28 obserwujących
219 notek
398k odsłon
3612 odsłon

Prawniczek - "prawiczek" kaściarskich potyczek

Wykop Skomentuj129

Od dawna nie mam wątpliwości, że obydwie strony sporu o kształt sądownictwa w Polsce łamią prawo, nie mówiąc już o zasadach moralnych. Abstrahując od tego, że (lub "czy") tylko jedna z tych stron może mieć rację rzuca się w oczy jedna istotna różnica: konsekwencje za łamanie zasad. 

Doskonale pamiętam pewne zdarzenie. Program TVP - "Studio Polska" ogólnie kiepszczyzna, wrażenie przekrzykiwania się i chaosu. Grupka sędziów butnie próbujących udowadniać jak ważną są grupą społeczną i jak istotne jest zachowanie ich przywilejów oraz niczym nieskrępowanej władzy oraz publiczność próbująca im pokazać, że wszystkie ich hasła nie są funta kłaków warte. Nagle do akcji wkracza Adam Słomka - bohater antykomunistycznego podziemia, który po 1989 roku nie złożył broni, tylko walczy z rozmaitymi patologiami państwa, w tym tzw. "wymiaru sprawiedliwości". W kilku zdaniach udowodnił najbardziej butnemu z sędziów, że ów sędzia sam ma na koncie ewidentne nadużycie sprawowania przez siebie władzy sadowniczej - za jakąś pierdołę (bodajże próbę zarejestrowania przebiegu procesu jednego z komunistycznych zbrodniarzy, który ów sędzia usilnie chciał utajnić) skazał bohatera antykomunistycznej opozycji na karę bezwzględnego więzienia! Nie muszę dodawać, że ów opozycjonista był jedyną osoba, która w wyniku tego procesu trafiła za kratki - proces był prowadzony w wiadomo jaki sposób... jak zwykle gdy "niezawiści" sędziowie mają do czynienia ze zbrodniami komunistycznymi. Koleżanki i koledzy skrytykowanego sędziego natychmiast ruszyli mu z odsieczą "ale to jest tylko pana subiektywne wrażenie, że doszło do nadużycia"... No właśnie problem w tym, że w wyniku odwołań owego opozycjonisty i wspierającej go grupy opozycjonistów zapadł wyrok, że sędzia ów dopuścił się nadużycia. "Ale to się jeszcze może zmienić, wyrok jest jeszcze nieprawomocny". 

 - Jest wyrok, prawomocny - wymamrotał ze spuszczoną głową ów dotychczas butny sędzia i do koca programu nie odezwał się więcej ani słowem. 

Owym sędzią był Piotr Gąciarek - jeden z najbardziej rozpoznawalnych działaczy stowarzyszenia "Iustitia". Oczywiście milczał on wtedy tylko do końca owego programu, w trakcie którego został publicznie upokorzony i ośmieszony. Bo przecież ewidentne nadużycie władzy sadowniczej, skutkujące skazaniem niewinnego człowieka tylko po to, aby pokazać mu kto tu rządzi (i to w sensie podwójnym: po pierwsze sędziowie po drugie komuniści... a hasła o wolności, demokracji i prawach człowieka można sobie w starciu z nimi wsadzić...) w żaden sposób nie dyskwalifikuje takiego sędziego nie tylko z orzekania, ale także z publicznej walki o "wolne sądy", czyli takie, w których sędziowie tacy jak on broniąc komunistycznych zbrodniarzy posyłają niewinnych ludzi za kratki, bo jest im wszystko wolno.

I tu wyjaśnia się sens wstępu niniejszego artykułu. Od dawna nie mam wątpliwości, że obydwie strony sporu o kształt sądownictwa w Polsce łamią prawo, nie mówiąc już o zasadach moralnych. Abstrahując od tego, że (lub "czy") tylko jedna z tych stron może mieć rację rzuca się w oczy jedna istotna różnica: konsekwencje za łamanie zasad. Sędziowie, którzy współpracowali z jedną blogerką - hejterką (zwaną Małą Emi lub "farmą troli") po ujawnieniu sprawy rozstali się z ministerialnymi stołkami w trybie natychmiastowym. Natomiast kompromitujące fakty z krótkiej (facet ma zaledwie 40 lat) kariery sądowniczej Piotra Gąciarka jakoś jego koleżankom i kolegom z Iustitii nie przeszkadzają. 

Kłótnia w rodzinie

Niewprawionym czytelnikom zapewne umilkło, że w całej aferze Małej Emi nie sposób znaleźć choćby jednej osoby spoza środowiska prawniczego - wszystkie postacie to albo sędziowie, albo kobieta będąca żoną jednego z nich (w trakcie rozwodu). Natomiast trzeba by było przybyć z innego kraju lub innej planety, aby nie zauważyć, że ich akcja nie była niczym innym, niż reakcją na działania "niezależnych dziennikarzy" takich portali jak Onet wspieranych przez sędziów ze stowarzyszenia "Iustitia". Od momentu, kiedy pierwszy sędzia wyłamał się z ostracyzmu środowiskowego i trafił do zreformowanej Krajowej Rady Sądownictwa z rekomendacji strony rządowej w mediach trwa nieustanne polowanie na "pisowskich" sędziów. Ten dwadzieścia lat temu dostał naganę, tamten spóźnił się z napisaniem uzasadnienia do wyroku, owa niby nic strasznego nie zrobiła, ale nie ma jakiegoś szczególnego dorobku, wiec skąd ta nominacja itp, itd... Klucz wyszukiwania jest jeden: sędzia musi być "pisowski", czyli "kolaborować" z demokratycznie wybraną władzą. Identycznie było w przypadku kwerendy, jaką przeprowadzili bezpośrednio przed wyborami samorządowymi "niezależni dziennikarze" Onetu w ścisłej współpracy z "niezależnymi sędziami" Sądu Najwyższego, którzy nagle wpadli na pomysł, że odtajnienie materiałów z Afery Podsłuchowej przestaje być niegodne, kiedy staje się wygodne - z całego materiału można wyszukać wszystkie wypowiedzi Mateusza Morawieckiego i opatrzyć stosownymi komentarzami, aby tam, gdzie mówił o obniżaniu oczekiwań bogatych społeczeństw zachodu w celu zapobiegnięcia kryzysowi migracyjnemu (który rzeczywiście nastąpił) czytelnik odniósł wrażenie, że chodzi o zmuszanie Polaków do tyrania za miskę ryżu. 

Wykop Skomentuj129
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo