Bazgroły grafomana
Pogański kraj, pogańskie obyczaje
3 obserwujących
5 notek
7913 odsłon
  2179   6

Dalsze losy Czterech Pancernych cz.IV.- Lidka

Lidia Wiśniewska, czyli Lidka, LWP-owska wersja kobiety fatalnej, obarczonej pechem. Najpierw nie wyszedł jej podryw Janka. Ubiegła ją Marusia. Na weselu Janka i Marusi postawiła wszystko na jedną kartę, zgodziła się nawet na wyjazd do Gruzji. Na próżno. Grigorij wytrzeźwiał i nawet nie zdążył się z nią przespać. Zniknął jak kamfora. Nie chciał jej Janek ani nawet Grigorij więc rozgoryczona Lidka zaczęła nienawidzić mężczyzn. Wytłumaczyła sobie, swoją kobiecą logiką, że mężczyźni to zło tego świata i że trzeba ich tępić ze wszystkich sił.

    Jako telegrafistka w sztabie pułkownika wyrobiła sobie opinie osoby dyskretnej i sumiennej, której można powierzyć specjalne zadania. Trafiła do V Departamentu MBP. Tam po sześciu miesiącach kursu prawniczego awansowano ją od razu do stopnia majora i została śledczą. Tam też poznała swoją starszą koleżankę i mentorkę- Julię Brystygierową. Krwawa Luna nauczyła Lidkę jak bić pejczem Akowców po genitaliach i miażdżyć im jądra szufladą podczas przesłuchań. A Lidka była pojętną uczennicą. W końcu doszła do takiej wprawy, że prześcignęła swoją nauczycielkę. W każdym torturowanym blond oficerze AK widziała Janka a w każdym przesłuchiwanym brunecie Grigorija i nawet Iwan Sierow, którego spotykała czasami na długich korytarzach ministerstwa, o którego możliwościach seksualnych krążyły legendy, nie robił na niej najmniejszego wrażenia. Pod koniec 1956 roku Luna odeszła z resortu i Lidka mogła w końcu rozwinąć skrzydła. Pomyślnie przetrwała zawirowania 68’ walnie przyczyniając się do usunięcia z Departamentu swoich żydowskich kolegów.

    Lata 70-te przyniosły duże zmiany. Odszedł Gomułka, nastał Gierek. Praca pozostała taka sama, ale Lidka nie musiała już przychodzić do roboty w siermiężnym mundurze a zaczęła zakładać eleganckie sukienki i garsonki. Pod budynek MSW nie podwoził jej jak dawniej służbowy Gazik, ale Fiat 125p w modnym kolorze Yellow Bahama. Urlopy spędzała na plażach Bułgarii albo kurortach słonecznej Jugosławii, czasami w Arłamowie. Dostała też służbową willę na Mokotowie. Jednym słowem- hi life w socjalistycznych warunkach. Pustkę uczuć zalewała drogimi alkoholami a beznamiętną, coraz starszą twarz pacykowała zachodnimi kosmetykami.

    Łabędzim śpiewem Lidki w MSW było usuniecie ze świata żywych syna pewnej działaczki opozycyjnej w 1983 roku. Niestety ktoś nawalił i śmierć chłopaka się wydała. Po tej wpadce Lidka straciła zaufanie kierownictwa resortu, nie pomogła samokrytyka, zwolniono ją z pracy. Smuta prawda była taka, że nienawiść pozwalała jej brutalnie przesłuchiwać podejrzanych, ale przeszkadzała w pracy operacyjnej gdzie liczyła się logika i zimne wyrachowanie. Maturzystę, którego na polecenie Lidki śmiertelnie pobili milicjanci w komisariacie na Jezuickiej pochowano na Powązkach. Mszę żałobną odprawił pewien młody ksiądz, który sam też niedługo potem zginął zakatowany przez funkcjonariuszy SB. Niestety zabójstwo księdza było spartolone jeszcze bardziej niż zabójstwo maturzysty, sprawa się rypła i kilku byłych kolegów Lidki poszło siedzieć a ksiądz stał się narodowym bohaterem-męczennikiem. W latach 80. ktoś z dawnych znajomych załatwił jej posadę szatniarki w wojskowym kasynie. Kiedy przeszła na emeryturę było już po Okrągłym Stole.

    W 1999 roku IPN rozpoczął śledztwo i oskarżył Lidkę o zbrodnie stalinowskie. Niestety, mimo zgromadzonych dowodów i zeznań żyjących jeszcze świadków proces nie doszedł do skutku. Dwa tygodnie przed jego rozpoczęciem akta sprawy w niewytłumaczalny sposób zniknęły z sądowego sejfu. Całą żmudną prace trzeba było rozpocząć od nowa. Przed drugim procesem sędzina mająca rozpatrywać sprawę Lidki nagle złożyła rezygnację z zajmowanej funkcji nie podając przyczyn. Mimo zmian, mocodawcy z dawnego KGB a dzisiejszego FSB nadal kontrolowali sprawy w Polsce i czuwali nad byłymi funkcjonariuszami aparatu terroru. Nie pozwolili na proces Heleny Wolińskiej ( Fajgi Mindli Danielak), nie dali pociągnąć do odpowiedzialności stalinowskiego sędziego Stefana Michnika, brata jąkającego się redaktora naczelnego pewnej dużej gazety, nie dali też tknąć Lidki.

    Lidka żyje jeszcze, mieszka w nadal w Warszawie. Na starość zdała sobie jednak sprawę, że cała złość do męskiej częściej świata, która była motorem jej pracy w MSW paradoksalnie najbardziej zaszkodziła jej samej. Zaciska sztuczne zęby, kiedy idąc o lasce w sierpniowy dzień mija takie same jak ona staruszki, jednak pogodne i uśmiechnięte, które na rękawach mają biało-czerwone opaski ze znakiem AK. Jedynym pocieszeniem jest cotygodniowa lektura gazety wydawanej przez byłego ministra propagandy PRL, uczestniczenie w demonstracjach KOD-u a także 8300 zł emerytury resortowej, która co miesiąc zasila jej konto w PKO BP.


Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura