Widziane z pozycji siedzącej
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi, a potem każdy musi sobie jakoś radzić.
47 obserwujących
772 notki
520k odsłon
  1278   1

Siostrzane planety Ziemi i jak się na nich osiedlić.

Podkreślmy, że w ogóle nie zajmujemy się tutaj kwestią zużycia energii (czyli paliwa). Zakładamy, że ono skądś się bierze, przy czym prawa fizyki są bezwzględne. Po to, aby uzyskać takie przyspieszenie konieczne będzie dostarczenie, na KAŻDY KILOGRAM pojazdu kosmicznego wiozącego sondę (z nią samą włącznie) energii zużytej na całym świecie w 2012 roku. Czyli przy założeniu że pojazd waży tonę, to musiałby dysponować energią zużytą przez ludzkość od narodzin Chrystusa albo i wcześniej.

Gdybyśmy byli w stanie wysłać taki pojazd kosmiczny z sondą, to licząc w czasie ziemskim przybyłaby ona na miejsce po stu latach. (To oczywiście nieprawda, bo najpierw byłaby faza przyspieszania, potem faza hamowania, więc utrzymanie prędkości bliskiej prędkości światła przez całą podróż byłoby niemożliwe) Następnie musiałaby się ona umieścić na orbicie (co wymaga kolejnych ogromnych ilości energii do manewrowania), przeprowadzić badania (lądowanie na powierzchni to znów gigantyczne nakłady energii) i odesłać wyniki na ziemię. Tak więc to kolejne 100 lat, bo tyle czasu informacja docierałaby na Ziemię. Przy okazji przypomnę, że dziś mamy niewiarygodne problemy z wysłaniem sondy na Marsa, a umieszczenie sondy kosmicznej na orbicie Tytana trwało wiele miesięcy w sytuacji, gdy operatorzy na Ziemi znali szczegółowo wszystkie parametry.

Warto podkreślić tutaj kolejną rzecz - po to, żeby skutecznie przesłać na Ziemię tak wielką ilość informacji, jaką trzeba byłoby w takim przypadku wysłać, konieczne byłoby wysyłanie jej nadajnikiem o niewiarygodnej mocy! Musiałaby to być moc porównywalna zapewne z rocznym zużyciem energii na Ziemi, albo i większej. Inaczej sygnał zwyczajnie by nie dotarł, bo jego moc słabnie proporcjonalnie do kwadratu odległości!

Podsumowując: po to, aby sprawdzić za pomocą mechanicznej sondy realne warunki na "siostrzanej" planecie i sprawdzić je na Ziemi potrzebowalibyśmy co najmniej dwustu lat.

Dwieście lat. Ileż to rzeczy może się wydarzyć w dwieście lat.

Dwieście lat temu Europa otrząsała się z wojen napoleońskich. Na preriach Ameryki pasły się milionowe stada bizonów, a w Anglii zaczynały rodzić się koleje parowe. Jeszcze dwieście lat wcześniej do Ameryki wypływał Mayflower z pierwszymi osadnikami.

To chyba mówi już wszystko o pomyśle wysłania sondy. Oczywiście ludzie podejmowali już w historii działania, które jednostkowo trwały bardzo długo, jak na przykład budowa niektórych katedr. Czas ten raczej nie przekraczał 200 lat, ale najważniejsze było to, że ludzie, którzy przy tym pracowali i obserwowali mieli na bieżąco wgląd w sprawę. Widzieli, że budowla powstaje, mogli zachwycać się postępami prac! W przypadku wysłania sondy, przez dwieście lat od jej wysłania nie działoby się literalnie NIC. Nikt nie musiałby przy tym pracować, zajmować się i nie byłoby niczego do pokazania ludziom tak, aby skupić ich uwagę. 200 lat to wystarczający czas, by w ogóle o projekcie w takich warunkach zapomnieć. Wystarczyłaby do tego jedna solidna wojna i kilka rewolucji.

No ale ok, lecimy!

Przypomnijmy jednak: nie mamy nawet początku pomysłu na statek kosmiczny, który mógłby tam polecieć z sondą, ani na paliwo, ani na samą sondę, która musiałaby posiadać i operować wiedzą batalionu naukowców wszystkich dziedzin.

No i teraz, po tych dwustu latach, załóżmy że ludzkość nie zapomniała, odebrała informację i postanawia wysłać osadników na TOI 700 d. Po to, żeby oszczędzić nieco energii, a jednocześnie zastąpić przyspieszeniem ziemską grawitację, ustalone zostaje, że będzie się on przemieszczał z przyspieszeniem 1G, czyli przyspieszeniem ziemskim.

Ocenia się, że po to, aby społeczność jakiegoś gatunku przetrwała i mogła się realnie rozwijać potrzeba ok. 1000 osobników (niektórzy mówią o 2000). Powiedzmy, że wyślemy 1000 osób, a na każdego osadnika o średniej wadze 75 kg przypadnie 12 razy tyle wagi statku kosmicznego (jest to konieczne waga pożywienia i sprzętu koniecznego do przeżycia). Daje nam to 1000 kg na osadnika, czyli 1000 ton wagi całego statku z osadnikami. To oczywiście fantazja, dla przykładu Wieża Eiffla waży 7000 ton, a tu mówimy o statku kosmicznym z 1000 osób na pokładzie. No, ale przyjmijmy, że tak jest - oznacza to, że aby dolecieć do TOI 700 d potrzeba będzie energii równej rocznej emisji Słońca (całej, nie tylko tej, która dociera do Ziemi). Rocznej emisji całego Słońca.

Lot będzie trwał dla ludzi, którzy zostaną na Ziemi, ponad 101 lat (czyli to już co najmniej 300 lat od wysłania sondy - 300 lat temu królem Polski był August Mocny), zaś dla osób na statku kosmicznym potrwa lat 9 (ze względu na efekty relatywistyczne, o których napiszę innym razem). Ludzie, którzy polecą zerwą wszelkie więzi z Ziemią, nie będzie dla nich już żadnego powrotu. Nie będzie sensu jakiegokolwiek porozumiewania się z tymi, którzy pozostali, jeśli prosta wymiana informacji musi trwać 200 lat.

Jeszcze raz podkreślę, że to, co powyżej to całkowicie nierealistyczny scenariusz zakładający, że ludzkość zdobędzie praktycznie niewyczerpane źródło energii, którym będzie w stanie swobodnie manipulować. Jeśli zaś osadnictwo miałoby się odbywać przy mniejszych nakładach energii, takich na jakie może być stać ludzkość w ciągu najbliższych stuleci, to czasy podróży podróż na "siostrzaną planetę" będzie trzeba liczyć w tysiącach, jak nie dziesiątkach tysięcy lat.

Można to zrobić, jeśli udałoby się to zorganizować, tylko że ewentualnymi osadnikami na docelowej planecie nie będą już z pewnością ludzie, tylko zupełnie inne istoty.

Wyobrażanie sobie, że powstanie jakiś związek planet, że ludzkość będzie mogła przemieszczać się po Galaktyce to mrzonki.

Prawa natury są bezwzględne.

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie