25 obserwujących
191 notek
335k odsłon
2609 odsłon

Polska widziana z Czech

Wykop Skomentuj41

Pod propagandowym wierszykiem na Facebooku (przypisywanym czasom Gierka, a napisanym przez spin-doktorów PO, co zdemaskowałem i skrytykowałem), Koleżanka z czasów liceum napisała "faktycznie wierszyk jest współczesny i niestety oddaje polską rzeczywistość i niepotrzebnie dajesz tu tyle polityki". Czyżby? Miniony tydzień miałem szczęście spędzić w Czechach. Pojechałem tam, po czteroletniej przerwie. Jak wygląda Polska z tamtej perspektywy? 

Inflację, o której traktuje wierszyk widać - w 2015 średni kurs korony był w okolicach 15,5 grosza a obecnie wynosi 16,7 grosza. Na wykresach wyraźnie widać sezonowe zwyżki wakacyjne. Więc czyżby Czechom z powodu niższej inflacji żyło się lepiej? 

W uroczej willi, w której wynajęliśmy pokój, od czterech lat czas jakby się zatrzymał. Nie dziwi to, że nikt nie wymienia stylowych mebli, ale dziwi wyposażenie. W kuchnio-jadalni świetlówki kompaktowe, w sypialni tradycyjne żarówki, w łazience halogenki (uff... przynajmniej tutaj) - w Polsce standardem są już źródła światła LED. W pokojach dla gości mały telewizorek kineskopowy - dla nas to bez większego znaczenia, bo w czasach Tuska zrezygnowaliśmy z telewizji i nic do tej pory nie nakłoniło nas do zmiany decyzji, ale w małych pensjonatach i gospodarstwach agroturystycznych (ze względu na Dzieci ostatnio preferujemy domki na wsi z obowiązkowym placem zabaw) w Polsce płaskie telewizory są standardem. Czyli skromnie, że tak powiem. Choć kilka lat temu spoglądałem na Czechy z lekką zazdrością i rozważałem je, jako alternatywny kraj stałego pobytu, gdyby w Polsce zmiany poszły w przeciwną stronę, niż poszły w 2015, to dzisiaj zdecydowanie wolę żyć i pracować w Polsce - chyba, żeby żyć w Czechach za zarobione w Polsce pieniądze. Na szczęście w owej willi jeszcze jedno się nie zmieniło - Państwo Morawcowie nadal są tak przemiłymi, życzliwymi i pomocnymi ludźmi, że nie zamienilibyśmy pokoiku u Nich nawet na luksusowy w hotelu pięciogwiazdkowym (o ile chciałoby nam się wydawać tyle pieniędzy, a oczywiście się nie chce i o ile mielibyśmy siłę pilnować nasze Dzieci, aby nie demolowały luksusowego wystroju... ech te trzylatki!) i specjalnie dla Nich zrobiliśmy odstępstwo od reguły - Ich willa jest jedynym punktem naszych tegorocznych wypraw wakacyjnych (a było ich cztery - musiałem wykorzystać zaległy urlop) w którym nie było placu zabaw na terenie posesji. 

A jak w miasteczku? W Teplicach nad Metuji także czas jakby się zatrzymał. Architektura największego domu handlowego w formie niezmienionej pamięta zapewne czasy Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej. Ale jeśli się weźmie pod uwagę, że jest to jeden z najnowszych budynków w centrum Teplic (jeśli nie liczyć dwóch bloków - jedynych w mieście, niewysokich, całkiem ładnych - nie żadne klocki z wielkiej płyty... w których od kilku lat mieszkamy na łódzkim Radogoszczu), a większość budynków w centrum wygląda na zabytki, to trudno się dziwić, że władze miasta nie chcą go za bardzo unowocześniać. To miasteczko właśnie takie jest: stare i urocze. Zmiany? Zauważyłem, że wymieniono dach stacyjki kolejowej (cztery lata temu w dziurach szerszenie miały gniazdo). Chyba pojawił się niewielki plac zabaw w parku - wygląda na nowy, ale nie jestem pewny, bo 4 lata temu nie rozglądaliśmy się za placami zabaw, bo najstarszy Synek miał 11 miesięcy, a Bliźniaków nie było jeszcze w planach. Więcej zmian nie zauważyłem. Dla porównania w Tomaszowie Mazowieckim (w którym mieszka owa Koleżanka z liceum) centrum miasta tak się zmieniło, że widząc je przez szyby samochodu musiałem się zatrzymać i zrobić zdjęcia, z których jedno można zobaczyć tutaj. Czyli jak wygląda ta polska rzeczywistość w Tomaszowie, w którym jeszcze niedawno bieda aż piszczała (stąd moja przeprowadzka do Łodzi), bezrobocie przekraczało 20%, a w parku, który dziś wygląda jak na zdjęciu wtedy można było o porównywalnej porze dostać w dziób od pijaka? 

A w rejonie Skalnych Miast? Hmmm... Wystrój ten sam - piękne, małe domki otoczone kwiatami i rękodziełem. Tylko turystów dużo więcej, w tym większość (w Adrspachu ponad 80%) Polaków. I to jest na minus, bo większość z nich przyjeżdża tutaj samochodami osobowymi zapychając parkingi, pobocza, drogi i wszystko co się da, budząc przy tym irytację Czechów - zwłaszcza kierowców autobusów, którym trudno jest manewrować. Tylko nieliczni "weterani" (tacy jak my - z Żoną od lat jesteśmy zakochani w czeskich górach) wynajmują za niewielkie pieniądze pokoik, chatkę lub domek kempingowy, zostawiają przed nim samochód i dojeżdżają pociągiem lub autobusem, co wbrew pozorom wychodzi dużo taniej, szybciej i wygodniej. Oczywiście nie dotyczy to mniej znanych zakamarków (Kamenná brána, Broumovskie Steny, Ostaš, Černé jezírko i okolice) do których trzeba dojechać górskimi serpentynami, bo kolej ani autobusy tam nie docierają, ale Polaków tam tyle, co na lekarstwo.

Wykop Skomentuj41
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo