30 obserwujących
224 notki
410k odsłon
3274 odsłony

Cztery ściemy z protestami wyborczymi

Wykop Skomentuj71

Oj podnoszą ludziom ciśnienie te protesty wyborcze, podnoszą! Niepotrzebnie. To wszystko gra. Powiem więcej: cyniczna gra. Zwykła ściema. Jeśli ktoś chce wiedzieć dlaczego tak uważam, niech przeczyta mój  artykuł "Odkrycie na miarę Pulitzera" (uwaga! po przeczytaniu nic już nie będzie takie same - jak tabletka w Matrixie), a mniej odważnym wyjaśnię krótko i bez zbędnych wstępów na czym polega gra poszczególnych ugrupowań. 

Gra PiS - nic nie szkodzi spróbować, a jak nie wyjdzie, to tym lepiej

Politycy PiS doskonale wiedzą, że prawdopodobieństwo wykrycia nieprawidłowo policzonych głosów w skali przechylającej szalę zwycięstwa w Senacie jest niewielkie.Aby zdobyć w ten sposób jeden, a tym bardziej dwa mandaty, musieliby mieć niewyobrażalne szczęście lub kilka osób w komisjach musiałoby się wykazać nieprawdopodobną głupotą i arogancją fałszując wyniki na niekorzyść PiS. Ale nic im nie szkodzi spróbować. Jeśli Sąd Najwyższy stwierdzi, że głosy policzono poprawnie, to będzie to dowód, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych wbrew krzykom opozycji działa prawidłowo i nie próbuje zmieniać wyniku wyborów na korzyść PiS. A jeśli fuksem gdzieś się znajdzie nieprawidłowo policzone głosy, to swoim wyborcom PiS pokaże twarde dowody, w które wyborcy opozycji oczywiście nie uwierzą i dojdzie tylko jeden więcej aspekt podziału tych dwóch rozłącznych światów. A jak nie będzie twardych dowodów? Nie ma takiej opcji, PiS w przeciwieństwie do PO nie jest partią samobójców (mam nadzieję). 

Gra PO - tylko histeria i amnezja mogą nas uratować

Politycy PO oczywiście wiedzą, że jeśli Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego w odpowiedzi na 6 protestów wyborczych PiS stwierdzi, że głosy przeliczono poprawnie i wynik wyborów pozostaje bez zmian, to dla PO będzie to niewyobrażalną tragedią. Scenariusz ten daje Prawu i Sprawiedliwości do ręki niezbity dowód na to, że zreformowany Sąd Najwyższy, a w tym rzekomo "pisowska" Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych działa poprawnie i krzyki PO o możliwości zmiany wyniku wyborów przez tę izbę były nieuzasadnionym sianiem paniki i histerii. Więc co pozostało Platformie? Narobić jeszcze więcej histerii. Stąd właśnie rządanie międzynarodowej kontorli liczenia głosów - dzięki niemu będzie można sprzedać narrację "PiS próbował sfałszować wybory, ale dzięki pomocy zagranicy udało nam się go skutecznie powstrzymać". Ta strategia ma dwie wady: przede wszystkim uderza nie tylko w PiS, ale w cały wizerunek naszego kraju, w którym władzę kiedyś przecież teoretycznie może przejąć Platforma (ale ona się tym nie przejmuje - właśnie dlatego uważam ją za partię samobójców), a po drugie jest maluteńkie prawdopodobieństwo (ale zawsze jest) że kontrola międzynarodowa potwierdzi nieprawidłowości w wyborach uzasadniające powtórne liczenie głosów i wtedy ups! 

Dodatkowo PO składa własne protesty wyborcze, w których wykazuje się niebywałą amnezją. Kiedy w roku 2014 sygnalizowano, że zawarte w spocie instruktażowym zdanie "stawiamy jeden znak "X" na każdej karcie" mogło wprowadzać w błąd część wyborców powodując ogromną ilość głosów nieważnych oraz zafałszowało wynik wyborów, to politycy PO z Bronisławem Komorowskim w pierwszym rzędzie ten sposób myślenia wyśmiewali i szufladkowali do "oparów absurdu". Natomiast obecnie jako uzasadnienie protestu podaje taki drobiazg, że w informacji o sposobie głosowania nie umieszczono słów "po lewej stronie" i część osób zamiast w kratce do tego przeznaczonej postawiła znak "X" na logo KO (które ktoś tak zaprojektował, że ma kwadratową obwódkę). Ale przecież amnezja to rzecz ludzka - gdyby wyborcy PO pamiętali co mówili politycy PO pięć lat temu, to by więcej na tę partię nie zagłosowali. 

Ups! Zapomniałem napisać o wniosku PO wyłączenia z rozpoznawania skarg wyborczych wszystkich 20 sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która za rozpoznawanie skarg jest odpowiedzialna. To dopiero mega-ściema i zagrywka pod publikę. Ale skoro się wdepnęło w narrację podważającą praworządność wszystkich organów, to trzeba w tej histerii brnąć dalej.

Gra Konfederacji - jechać po bandzie od początku do końca

Trudno dziś znaleźć ugrupowanie równie cyniczne, a przy tym tak akcentujące swoją "inność", "autentyczność" i "radykalizm" jak Konfederacja. Uczepiła się wyroków przeciwko TVP robiąc sobie dzięki nim nieprzeciętną reklamę (Kurski strzelił w ten sposób sobie i PiS-owi w kolano), a teraz jeszcze próbuje użyć ich jako pretekst do dalszego bicia piany i podważania wyniku wyborów. Oczywiście zatajenie informacji, że w sondażu "Konfa" przekroczyła 5% mogło mieć wpływ na wynik wyborów, ale po tym szumie, jaki zrobiła ona wokół tego tematu przed wyborami trudno znaleźć choćby jednego wyborcę, który by o tym sondażu, przekroczeniu w nim 5% i zatajeniu wyniku przez TVP nie słyszał. Ale polityków Konfederacji nic to nie obchodzi  - show must go on! Tak samo jak nic ich nie obchodzi fakt, że powtórzenie głosowania mogłoby się zakończyć krwawymi zamieszkami (tacy z nich "patrioci" - na szczęście zreflektowali się na tyle, aby żądać powtórzenia wyborów tylko w tych okręgach, w których ich kandydatowi niewiele głosów zabrakło do uzyskania mandatu). Protest jest o tyle absurdalny, że gdyby go uwzględnić, to w kolejnych wyborach ktoś mógłby uznać za podstawę nieważności wyborów błąd jednego z ośrodów przeprowadzających sondaż (czy mógł wpłynąć na wynik wyborów? owszem, mógł! więc głosujemy jeszcze raz). Rzadko się udaje jakiejś partii ostro zdenerwować ludzi jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Sejmu nowej kadencji. Konfederacja zrobiła to z nawiązką i obawiam się, że będzie robić do końca (jej jub Sejmu... a może nawet Rzeczypospolitej). 

Wykop Skomentuj71
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka