10 obserwujących
31 notek
47k odsłon
  668   0

10 lat wojny w Syrii. Próba bilansu. Rosja i Izrael sojusznikami?

PB
PB

USA

USA są pierwszym beneficjentem wojny domowej w Syrii umocniły bowiem swoją pozycję na BW w jej wyniku. Przypomnijmy, w największym skrócie, iż Bliski Wschód pozostaje dla Amerykanów regionem strategicznym ze względu na swe położenie (przede wszystkim kwestia kanału sueskiego, ale również południowy, lądowy szlak handlowy oraz „baza wypadowa względem heartlandu) oraz duże zasoby ropy (co wiąże się nie tylko z możliwością zarabiania na niej w ramach kooperacji, ale również wpływania na jej globalną cenę oraz rozliczania jej w dolarze, co przyczynia się do umacniania tej waluty jako głównej waluty rozliczeniowej na świecie na czym zyskują min. banki amerykańskie etc.). Z tychże powodów USA będą popierały Egipt i Izrael (przede wszystkim kanał sueski), Arabię Saudyjską i Irak (przede wszystkim ropa) oraz Turcję (przede wszystkim zapora przed ekspansją rosyjską). Niestety, jak to zwykle wśród historycznych sąsiadów bywa, dochodzi między nimi do różnorakich napięć na tle regionalnej rywalizacji o wpływy, stad najmądrzejszą polityką Amerykanów w tym regionie jest umiejętne balansowanie między stronami bez jednoznacznego faworyzowania jednej z nich. Nie jest jednak tajemnicą, iż w ostatnich latach Waszyngton nieco bardziej „postawił na” Arabów i Żydów. Zarówno obalenie Husajna w Iraku jak i próba obalenia Asada wpisywały się w „łączenie ziem arabskich pod berłem saudyjskim”. Siłą rzeczy, działania te miały antytureckie ostrze, Arabów i Turków łączą bowiem trudne historyczne relacje (przypomnijmy, iż tereny arabskie były przez kilka wieków częścią Imperium Otomańskiego etc.). Niemniej powstanie „kwestii kurdyjskiej” w wyniku wojny w Syrii, było dla Turcji przekroczeniem czerwonej linii, oznaczało bowiem nie tylko ograniczenie wpływów na południu, ale dywersję na tyłach (przypomnijmy, iż Kurdowie stanowią blisko 12 mln mieszkańców Turcji i zamieszkują w większości ok. 20% jej terytorium). Musiało to oznaczać ostrą reakcję Turcji i oskarżenie USA o patronowanie tej akcji. Choć Amerykanie, zapewne z izraelskiej i częściowo saudyjskiej inspiracji, w istocie patronowali tej akcji, wobec bardzo ostrego oporu Turków ostatecznie zrezygnowali z forsowania powstania Kurdystanu. Zadowolili się kontrolą południowo-wschodniej części Syrii, co daje im dodatkową możliwość nie tylko kontrolowania szlaków wiodących z Iranu do Syrii (czy szerzej do portów śródziemnomorskich), ale również rozbudowaniem tamże ofensywnej infrastruktury wojskowej z lotniskami włącznie. Daje to USA posiadanie „niepływającego lotniskowca” z którego mogą być realizowane misje lotnicze z myśliwcami włącznie bez konieczności tankowania w powietrzu w drodze powrotnej, co zawsze jest operacją w warunkach bojowych niebezpieczną. Dodatkowo, potencjalne użycie baz do działań ofensywnych wobec Iranu nie wiąże się z żadnym ryzykiem politycznym związanym z reakcją „ulicy arabskiej”, gdyż w tej chwili tereny de facto okupowane przez Amerykanów są zdominowane przez żywioł kurdyjski, będący w całkowitej zależności od Amerykanów.

Izrael

Izrael jest beneficjentem wojny w Syrii, przynajmniej średnio-okresowym, Choć plan maximum się nie powiódł w związku z fiaskiem operacji „wywrócenie Asada” (tj. zamiany władzy syryjskiej m.in. na bardziej proizraelską na wzór Egiptu, Jordanii czy Arabii Saudyjskiej), znaczne osłabienie Syrii (o którym wspominałem we fragmencie jej dedykowanym) jest dla Izraela bezdyskusyjnym zyskiem strategicznym.

Dodatkowym zyskiem jest niewątpliwie znaczne ograniczenie wpływu Iranu w Syrii, głównie na skutek odcięcia lądowych szlaków (i tak ograniczonych przez formalną/nieformalną obecność Amerykanów w Iraku). Ograniczona aktywność Irańczyków we wspieraniu Syryjczyków z wykorzystaniem szlaków powietrznych i morskich jest właściwie pod pełną kontrolą wywiadowczą Izraelczyków i może być (i jest) paraliżowana chirurgicznymi uderzeniami.

Natomiast klucze do tego czy z czasem (średnio-okresowym) sukces nie zamieni się w porażkę, trzymają obecnie Rosjanie. Równie dobrze mogą przecież zainwestować w odbudowę Syrii, uzbroić ją w najnowocześniejszą broń i „uchylić drzwi” (poprzez swoje kanały przerzutowe) elitarnym jednostkom irańskim. Zwłaszcza, że Iran wpisuje się w globalną grę Rosjan przede wszystkim z Amerykanami.

Rosja

Rosja jest największym beneficjentem wojny w Syrii. Umocniła swoją pozycję geopolityczną w basenie morza śródziemnego zyskując stałe bazy na terenie Syrii. Stając się de facto jednym gwarantem władzy Asada (Iran m.in. ze względu na odcięcie szlaków dostaw nie może być tak traktowany) można przyjąć, iż jest to zysk bardzo długofalowy. Rosja tym samym jest znów „w grze” blisko-wschodniej, zyskuje lewar wobec głównych graczy, może pozycjonować się jako rozjemca czerpiąc z tego korzyści polityczne. Przede wszystkim zaś zyskuje pewne karty w grze pod tytułem „bezpieczeństwo Izraela” (m.in. sprzedaż uzbrojenia Syryjczykom czy Libańczykom), co jest dużym atutem w globalnej grze Rosjan. Dodatkowo, w warstwie informacyjnej, wzmacnia swój wizerunek państwa walczącego z terrorem islamskim oraz strażnika prawa międzynarodowego (tj. m.in. nawołuje do opuszczenia przez wszystkie obce wojska, niezaproszone przez prawowity rząd syryjski, terytorium Syrii). Sukces Rosjan ma też pewien walor symboliczny względem globalnego Pax Americana.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale