Bazgroły grafomana
Pogański kraj, pogańskie obyczaje
3 obserwujących
5 notek
8081 odsłon
  3047   5

Dalsze losy Czterech Pancernych cz.II.- Gustlik Jeleń

Gustlik po weselu wrócił na Śląsk i zamieszkał wraz z żoną Honoratą w jednoizbowym mieszkaniu ojca, położonym w typowo śląskim familoku, z wygódką na podwórku, obok maleńkiego ogródka i klatek z królikami. Mundur obwieszony orderami wylądował na dnie szafy, zastąpił go górniczy kombinezon. Gustlik był chłop jak tur i fedrował za dziesięciu chłopa. Już-już miał zostać przodownikiem pracy (mówiło się nawet o awansie na sztygara i mieszkaniu zakładowym), gdy zdarzyło się nieszczęście. Jak pamiętamy z filmu, ojciec Gustlika całą wojnę przesiedział na Śląsku, gdzie pracował w kopalni. Gdy wręczono mu dokument stwierdzający, iż jest obywatelem III Rzeszy, zaklął pod nosem i poszedł na szychtę do kopalni. Stary Jeleń nie wiedział, co to strajk włoski i symulowanie pracy. Wiedział za to, że szychta to jest szychta, a fedrunek to fedrunek, bez względu na to jaka flaga wisi na kopalnianej bramie.

Takie podejście do pracy spodobało się jego przełożonym, Jeleń senior dostał list pochwalny od samego dr. Roberta Leya, przywódcy niemieckich robotników. To był początek jego zguby.

  W 1945 roku, jakieś pół roku po tym jak na katowickim rynku radzieccy wyzwoliciele zaczęli zabierać przechodniom zegarki i gwałcić polskie kobiety, sąsiad starego Jelenia, były szef dzielnicowej komórki SA. wywiesił na balkonie czerwoną flagę z widocznym, jasnym kołem na środku po odprutej swastyce, wstąpił do PPR i zadenuncjował starego. W śledztwie na UB nawet go nie bili. Wystarczył im znaleziony w komodzie ów fatalny list z podpisem dr. Leya.

Gustlik wyciągnął z szafy mundur i zaczął biegać po urzędach, żeby ratować ojca. Nic nie pomogło, nawet order za Studzianki, krzyż za forsowanie Odry i za wzięcie do niewoli hitlerowskiego generała ze sztabem ani nawet odznaka grunwaldzka za zdobycie Berlina. Stary Jeleń trafił do Łambinowic, gdzie już w pierwszym tygodniu podpadł komendantowi Morelowi, późniejszemu obywatelowi Izraela. Gustlik stracił pracę w kopalni akurat w dniu, gdy Honoratka rodziła drugie dziecko. Stary Jeleń zmarł za drutami kolczastymi w Łambinowicach i dopiero po 45 latach Niemiecki Czerwony Krzyż ustalił miejsce jego pochówku w zbiorowej mogile.

  Gustlik biedował, aż gdzieś około 1959 roku uśmiechnęło się do niego szczęście. Pamiętamy z filmu, iż Gustlik poznał Honoratkę już za Odrą, gdy ta była służącą u niemieckiego generała, którego Gustlik wziął do niewoli. Generał przeżył radziecką niewolę, symulując komunizm. Gdy powstała NRD, zgłosił akces do jej armii. Zwolnili go z niewoli i generał wsiadł w metro w Berlinie i trafił prosto do rodzinnego majątku w słonecznej Hesji. Po powrocie zaczął szukać dawnej służącej. Starania trwały długo. Państwo Jeleniowie wraz z piątką dzieci opuścili Śląsk na krótko przed nawiązaniem stosunków dyplomatycznych między PRL a NRF. Na początku Gustlik fedrował w Westfalii, potem dostał duże pieniądze – za ojca z niemieckim paszportem i listem od dr. Leya, zamęczonego przez polskich komunistów i Salomona Morela, za pracę Honoratki na służbie u generałostwa, za swoją przymusową służbę w Panzerwaffe na początku wojny, za pozostawiony za żelazną kurtyną familok z wygódką, ogródkiem i klatkami. Kupił mały domek w okolicach Padeborn. Tam zaprzyjaźnił się z sąsiadem, takim jak on emerytem i również byłym pancerniakiem, tyle że od Guderiana.

Siedząc na ławce w ogrodzie przy piwie i wurstcie, godzinami wiedli spory na temat wyższości T-34 nad “Tygrysem”…

  O podróży do Polski nawet na wakacje nie było mowy, choć zastanawiał się nad tym w czasach Gierka, kiedy Polska nabierała pozory wolnego, prozachodniego kraju. Tęsknił bardzo. Jednak po sierpniu 80’ podjął decyzję, że jeszcze przed śmiercią musi zobaczyć ojczyznę. W podróż wybrał się w grudniu następnego roku. Gdy dojechał swoim groszkowym Mercedesem W 123 do granicy w Słubicach zobaczył po polskiej stronie prowizoryczne zasieki z drutu kolczastego, SKOTY zasypane śniegiem i grzejących się przy koksownikach żołnierzy. Włączył radio i wysłuchał komunikatu. Był mroźny poranek 13 grudnia 1981. Generał Jaruzelski, towarzysz broni Gustlika, który przeszedł podczas wojny ten sam, co Gustlik szlak bojowy łamał teraz na polecenie Moskwy kark własnemu narodowi. Gustlik musiał zawrócić. Zmarł dwa lata później w wieku 69 lat nie zobaczywszy Polski.


Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura