Bazgroły grafomana
Pogański kraj, pogańskie obyczaje
3 obserwujących
8 notek
15k odsłon
  390   2

Dalsze losy Czterech Pancernych cz.VII.( ostatnia) Szarik i Rudy

Został jeszcze ostatni członek historycznej załogi.

Owczarek niemiecki Szarik. Jeszcze przed weselem uzgodniono, że tymczasem Szarika weźmie Tomek. Na wsi zawsze łatwiej utrzymać psa niż w gdańskim mieszkaniu Janka czy w klitce Gustlika. Trzej bohaterowie umówili się, że każdego roku będą spotykać się i decydować o losie Szarika. Jak już wiemy, stało się inaczej. Pancerniacy nigdy nie spotkali się. Janek poszedł do szkoły oficerskiej, a potem do kryminału, Gustlik Jeleń poszedł do kopalni, a potem w niełaskę. Szarik razem z Tomusiem tropił wrogów władzy ludowej, wyciągał ich z leśnych kryjówek i przekazywał w ręce UB, był ranny, gryzł nieprzyjaciół, swoim ratował życie. Razem ze swoim panem, z Tomaszem Czereśniakiem, odszedł w stan spoczynku. Gdy Tomuś popadł w stan niełaski, ktoś przypomniał sobie, że Szarik nie jest własnością prywatną, tylko mieniem uspołecznionym. Zabrali go Tomusiowi do milicyjnej szkoły w Szczytnie. Tam zakończył swój żywot i dostąpił zaszczytu wypchania. Zrobili z niego wypchaną sianem mumię, tak jak z Lenina….

Został jeszcze jeden bohater. Martwy, nieożywiony. Czołg produkcji ZSRR, T-34 o taktycznym numerze 102, zwany “Rudy”

Czołg Janka, Grigorija, Gustlika i Tomusia zakończył swój szlak bojowy u stóp Bramy Brandenburskiej w Berlinie. Potem stał w hangarach pod Poznaniem. Szkolili się na nim rekruci, następcy Gustlika i Grigorija. Jedenaście lat po zdobyciu Berlina “Rudy” podążył na odsiecz oblężonemu Urzędowi Bezpieczeństwa w Poznaniu. W czerwcu 1956 roku czołg-bohater stał jak mur w obronie władzy ludowej. Przebrani za robotników niemieccy spadochroniarze nawet nie śmieli do niego podejść. Potem przenieśli go do demobilu. Posłali na złom, z wyjątkiem armaty, która na statku zawędrowała aż na Wzgórza Golan, aby zostać spalona w ogniu izraelskiej artylerii. Taki był koniec “Rudego”: w arabskiej służbie, zniszczonego przez Żydów z amerykańskiej broni.

Czołg o numerze taktycznym 102 służył nadal w LWP. Był to już nowy typ T-55. W sierpniu 1968 r. w ramach misji pokojowej kierowanej przez generała Floriana Siwickiego, następca “Rudego” jako pierwszy rozbił barykadę w Libercu i utorował drogę na Pragę. Dwa lata później spadkobierca tradycji Janka, Gustlika i Szarika, tym razem pod komendą generała Grzegorza Korczyńskiego, wsławił się w Gdańsku, blokując drogę wiodącą do Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Potem złom. Na uzbrojenie LWP wszedł nowy typ czołgu, T-72. Kolejny czołg o numerze 102, można rzec wnuk “Rudego”, 16 grudnia 1981 roku, po kawaleryjsku, wziął szturmem bramę kopalni “Wujek”.

Gdzieś na początku lat 90. weteran z “Wujka” zakończył służbę w wojsku i kupił go jakiś polski nowobogacki w ramach imprezy charytatywnej organizowanej pewnej styczniowej niedzieli przez showmana o fatalnej dykcji, milicyjnego syna.

Kolejnym 102 był niemiecki “Leopard” podarowany Wojsku Polskiemu przez Bundeswerę w ramach NATO. Czołg ten w odróżnieniu od swoich poprzedników przez następne 20 lat nie wziął udziału w żadnej akcji bojowej a jeździł tylko po polskich poligonach: zwiedział Drawsko, Zielonkę i Bemowo Piskie, wziął udział w kilku sierpniowych paradach z okazji święta Wojska Polskiego na ulicach Warszawy. Swój żywot zakończył nagle i niespodziewanie na poligonie w Świętoszowie kiedy pijani żołnierze podczas zabawy niechcący utopili czołg w bagnie. W Internecie krążył nawet jakiś czas filmik nakręcony przez jednego z żołnierzy pt. "Andrzeju nie denerwuj się..."

Na miesiąc przed uderzeniem wyprzedzającym wojsk NATO na Obwód kaliningradzki, w maju 2022 roku, w jednostce wojskowej w Braniewie zawodowy żołnierz za pomocą palnika ścierał oznaczenia fabryczne z wieżyczki potężnego, świeżo kupionego amerykańskiego Abramsa M1A2 SEPv3. Obok leżał przygotowany szablon nowego, polskiego numeru taktycznego 102.


Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura