7 obserwujących
45 notek
60k odsłon
  296   0

Nieskończona jeszcze Dziejów praca... czyli o internecie.

Kadr z filmu "2001: Odyseja kosmiczna" S. Kubricka
Kadr z filmu "2001: Odyseja kosmiczna" S. Kubricka

Ludzie od zawsze niechętnie odwiedzali biblioteki, a dla mnie to była niepojęta przyjemność. Pamiętam jak w pierwszej klasie liceum jedna z nauczycielek przyłapała mnie w szkolnej bibliotece.. nie, nie na całowaniu się z koleżanką (tym razem)... nie, nie na paleniu papierosów... na czytaniu... Johna Locke'a, a dokładnie jego "Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego". Pamiętam jak pochyliła się nademną i powiedziała z politowaniem: dziecko, czy ty cokolwiek z tego rozumiesz? Popatrzyłem na nią, uśmiechnąłem się... cóż miałem powiedzieć. Coś chyba rozumiałem, bo do dzisiaj pamiętam swoją pierwszą lekturę tej pozycji. Nie zajrzałem do niej również przypadkiem, ale poszedłem właśnie po nią.

Kiedyś tak wyobrażałem sobie raj jako niekończącą się bibliotekę z ciągnącymi się w nieskończoność półkami z książkami. Mógłbym tak chodzić między nimi całą wieczność czytając jedną po drugiej. Nie potrzebowałbym nawet kontaktu ze światem poza biblioteką. Ona sama by mi wystarczyła. Poniekąd na tamtym świecie realność będzie miała charakter jeszcze bardziej duchowy niż na tym, więc... życie duchowe w tym sensie będzie organizowało naszą rzeczywistość bez tych ograniczeń, które mamy teraz. Stąd alegoria świata jako wielkiej, niekończącej się biblioteki jest tu jak najbardziej na miejscu.


Czemu o tym piszę? Internet jest poniekąd taką właśnie z pozoru niekończącą się biblioteką, w której dzisiaj znaleźć można w zasadzie wszystko. Każdą książkę, która została napisana, każdy utwór muzyczny, który kiedykolwiek został skomponowany i zarejestrowany, każdy obraz, który kiedykolwiek został namalowany itd. W pewnym sensie moje marzenie z dzieciństwa się spełniło, choć oczywiście nie do końca, gdyż niestety nie mogę poświęcić całego swojego czasu na szperanie w tej wirtualnej bibliotece.  Poza tym, jest ciągle jeszcze coś takiego jak świat poza nią... chociaż niektórzy zachowują się jakby nie było.

Nie jestem już dwudziestolatkiem i pamiętam jeszcze czas, kiedy internet był w nielicznych domach, tak jak i komputery. Za mojego dzieciństwa nawet telefon komórkowy był żadkością. Noszenie telefonu w kieszeni i możliwość porozmawiania z kimś w czasie spaceru... było szczytem postępu. Jest taka scena w "2001: Odysei kosmiczej" S. Kubricka, kiedy bohater na samym początku filmu przeprowadza z pokładu statku kosmicznego videorozmowę ze swoją córeczką przebywającą w tym czasie na Ziemi. Kiedy miałem piętnaście lat coś takiego było wciąż jeszcze jedynie domeną filmów tego typu.


Dzisiaj... no cóż, zdarzyło mi się prowadzić videorozmowy będąc pod prysznicem. Zresztą, gdzie i w jakich sytuacjach ja ich już nie prowadziłem. Współczesnemu piętnastolatkowi trudno wyobrazić sobie świat bez takich możliwości... tak jak mnie kiedyś z takimi. Zaczynam się jednak zastanawiać, czy nadal powinniśmy tak wielką rolę przykładać do tych wszystkich udogodnień jak internet czy media społecznościowe.

Zastanawiam się czy za ich pomocą jedynie nie, nazwijmy to roboczo... markujemy prawdziwego zainteresowania rzeczywistością. Zamiast rozmawiać z sąsiadami, przyjaciółmi, czy też po prostu ludźmi na ulicy, siedzimy w domu, w autobusie, w parku skuleni przed laptopem czy smartfonem i zupełnie nie zauważamy co się tak naprawdę dzieje wokół nas. Budzimy się dopiero jak wypada nasz przystanek. Wtedy szybko idziemy do domu, załączamy "gadające pudło" i... znowu odpływamy.

Powiecie, że w ten sposób również uczestniczymy w kształtowaniu naszej rzeczywistości, gdyż w ten sposób również dzielimy się naszymi opiniami z ludźmi, do których normalnie nie bylibyśmy w stanie dotrzeć. Co jednak z ludźmi do których już jesteśmy w stanie dotrzeć? Czy oni nas już nie interesują? Czy to nie pachnie wam... dwulicowością? Poza tym, obawiam się, że o wiele większy i realniejszy wpływ na rzeczywistość byśmy mieli gdybyśmy realnie w niej uczestniczyli poprzez rzeczywiste spotkania i dyskusje, tworzenie rzeczywistych grup między znającymi się w rzeczywistości ludźmi. Tak to się do tej pory odbywało i to się raczej nie zmieni.


Co z łatwością dostępu do mulimediów, książek i czasopism w internecie? To jest jeszcze w zasadzie jeden z niewielu powodów, dla których w ogóle wchodzę do sieci. Ta łatwość dostępu do nich jednak ma też swoje negatywne strony. Wydawało by się, że dzięki niej będziemy czytać więcej i bardziej wartościowe rzeczy. Niestety tak nie jest. Łatwość dostępu do lekkiej, jałowej i kompletnie bezwartościowej intelektualnie rozrywki, której jest w internecie o niebo więcej od tej drugiej, sprawiła, że większość ludzi spędza niemal cały swój  wolny od pracy czas - właśnie na niej. Dzięki temu społeczeństwo nam infantylnieje. Infantylami za to rządzi się o wiele łatwiej. Wystarczy dać im Facebooka i YouTube z milionami zabawnych, infantylnych filmików nagrywanych przez kretynów i... nie mamy już do kogo mówić. Jak tu zmieniać rzeczywistość i jakimi ludźmi? Czego to zasługa?

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie