42 obserwujących
272 notki
554k odsłony
3696 odsłon

Prawniczek - "prawiczek" kaściarskich potyczek

Wykop Skomentuj129

Jako obywatel i bloger zdecydowanie potępiam działania jednej jak i drugiej strony. Nie miały one nic wspólnego ze standardami moralnymi i niezależnością dziennikarską, a przy tym prawdopodobnie wielokrotnie złamano prawo. Dla mnie (wyborcy Prawa i Sprawiedliwości) jest bez znaczenia czy sędziowie "antypisowscy" z oficjalnego stowarzyszenia "Iustitia" szukają haków na sędziów "pisowskich" z nieformalnej grupy "Kasta" czy odwrotnie, czy "niezależni dziennikarze" z Onetu współpracują z "niezawisłymi sędziami" z Sądu Najwyższego aby w kampanii wyborczej zaatakować rząd, czy też finansowana przez rząd fundacja wydaje pieniądze mające budować zagraniczny wizerunek Polski na publikowanie przykładów niegodnych zachowań sędziów itp, itd... Dla mnie każde świństwo jest świństwem, każde przestępstwo jest przestępstwem, każde złamanie zasady obiektywności sądowniczej lub dziennikarskiej jest nieobiektywnością. Natomiast dla wyborców PO-KO kryteria są wybiórcze: jeśli coś robią "niezależne" media, to jest to dobre, bo mediom prywatnym wolno, jeśli "pisowskie" media, to jest to złe, bo mediom państwowym nie wolno... a że za Tuska mediom państwowym było wolno... ale teraz mamy "reżim", czyli kraj, w którym władzy nic nie jest wolno, a wtedy to był "wolny" kraj, w którym władzy wszystko było wolno. Z działaniem sędziów jest identycznie. 

Wyjątkowo uprzywilejowana kasta

Wyobraźmy sobie, że ktoś spoza środowiska prawniczego został przyłapany na gorącym uczynku, jak próbując wyłudzić prawa autorskie do książki składa autorowi propozycję założenia zorganizowanej grupy przestępczej zarabiającej na szantażowaniu bohaterów jego książek. Jeśli składający propozycję rzeczywiście "blefował" (jak twierdzi przyłapany na gorącym uczynku Roman Giertych - nadworny adwokat PO), to popełnił oszustwo i jednocześnie dopuścił się niezgodnej z prawem prowokacji (namawiał do popełnienia przestępstwa osobę, która nie miała takich zamiarów, próbując ewentualną jej zgodę wykorzystać przeciw niej), jeśli nie blefował, to "tylko" próbował stworzyć zorganizowaną grupę przestępczą. Jak to możliwe, że ten facet jeszcze nie siedzi? Jest prawnikiem, a co ważniejsze - Romanem Giertychem. 

Nikt nie chce procesować się z prawnikami, bo jest tajemnicą poliszynela, że przy poparciu swojej kasty nigdy nic im się nie stanie, a osoba próbująca dochodzić sprawiedliwości może się liczyć z niewspółmiernymi konsekwencjami. Kilka lat temu na Salonie24 głośnym echem odbił się przypadek budowlańca, który wyremontował mieszkanie pewnego prawnika i nie dostał od niego ani grosza, a gdy próbował wyegzekwować należność, wówczas trafił za kratki. Bo prawnik wie co podpisać, czego nie podpisywać, co wysłać, czego nie wysyłać, co powiedzieć przy świadkach, a co zasugerować bez świadków, aby "legalnie" popełnić przestępstwo i zrzucić za nie winę na drugą stronę. 

Wyjątkowo zdemoralizowana kasta

Wyobraźmy sobie przypadek rodem prosto z klasyki amerykańskiego kina. Pluton wojska działający na terenie ogarniętym wojną używa broni do sterroryzowania, uprowadzenia i wielokrotnego zgwałcenia młodej dziewczyny. Co by się działo, gdyby podobna historia stała się udziałem naszych żołnierzy? Przypadek zbyt drastyczny? No dobrze, zejdźmy niżej: policjant używający broni służbowej do wyrównywania swoich osobistych porachunków (np.: grożenia drugiej stronie). No dobrze, zejdźmy jeszcze niżej, dowolny przełożony (szef, wykładowca akademicki) używający swojej władzy do zmuszania podwładnych do czynności niezgodnych z zakresem obowiązków (np.: umawiania się na randki lub czynności seksualnych). Każda z powyższych sytuacji byłaby niesamowitym skandalem, a delikwent zostałby skazany i usunięty ze środowiska na wieki wieki wieków. Pod warunkiem, że nie jest prawnikiem. Bo "bronią służbową" prawników jest umiejętność zastosowania odpowiednich paragrafów prawa, a ich "amunicją" są owe paragrafy. Dla dowolnego innego szefa, wykładowcy, policjanta czy żołnierza na sali sądowej jego władza, a tym bardziej możliwość wymachiwania karabinem lub pistoletem służbowym się kończy, a dla prawnika wręcz przeciwnie. 

Dlaczego o tym piszę? Wróćmy do omawianego przykładu sędziego Piotra Gąciarka. Chodzi o sprawę, którą ujawnił program telewizyjny „Alarm!”: w 2013 r. 40-letni sędzia Piotr Gąciarek poznał na portalu randkowym 20-latkę, wysyłał jej prezenty, a kiedy relacja się zakończyła, zażądał zwrotu pieniędzy. Założył kobiecie sprawę w sądzie, po czym bez procesu wydano w jej sprawie wyrok: 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu. Pola F. pieniędzy nie zwróciła, więc sąd zarządził wykonanie kary. Po emisji programu Piotr Gąciarek wytoczył Telewizji Polskiej proces za naruszenie dóbr osobistych. We wrześniu 2018 r. sąd przychylił się do wniosku sędziego o zabezpieczenie powództwa i nakazał wstrzymanie rozpowszechniania reportażu, co w praktyce skończyło się usunięciem go serwisu internetowego TVP.* 

Wykop Skomentuj129
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo