Bazgroły grafomana
Pogański kraj, pogańskie obyczaje
3 obserwujących
6 notek
13k odsłon
  399   1

Dalsze losy Czterech Pancernych cz.III.- Grigorij i Olgierd

Grigorij Saakaszwili, Gruzin, w cywilu mechanik, przydzielony do LWP jako kierowca czołgu. Ten sympatyczny brunet przez cały film bawił nas swoimi problemami z opanowaniem języka polskiego, a przede wszystkim kłopotami sercowymi. Grigorij kochał się w każdej napotkanej na szlaku bojowym dziewczynie. Bez wzajemności. Na weselu Janka i Gustlika czuł się źle.

Wojna skończyła się, koledzy z czołgu znaleźli sobie żony. Jak pamiętamy, między jednym a drugim tańcem Grigorij oświadczył się Lidce Wiśniewskiej, polskiej telegrafistce. Lidka, zrozpaczona definitywnym odrzuceniem przez Janka, niemal wymogła na Gruzinie oświadczyny. Zgodziła się nawet wyjechać do Gruzji. Czwartego dnia po weselu, po wytrzeźwieniu, Grigorij zameldował się u swoich przełożonych i przedłożył im prośbę o zgodę na poślubienie Lidki. Nie dali mu nawet pożegnać się. Miesiąc po weselu Grigorij zasiadł za kierownicą czołgu w Mandżurii, gdzie Stalin dotrzymał słowa i zapłacił Amerykanom krwią za nabytki w Europie. Grigorij dobił Japońca i został zdemobilizowany. W rodzinnej Gruzji nikt na niego nie czekał. Bliskich zamordował Stalin do spółki z Hitlerem. Nadal nie miał szczęścia do kobiet, Lidkę wybito mu z głowy. Rozpił się, zamykali go na odwykach. W końcu wylądował jako brygadzista na wielkiej budowie na Magadanie. Tam przeżył szok. Wracając po pijanemu do swojego baraku, mijał kolumnę więźniów łagru. Nagle z człapiącej w błocie ludzkiej ciżby ktoś zawołał go po imieniu. W tłumie wychudzonych więźniów stał z kilofem na ramieniu, w kufajce z numerem na plecach jego pierwszy dowódca, porucznik wojsk pancernych Olgierd Jarosz, oficjalnie poległy ponad 10 lat wcześniej.

NKWD-zista prowadzący kolumnę okazał się ludzki i za butelkę spirytusu zwolnił na kilka godzin Jarosza. Bez obaw, nikt nie uciekał, nie było gdzie i po co. Jak pamiętamy, Olgierd był pierwszym, jeszcze w Sielcach nad Oką, dowódcą czołgu o numerze taktycznym 102, zwanego “Rudym”. Jarosz był obywatelem ZSRR, w cywilu meteorologiem, wnukiem powstańca styczniowego z 1863 roku. Oficjalnie Olgierd zginął, gdy jego załoga przebywała w szpitalu. Aresztował go Smersz (”Śmierć Szpiegom”). Jarosz, nosząc polski, tj. LWP-owski mundur i obcując na co dzień z Polakami, stał się Polakiem, co ułatwiły mu rodzinne, powstańcze koneksje. Raz i drugi coś powiedział. Przy wódce skrytykował brak należytej opieki medycznej nad rannymi członkami jego załogi, w trakcie narady sztabowej powiedział, co myśli o rzucaniu piechoty bez pancernego wsparcia na niemieckie bunkry. Na końcu powiedział coś złego o Stalinie. To był koniec.

Aresztowanie i proces przed sądem polowym nie trwały nawet doby. Miał szczęście, przed niechybną kulą w potylicę uratował go mundur LWP i ordery jeszcze za 1941 rok. Zamiast plutonu egzekucyjnego, 25 lat łagru. Formalnie Olgierd, mimo iż poddany Stalina, był oficerem LWP. Aby nie wprowadzać zamieszania, jego przełożonych i podwładnych poinformowano, że zginął śmiercią bohatera. Jak pamiętamy, Olgierda w oficjalnej wersji uśmiercono serią z ckm-u gdy z gaśnicą w rękach gasił płonący czołg. Rano, chwiejąc się na nogach, Grigorij odprowadził swojego pierwszego dowódcę do bramy łagru. Więcej się już nie widzieli.

Olgierd dożył XX Zjazdu KPZR i amnestii. Wszedł na wolność w 1957 roku. Był wrakiem człowieka. Zaczął tułaczkę po Kraju Rad. Nie było łatwo. Polak, były więzień łagru- to ciągnęło się za nim aż do śmierci. W końcu osiadł w Kazachstanie tradycyjnym miejscu zsyłki, w którym car a potem Stalin umieszczali krnąbrnych Polaków. Pisał listy do władz i prosił o możliwość powrotu do Polski. Niestety, robotniczo- chłopska władza pozostała ślepa i głucha na jego skamlenia. Zmarł w 1973 roku.

Grigorij też włóczył się z miejsca na miejsce aż w końcu powrócił do rodzinnej Gruzji. Żony zmieniał jak rękawiczki, co też nie było trudne: po wojnie, w której zginęły miliony radzieckich mężczyzn Stalin wprowadził szybkie rozwody nie dopuszczając tym samym do buntu niezaspokojonych kobiet. Bab więc miał w końcu Grigorij do wyboru do koloru. Dosłownie. Przez następne 10 lat spłodził 8 synów i 3 córki a jego żonami były kolejno: Ormianka, Tatarka, Gruzinka, Azerka, Inguszka, Abchazka oraz Czeczenka. Żadnej jednak nie kochał i ciągle się mu śniła bladolica Lidka.

Zmarł Breżniew potem Andropow i Czernienko a Grigorij nadal żył. Jako prawdziwy Gruzin nie jadł mięsa, bo nie było, za to w zimie pił koniak, w lecie wino "Saperawi" lub "Chwanczkara”, a czasami herbatę z Batumi, choć, jak mawiali towarzysze radzieccy: herbata nie wódka- dużo nie wypijesz. Przyszła pierestrojka a potem było już coraz gorzej. Gamsachurdia i Szewardnadze nie płacili tak dobrze emerytom jak Breżniew. Nie starczało już na koniak i Grigorij dziadział z dnia na dzień.

Kiedy myślał, że nic już w jego życiu się nie wydarzy, przed jego maleńkim domkiem niespodziewanie zatrzymała się milicyjna Łada Niwa. Dwóch rosłych funkcjonariuszy wzięło Grigorija pod pachy i bez pytania wpakowało samochodu. Nawet nie protestował. Wiedział, że żaden opór nie ma senesu. Wieźli go całą noc: najpierw samochodem, potem samolotem i znów samochodem. Trafił na ogromną salę pełną takich jak on staruszków. Umyto ich, uczesano, przebrano i usadzono jak leci w wiekowych Zisach 5. Zisy, Katiusze oraz kilka T-34 przemknęło przez Plac Czerwony gdzie trybunie w pozdrawiającym geście machał ręką sam Władimir Władimirowicz. Stare oczy Grigorija nie patrzyły jednak na prezydenta, ale na grupę kombatantów z całego świata, w której dostrzegł staruszka w polskim mundurze przypominającego nieco frontowego towarzysza broni, Tomka Czereśniaka. Był 9 maja 2005 i cała Rosja świętowała 60 rocznice zwycięstwa nad faszyzmem.

Grigorij zmarł w samotności rok później. Nie pochowano go jednak byle jak, tak jak zwykle chowa się samotnych, biednych ludzi. Niewidzialna ręka zorganizowała cichy acz porządny pochówek. W dniu pogrzebu cmentarz dyskretnie obstawiły służby specjale a za trumną szedł tylko jeden blisko czterdziestoletni brunet. Tylko on modlił się nad trumną, patrzył jak grabarze zasypują grób i tylko on położył kwiaty na świeżej mogile. Były to białe róże związane szarfą, na której widniał dyskretnie wykaligrafowany napis: „ Bohaterowi Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, mojemu ojcu- Micheil Saakaszwili, Prezydent Gruzji.”


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura