
  • etos (pracy, codziennego postępowania) - etycznym upadkiem (choćby strajk kosztem uczniów - w czasach moich Nauczycieli rzecz niewyobrażalna),
  • wstrzemięźliwy styl życia - powszechnymi nałogami (zwłaszcza wśród "elity artystycznej"),
  • pracowitość - lenistwem (swoje osiągnąłem, korzystam z tego - niech pracują inni),
  • samorozwój - buntem przed koniecznością dokształcania (zwłaszcza widać w strajku nauczycieli),
  • otwartość i akceptacja - nienawiścią do innych (często wyrażana na zasadzie "nienawidzę motłochu, bo jestem pewny, że motłoch mnie nienawidzi", "nienawidzę kaczora, bo on nienawiść sieje", "nienawidzę pisiorów, bo to mali, podli, nienawistni ludzie"),
  • zdolności adaptacyjne - lękiem przed zmianami,
  • poczucie humoru, dystans do siebie - pychą, zarozumiałością, kompleksami, itd...

Z czego to wynika? Według moich obserwacji nie wynika to w żadnym stopniu (jak uparcie twierdzi Krzysztof Pasierbiewicz) z tego, że ogromna większość "inteligentów" nie jest "z dziada, pradziada" tylko "z awansu społecznego" - codziennie spotykam "tłuków" będących "inteligentami z dziada, pradziada". Wynika z kilku innych rzeczy:

  1. Medialne pranie mózgu. PO, media i ośrodki przeprowadzające sondaże wyrządziły swoim wyborcom (zwłaszcza tym z wykształceniem wyższym) ogromną krzywdę wpajając im schemat "jeśli masz jakieś literki przed nazwiskiem i głosujesz na tego, na kogo trzeba, to jesteś lepszy od pozostałych bez względu na to co sobą reprezentujesz... nawet jeśli ostatecznie nie masz tych literek przed nazwiskiem" w ten sposób ucząc ich pogardy i zniechęcając do samorozwoju - bo skoro aby być "lepszym" wystarczy postawić krzyżyk przy kandydacie z PO na wyborach, to po co się starać? 
  2. Degrengolada wykształcenia. Wykształcenie wyższe (pomijając kilka najtrudniejszych i najbardziej obleganych kierunków) przestało oznaczać nadzwyczajny wysiłek. W miasteczku, w którym kiedyś były dwa "ogólniaki" dziś jest takowych sześć, student prezentując poziom wiedzy za który niegdyś wyleciałby z egzaminu z pałą dziś otrzymuje ocenę dobrą. 
  3. Medialna prostytucja naukowców. Wystarczy odpowiednio ostro atakować jedną stronę sporu medialnego, a podlizywać się drugiej, aby być zapraszanym do mediów, nagradzanym, honorowanym (klasyczne przykłady: Ireneusz Krzemiński, Anna Powęska-Wolf... długo by wymieniać). O naukowcach bezstronnych, obiektywnych, mających kręgosłup moralny, własne zdanie, ale i pokorę wobec badań nakazującą to zdanie weryfikować i zmieniać w zależności od wyników media nie wspominają, nie zapraszają, nie cytują, nie piszą o nich... a jak piszą, to wyłącznie źle. 
  4. Zmiany cywilizacyjne i technologiczne. W Internecie (szerzej: w mediach) można znaleźć prawie wszystko - od rzeczy najbardziej wartościowych np.: dzieła literackie, zapis nutowy i cyfrowy (MIDI) utworów muzycznych (z nich się uczę grać Chopina), referaty, opracowania, analizy, opinie aż po totalny syf: fake-newsy, teorie spiskowe, hejt, wypociny "naukowców - prostytutek" (patrz punkt 3). Ktoś potrafiący weryfikować i chcący się rozwijać ma dziś prawie nieograniczone możliwości wzrastania w różnych dziedzinach. Natomiast ktoś sięgający po syf zanieczyszcza, wręcz zatruwa swój umysł toksynami, od których w pewnym momencie staje się uzależniony. Medialne pranie mózgu (patrz punkt 1) sugeruje korzystanie wyłącznie z jednego źródła "informacji", co wyklucza weryfikację. Dodatkowo nie zachęca ono do samorozwoju - utwierdza "inteligenta", że i tak jest lepszy od "motłochu", co w porównaniu z degrengoladą wykształcenia (patrz punkt 2), zdobywaniem literek przed nazwiskiem przez ludzi leniwych oraz intelektualnie i moralnie słabych daje tragiczny efekt. 

Okazuje się, że "inteligencja" od "motłochu" różni się tylko tym, że popełnia mniej błędów ortograficznych, lepiej zna języki obce i zdecydowanie lepiej zarabia. To jedyne różnice in plus - pod pozostałymi względami średnia "inteligencji" plasuje się dużo poniżej przeciętnej. Przeciętny "inteligent" z Łodzi, gdyby miał przeżyć rok pracując w Tomaszowie, to umarłby z głodu lub zadłużył się na dekadę. Dlaczego? Bo przyzwyczajony jest do tego, że żyjąc "skromnie" wydaje dwa razy więcej pieniędzy, niż tomaszowianin żyjący "rozrzutnie". Pogarda "inteligenta" wobec słabiej wykształconych lub gorzej zarabiających rodaków przy jednoczesnym współczuciu i afirmacji okazywanych środowiskom obcym i nieznanym (muzułmanie, LGBT itp...) poziomem hipokryzji deklasuje najgorszy sort dewotek - tych z powiedzenia "modi się przed figurą, a diabła ma za skórą", co na nabożeństwach chciałyby zbawić świat cały, a rodzony syn lub córka nie usłyszą od nich jednego dobrego słowa, tylko (mimo największych starań ze swojej strony) same przekleństwa i obelgi (z sąsiadami jest podobnie).

Wykop Skomentuj138
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo