Blog
Pod Grzybem // Administracjo itd...
GadajacyGrzyb
76 obserwujących 263 notki 205035 odsłon
GadajacyGrzyb, 24 sierpnia 2009 r.

Kindersztuba vs. antypedagogika postępu.

Pozwolę sobie przytoczyć to, co napisałem w pierwszej części Antycywilizacji Postępu:

4) A.P. oparta jest na fluktuacyjnej dogmatyce politycznej poprawności, zmienianej w zależności od aktualnych zapotrzebowań Parnasiarzy dyktujących obowiązujące trendy.

6) A.P.bazuje na zakłamaniu pojęć charakterystycznych dla cywilizacji łacińskiej. Świadomie wytwarza „zapaść semantyczną” rozmywając, bądź podkładając pod tradycyjne pojęcia nową treść sprzeczną z pierwotnym ich znaczeniem;

Jak łatwo zauważyć, o ile tradycyjne wychowanie cechuje stałość zasad, o tyle political correctness (P.C.) jest zmienna, w zależności od doraźnych potrzeb.

5) Parnasiarscy dyktatorzy i medialne modelki.

Chciałbym szczególnie podkreślić fluktuacyjność polit-poprawnej dogmatyki, której swoistym paradygmatem metodologicznym jest giętkość poglądów, w zależności od aktualnego kaprysu/interesu dyktatorów intelektualnej mody. Parnasiarze (dyktatorzy mody), orzekają, iż dziś myśli się (nosi) to, jutro co innego, zaś modelki na medialnych wybiegach upowszechniają. W walce cywilizacji i idei rolę modelek spełniają dyżurne „mediorytety”(medialne autorytety), tudzież mediodajniane wycirusy – dziennikarze na różnym szczeblu ujemnego zaawansowania intelektualnego i celebrities na zbliżonym stopniu duchowej degrengolady.

Zresztą, jedni mieszają się z drugimi na tyle, że nie odróżnisz, czy to co prawi ci znany dziennikarz, komunikowane jest z pozycji zawodowych, dziennikarskich, czy też celebryckich. I odwrotnie. Czy dotychczasowy celebryta, znany z ptasiego móżdżku, stał się poważanym dziennikarzem? Czy treści, które wyraża mamy, jak dotąd, zbywać ironicznym uśmieszkiem/wzruszeniem ramion, czy też te same treści stały się nagle obowiązujące, bo poparły je jakieś autorytety?

Powyższe grupy cechuje jedno – należy łączyć modne fatałaszki z modnymi poglądami. Bez tego – krzyż Pański, kaplica i zapaść wydrążonego ze wszelkiej treści jestestwa. Odebrać im modne ciuchy, posady i apanaże, odciąć od kamer i mikrofonów, tudzież pozbawić podszeptów, mówiących co w danej chwili na określony temat sądzić wypada – to pozbawić ich życia. Sami z siebie poglądów nie wykrzeszą, sami z siebie nie będą wiedzieli w co ubrać swe mózgownice. Zapadną się, niczym pasożyt z „Inwazji porywaczy ciał” zbyt wcześnie odcięty od żywiciela.

Ach, jakiż to ból, jakaż rozterka, jaka trwoga…

6) Antypedagogika Postępu.

I tu niezastąpiona okazuje się polityczna poprawność, spełniająca zarówno w indywidualnym, jak i ogólnospołecznym wymiarze rolę antypedagogiki postępu.

Czym jest antypedagogika postępu? Jest to jedna z funkcji political correctness, mająca zastąpić kindersztubę, czyli podmienić stałość zasad opartych na szacunku do cywilizacji łacińskiej na fluktuacyjną, zmienną dogmatykę politycznej poprawności, ukierunkowaną na zniszczenie cywilizacji zachodu.

Dziś dogmatem jest to, jutro – co innego. Przykładowo – generalnie słuszne mniejszości - Murzyn / kobieta / niepełnosprawny / Żyd / homoseksualista / ekolog być dobrzy, jeśli są należycie postępowi, a być źli, gdy mają konserwatywne poglądy. Ooo, wtedy nawet to być bardzo źli i zdradzieccy, albowiem „wysługują się prawicy”, wprowadzając zbędny zamęt w ludowych mózgownicach i, generalnie, sypią piach w tryby machiny społecznej inżynierii.

Antypedagogika postępu nakierowana jest masowo, niczym broń antycywilizacyjnej zagłady, na całe poddane tresurze społeczeństwo, na wszystkie grupy wiekowe – od kołyski do emerytury.

Owa masowość antycywilizacyjnego przekazu jest niezmiernie ważna, tak by osaczony człowiek słyszał podobnie brzmiące komunikaty dosłownie zewsząd – od serialowej gwiazdki, poprzez „poważnego dziennikarza”, polityka, sędziego aż do profesorskiej głowy włącznie. By odnosił wrażenie, że słuszność tego co słyszy jest niepodważalna, zaś garstka pomyleńców, kontestujących wiodący, antycywilizacyjny przekaz to oszołomy, frustraci i pogrobowcy zdemonizowanej do granic obłędu inkwizycji.

7) Zmysł krytycyzmu.

Szczególnym obiektem ataku jest, właściwy każdej inteligentnej istocie, zmysł krytycyzmu, pozwalający oddzielać ziarno od plew, czyli, na podstawie dostępnych danych analizować, czy ktoś przypadkiem nie usiłuje zrobić z nas idiotów. Ten zmysł bywa niekiedy bolesny, powodując psychiczny dyskomfort, tudzież dysonans poznawczy między tym, co wylewa się na co dzień z mediodajni, ust polityków, spod szkolnych tablic i z uniwersyteckich katedr, a „coraz bardziej nas otaczającą” rzeczywistością.

Większości społeczeństw niegdyś naszego kręgu kulturowego cierpienia związane z posiadaniem wspomnianego zmysłu krytycyzmu zostały na skutek permanentnej tresury w odpowiednim duchu, oszczędzone. Antypedagogika postępu wyskrobała go z dusz, tudzież mózgownic już w wieku przedszkolnym, u co bardziej opornych – w wieku szkolnym.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

PAMIĘTAM

Krzyż Smoleński=P

Tu bloguję:

image

A tego warto posłuchać:

image
image image image image
Witaj przybyszu:

Moje IP

Ściągnij i posłuchaj:

Towarzysz Szmaciak, Janusz Szpotański - czyta Gadający GrzybZapiski oficera Armii Czerwonej, Sergiusz Piasecki - czyta Gadający Grzyb

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Dzięks :)))) pozdr. GG
  • @detoxic Tu nie chodzi o Osieckiego - tu chodzi o zachowanie Administracji, która go promuje, a...
  • @wawa Każdy ma swoją indywidualną wytrzymałość. Ja po prostu mam dosyć, tym bardziej, że...

Tematy w dziale