11 obserwujących
32 notki
49k odsłon
  869   0

Argumentum ad Psychopatum. Anatomia kłamliwej dyskredytacji Donalda Trumpa. Część III

PB
PB

W rzeczywistości wszyscy Ci „naukowcy” atakując prezydenta jako szalonego po prostu współpracowali z tą grupą w elicie władzy (w istocie bardzo etnocentryczną) która dążyła do jego obalenia. Korumpując swoją misję, etykę zawodową i ubierając polityczne ataki na Trumpa w kostium „naukowej” terminologii współczesnej psychiatrii, dawali argumenty do ręki politycznym wrogom Trumpa takim jak kongresmen Jamie Raskin (D-Md.), promujący ustawę o powołaniu komisji, która zająć się miał fizyczną i umysłową zdolnością prezydenta do pełnienia urzędu czy też kongresmen Ted Lieu (D-Kalif.), który proponował stałą obecność psychiatrów w Białym Domu. 

Konkluzja. If it ani't broke ain't fix it

Zjawisko demonizacji polityków poprzez ich psychiatryzację z wykorzystaniem naukowców jest zawsze złe, nieracjonalne i jako takie nie powinno mieć miejsca, gdyż niszczy debatę, potrzebę istnienia w niej autorytetów naukowych i tym samym kulturę umysłową wspólnoty. Operacja „szalony Trump”, choć ostatecznie powiodła się politycznie (w rozumieniu jego przegranej wyborczej) została obnażona przede wszystkim przez nieubłaganą wymowność faktów (doprawdy nie dopatrzyłem się tych zapowiadanych już od 2016 r. konsekwencji szaleńczych rządów Trumpa: wojen nuklearnych, obozów koncentracyjnych, puczu i czego tam jeszcze).

Warto pamiętać, iż we wspólnotach o wysokiej kulturze politycznej, nawet jeśli w istocie dostrzegamy realne przesłanki do formułowania podejrzeń o szaleństwo bazujące na faktycznych i ciągłych zachowaniach (np. liderek Strajku „kobiet” et consortes) i moglibyśmy się zgodzić z zasadnością stwierdzenia, które swego czasu w polskim kontekście sformułował prof. psychiatrii  Łukasz Święcicki („Jest coś takiego jak obłęd udzielony, z francuskiego – folie a deux. Czyli stan, w którym innym osobom udziela się urojeniowy pogląd na sytuację. I rzeczywiście wydaje mi się, że teraz coś takiego obserwuję. Mam wrażenie, że to co się dzieje z KOD co jakiś czas przejawia takie symptomy obłędu udzielonego”) jako łacinnicy powinniśmy twardo stać na stanowisku, iż takich wulgarnych argumentów ad personam, względem przeciwników politycznych, bez wyników ich badania lekarskiego, używać nam nie wolno. Tego typu obserwacje, jeśli mają ugruntowanie faktyczne, ostatecznie mogą być domeną psychologów społecznych i mieć nieco inny język opisu. Wracając do realiów amerykańskich i działań Johna Gartnera & co.(choć zjawisko dotyczy w zasadzie wszystkich krajów z łacińskiego kręgu cywilizacyjnego w tym Polski) zawodowa korupcja, etniczno-środowiskowy cynizm maskujący bardzo konkretne interesy a może po prostu jedna wielka chutzpah powinny chyba wystarczyć do opisu ich działań.

Ale to nieodpowiedzialne i chutzpiarskie niszczenie trwałych społecznych instytucji, rozwiązań prawnych, obyczajów w tym przywiązania do łacińskich zasad debaty (m.in. preferencji do rozmowy ad meritum programowym, unikania zaś ad personam (zwłaszcza w tak zwulgaryzowanej formie) z zaiście rewolucyjnym zapałem i podług talmudycznej etyki, musi prędzej czy później wywołać ten efekt o którym mówił swego czasu już wspomniany Lejba Bromstein (aka Lew Trocki): ”Rewolucja wydaje się konserwatyście obłędem tylko dlatego, że doprowadza „normalne” szaleństwo przeciwieństw społecznych do najwyższego napięcia.” Choć mylił się prawie we wszystkim, w tym akurat miał rację. Ta de facto kolejna nihilistyczna (i etnocentryczna) rewolucja „braci i sióstr Lejby Bromsteina” przeprowadzona w latach 2016-2020 w istocie doprowadza do (przede wszystkim) etycznego napięcia i musi wywołać prędzej czy później gwałtowną reakcję. Bowiem, jak mawiał Thomas Jefferson „Kiedy republika zostanie zepsuta, nie ma możliwości naprawienia narastającego zła, jak tylko usunięcie zepsucia i przywrócenie utraconych zasad; każda inna korekta jest albo bezużyteczna, albo jest nowym złem.”

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale