Tak to widzę
"Badałeś i pieściłeś słowa jak poeta\ A z pism twoich ocalało jedno zdanie"
5 obserwujących
68 notek
57k odsłon
  1971   0

Po marszu, o marszu, bez emocji

pap
pap

Wydarzenia z 11.11 jeszcze raz pokazały, w którą stronę kierowane są sympatie obozu rządzącego. To prowadzi do dwóch skrajnie niebezpiecznych zjawisk. Po pierwsze, rozzuchwala lewactwo. Bierność służb porządkowych w stosunku do zachowań lewackich bojówek prowadzi do poczucia bezkarności. Mogą mazać sprejami po chodnikach i budynkach, bo to tylko wykroczenie. Mogą rzucać obelgi w kierunku kleru, czy wierzących, bo to tylko rozbrykana młodzież, kobiety itd. Co będzie dalej? Podpalenie kościoła? Pobicie? Pobicie ze skutkiem śmiertelnym? Kolejne groźne zjawisko to rozsierdzenie tych po prawej stronie. Nie trzeba dogłębnej analizy, żeby zauważyć, że przy protestach lewicowych, czy też lewackich, policji zakłada się kaganiec, a w przypadku zbiorowisk prawicowych policja spuszczana jest ze smyczy. Dojdzie do tego, że kibice i wszelkiej maści prawicowi aktywiści stwierdzą, że skoro są traktowani jak bandyci, to mogą się tak zachowywać. Władza na własne życzenie wyprodukuje sobie prawicowe bojówki, co w konsekwencji doprowadzi do realnych starć na ulicach.

Łyżka dziegciu

Żeby nie być posądzonym o prawicową stronniczość, muszę dołożyć łyżkę dziegciu do prawicowego słoja z miodem. Wspomniani wcześniej prawicowi dziennikarze nie ustają w domysłach kto był prowokatorem. A co jeśli nie było prowokatorów, ani z policji, ani z antify? Po prostu część uczestników (zakładam, że bardzo niewielka) nie utrzymała ciśnienia i dała upust swym popędom. Takie przypuszczenia mam z własnych obserwacji i rozmów z przedstawicielami tych środowisk, zwłaszcza z kibicami. Co do obserwacji, 11.11 warszawskie metro było zapełnione dużo osobami z flagami, emblematami i logami drużyny piłkarskiej. I teraz należy zadać pytanie: co oni tam robili, skoro całe wydarzenie miało mieć formę zmotoryzowaną. Ja rozumiem, że wielu przyjezdnych zostało zmuszonych do pozostawienia pojazdów i udania się pieszo na Rondo Dmowskiego, ale co z tymi ludźmi z metra? Skąd oni jechali? Czy to aby nie miejscowi, którzy wbrew organizatorom postanowili przyjść pieszo? Kiedy wieczorem, po wszystkich zajściach wracałem, wszedłem do sklepu spożywczego przy ul. Marszałkowskiej, zastałem tam ciekawą scenkę. Przy kasie stało trzech jegomości o nieco czerwonych (nie od gazu) twarzach i mętnych spojrzeniach. Chcieli kupić wódkę, jak na złość na chrupki i napój wystarczyło, a na gorzałę nie. I ciągle w terminalu wyskakiwała odmowa. Złorzecząc opuścili sklep. Ich ramiona dumnie opinały biało-czerwone opaski, bluzy z logiem patriotycznym i napis „Pamiętamy” . Patrioci pełną gębą. Nie potępiam picia wódki, sam lubię trunki i te mocniejsze i te słabsze, ale trzeba dopasować zachowanie do chwili. Jeśli ktoś mieni się patriotą i przyjechał uczcić odzyskanie niepodległości, czyli najważniejsze święto dla patriotów (powinno być dla każdego obywatela, ale niestety jesteśmy zbiorowiskiem, nie społeczeństwem), to te kilka godzin chyba może wytrzymać i zachować się godnie. Kolejna rzecz, to przekonanie kibiców o własnej wyjątkowości. W tym momencie trzeba podkreślić, że to właśnie kibice wykonują najtrudniejszy, bo lokalny patriotyzm. Znam wiele akcji charytatywnych, które zaistniały dzięki temu środowisku, są to akcje najczęściej lokalne, na rzecz potrzebujących z najbliższego otoczenia. O takich akcjach nie piszą w ogólnopolskich mediach i mało kto wie, że ludzie ze stadionów wykonują kawał dobrej roboty. Niestety jest też druga strona ruchu kibicowskiego i nie mam tu na myśli tak zwanych ustawek, tylko zaangażowanie znacznej ich części w różne przedsięwzięcia, nie zawsze zgodne z prawem. Kiedy zostaną złapani, wydaje im się, że lokalny patriotyzm, czy przyjazd raz w roku do Warszawy, daje możliwość pozostania poza prawem. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, bo nieco czasu spędziłem w towarzystwie zarówno kibiców drużyn pierwszoligowych, jak i tych niższych. Schemat zawsze pozostawał taki sam. Z jednej dobra robota, z drugiej jakieś pokątne harce. I zawsze jedna odpowiedź: „to patrioci, jakby była wojna to by się za ciebie bili”. Jak słyszę okrzyki „cześć i chwała bohaterom”, to odnoszę wrażenie, że krzyczący już sami siebie ustawili w pozycji adresatów czci i chwały, choć jeszcze nie wykazali się bohaterstwem i nie złożyli żadnej ofiary. Mimo wszystko uważam, że haniebne zachowania po prawej strony są marginesem, a u lewaków normą.

I co dalej?

Nic, będzie tak samo. Jedni będą tropić prowokatorów, inni faszystów, krajowi politycy będą się prześcigać w oskarżeniach i deklaracjach. Politycy zagraniczni będą biadolić jak to faszole opanowali Polskę. Eurodeputowany Biedroń będzie błagał na klęczkach o zbrojną interwencję w kraju, do którego strach wracać. PiS powoła komisję do wyjaśnienia sprawy, oby działała sprawniej niż komisja posła Macierewicza. Dla mnie jedenasty listopada, wraz z poprzedzającymi wydarzeniami był jasnym przekazem, gdzie rząd kieruje sympatie i czego należy się spodziewać. Jak pisałem wcześniej jest to niebezpieczne, bo w końcu kryterium uliczne zabierze rozstrzygający głos, a tego raczej nikt nie chce.


Lubię to! Skomentuj75 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka