7 obserwujących
41 notek
58k odsłon
  127   0

Przypowieść o przyszłym stanie państwa.

Salomon, mądry władca
Salomon, mądry władca

Wy ciągle o tej polityce, transferach etc., a ja o rzeczywistości... na przekór.


Przyjmując szacunki luki VAT Ministerstwa Finansów za lata 2016-2019, można oszacować łączne efekty uszczelnienia na kwotę ok. 22 mld zł. W 2020 r. przy takiej skali recesji nie da się osiągnąć żadnych efektów uszczelniania. Patrząc na te 22 miliardy warto przypomnieć, że podstawowe filary programów społecznych 500 plus, trzynastki i czternastki to ponad 60 mld zł rocznie, z czego program 500 plus to ponad 40 mld zł.

Tym samym uszczelnianie VAT sfinansowało nieco ponad połowę programu 500 plus. - Niestety nie ma szans aby efektami uszczelnienia VAT sfinansować drugą połowę 500 plus, nie mówiąc już o trzynastej i czternastej emeryturze. Nawet gdyby przyjąć za dobrą monetę zapowiedzi Ministerstwa Finansów sprzed kilkunastu tygodni, że celem jest osiągnięcie 5 proc. luki VAT, to efekty mogą dać co najwyżej 10-11 mld zł - wylicza ekspert.

To oznacza, że programy socjalne takie jak 500 plus nie mają trwałych źródeł finansowania. Finansowane są na kredyt przyszłych pokoleń.

https://www.biznesinfo.pl/500-plus-030620-ks-uszczelnianie-vat/amp


Pewien mądry władca rządził w pewnym państwie, którego nazwy tu nie wspomnę, bo to nie ma w tym przypadku najmniejszego znaczenia. Nie było to jakieś szczególnie zamożne państwo, ale i też nie biedne. Z czasem nawet powodziło się w nim ludziom coraz lepiej, przychody z podatków były coraz większe, tak że władca doszedł do wniosku iż można by jakoś wykorzystać część środków z budżetu w jakimś szczytnym celu. Nie podobało mu się to, że tak wielu jego poddanych wybierało życie poza rodziną i nie planowało zakładania własnej. Uważał to za pewien rodzaj egoizmu, gdyż to właśnie posiadanie potomstwa mogło jedynie zapewnić ciągłość istnienia państwa... no i wpływów do budżetu. Trudno też było z tym dyskutować. Sam wprawdzie nie miał potomstwa lecz, jako mądry władca, dostrzegał liczne korzyści wypływające z jego posiadania.

Mądry władca stwierdził zatem, że konieczna jest promocja rodziny. Ludzi trzeba zachęcić do jej zakładania. Rodzina to oczywiście zwiększone wydatki, na które nie każdego od razu stać. Tym bardziej rodzina wielodzietna. Nie każdy przecież może być, rzecz jasna, władcą jak on. Jest w tym pewna konieczna niesprawiedliwość, którą - stwierdził władca - można jednak w jakiś sposób złagodzić. Wpadł więc na pomysł, że będzie wypłacać tym poddanym, którzy zdecydują się na założenie czy powiększenie rodziny, pewien dodatek finansowy od każdego nowego członka rodziny.

Jaka z tego korzyść dla państwa? Wedle jednych głosów niewielka bądź żadna, wedle innych jeśli nawet jakaś to w zbyt dalekiej perspektywie. Poza tym czasy są niepewne, zresztą jak każde czasy. Tak czy owak, rozpoczęto wypłacanie tego dodatku, co oczywiście spotkało się z ogromnym poparciem wśród samych poddanych i choćby dlatego warto było to robić. Nie żeby władca był jakoś szczególnie podatny na okazy uwielbienia czy, broń Boże, od nich jakoś uzależniony.

Państwo jest tym silniejsze im większym poparciem wśród jego obywateli cieszy się w nim władza - lubił powtarzać. Oczywiście, o ile to poparcie jest szczere, a nie wymuszone, czy - broń Boże! - kupione.

Minął rok, drugi, trzeci, mijały kolejne lata, kiedy zaczęto szemrać na dworze, że polityka socjalna władcy zaczyna coraz bardziej obciążać budżet, a spodziewane zwiększenie przychodów z racji spodziewanego przyrostu naturalnego jakoś nie nadchodziło. Ba, działo się wręcz przeciwnie! Wraz z nim rosła również liczba tych, którym ów nieszczęsny dodatek finansowy się należał. Poza tym budżet domowy dziesiątek tysięcy rodzin był w niebezpiecznym stopniu uzależniony od owego dodatku. Przeważnie tylko jedna osoba w takiej rodzinie była czynna zawodowo, gdyż druga musiała zająć się licznym potomstwem. Nie każdego również było stać na niańkę, gdyż pieniądze z dodatku nie były wprawdzie skromne, ale też nie na tyle duże, aby można było sobie na to pozwolić. Zresztą, nawet gdyby, to dla większości nie miało to zbyt wielkiego sensu, gdyż średnia pensja nie była na tyle wysoka aby opłacało się zatrudniać pomoc domową. Już lepiej było zostać w domu i samemu zająć się dziećmi.

Z tej też m.in. przyczyny wpływy z podatków i daniny były coraz mniejsze a odpływy coraz większe. W dodatku cały region nawiedziła, co prawda niezbyt groźna, ale jednak, epidemia, która sparaliżowała w dużym stopniu gospodarkę państwa. Pojawiło się widmo bankructwa, chociaż ci, co przez ostatnie lata byli najbliżej władcy, twierdzą, że już od pewnego czasu (a wg niektórych niemal od początku) cały program socjalny władcy był "finansowany" w dużym stopniu z dziury budżetowej, wciąż jednak łudzono się, iż któryś następny rok to zmieni. Nie można było jednak odebrać pięniędzy innym sektorom państwa, gdyż i tam nie było zbyt wesoło. Trzeba było również z czasem pomyśleć o zwiększeniu i unowocześnieniu armii robiło się bowiem w regionie coraz bardziej niepewnie. To nie to, co kiedyś. Dawne sojusze słabły albo nie były już wystarczającą gwarancją bezpieczeństwa.


Zwaliło się to wszystko na głowę biednego władcy, który w dodatku był już stary i więcej spędzał czasu w kaplicy niż w skarbcu. Nikt jednak nie śmiał nawet zasugerować władcy aby ustąpił, a on uparł się aby doprowadzić sprawę do końca. Niestety to nie zależało już od niczyjej woli, choćby i najlepszej. Zapadła decyzja o wstrzymaniu wypłacania dodatku dla nowych podmiotów, a póki co pozostawienie go jedynie dla najbardziej odeń uzależnionych. Nic to jednak nie pomogło, a jedynie zwiększyło niezadowolenie wśród poddanych, którzy w większości poczuli się oszukani i pozostawieni na pastwę losu.

Wybuchły zamieszki, które jedynie pogorszyły sytuację. Bezrobotne matki z płaczącymi dziećmi na rękach wyszły na ulicę wraz z uzbrojonymi w siekiery i kosy ojcami i wszyscy zgromadzili się pod siedzibą władcy. Władca długo wahał się czy do nich wyjść i przemówić. W końcu jednak wyszedł.

Najdrożsi (czyżby to była celowa dwuznaczność?) poddani - zaczął władca - jak dobrze wiecie moje intencje były dobre i przez pewien czas wszyscy byliśmy zadowoleni. Niestety, jak się okazało, nie wszystko można przewidzieć. Być może powinienem wziąć to pod uwagę wcześniej. Jak mówi jednak stare przysłowie: z pustego nawet Salomon nie naleje. Tym bardziej ja.

To tyle jeśli chodzi o mnie. Co do was... myślę, że następnym razem - a mam nadzieję, że będzie jeszcze jakiś następny raz, choć pewnie już nie dla mnie - dwa razy się zastanowicie zanim weźmiecie coś od władzy. Tym bardziej, że nie daje ona ze swojego.

No cóż, jednego nie można było odmówić naszemu mądremu władcy - szczerości. Na tym też skończymy naszą opowieść z nadzieją, że może się ona komuś do czegoś kiedyś przyda. Lepiej późno niż wcale.

...

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo