7 obserwujących
41 notek
58k odsłon
  761   0

Pochwała głupoty (za Erazmem z Rotterdamu) 1. Pochwała grzechu

Fragment pierwszego wydania "Pochwały głupoty" Erazma z Rotterdamu
Fragment pierwszego wydania "Pochwały głupoty" Erazma z Rotterdamu

(przeznaczenie: dział Kultura, Satyra)


Pochwała głupoty (za Erazmem z Rotterdamu) 1. Pochwała grzechu

Veni, vidi, vici!

Otóż, przybyłam ja wczora (a może przedwczora? już się pogubiłam), tak jak zresztą codzień, na Salon24, na którym wielu mam ja wiernych uczniów i naśladowców, w nadzieji, że znowu znajdę tutaj coś mądrego czy choćby coś co zaiste wzbogaci mój malutki rozum jakąś piękną myślą czy bystrym spostrzeżeniem, a o co zaprawdę w dzisiejszych czasach tak trudno, że łatwiej byłoby o kwiat paproci a choćby i taką czterolistną koniczynkę.

Przybyłam ja zatem, a była już późna godzina, i patrzę a tu na samiutkiej pierwszej stroniczce, na samej góreczce, taki oto kwiatuszek wyrósł przed mymi oczyma, że aż dech mi zaparło i sama nie wiedziałam z tej radości czy się śmiać czy płakać. Ale co ja tam będę strzępić język po próżnicy, bo tej radości jaka we mnie zapanowała na ów wspaniały widok, przy którym taka Panorama Racławiska, czy, a niech to!, nawet taka Bitwa pod Grunwaldem, wydają się być marnymi widokówkami, nie opiszą żadne, choćby nie wiem jak wyszukane słowa i porównania.

Skamieniała z radości i zachwytu czytam więc nie wierząc własnym oczom, a stoi tam jak byk, jak wół, czy inne ciele wielkimi namalowane literami, że aż od samego bezwstydu roją się przed oczami co najmniej niewybredne obrazy dwudziestowiecznych surrealistów:

Pochwała grzechu.

Tak szybko jak tylko mogłam wchodzę na ową stroniczkę tak cudownie, wręcz z prostotą genialną, jak tylko genialna mogę być ja sama, zaanonsowaną i pochłaniam z apetytem hirkańskiego lwa pierwsze słowa:

Wzmożona ostatnio na tablicy S24, promocja notek wychwalających tradycje chrześcijańskie, wymaga, dla zachowania zdrowej równowagi, zaprezentować coś o zgoła odmiennej orientacji. Ludzie mają różnorakie pragnienia. Większość z nich wynika z przekazu kulturowego o tym, czym jest szczęśliwe i spełnione życie. Prawie bez wyjątków, każdy z nas, pragnie osiągnąć ideał i spijać nektar szczęścia i błogości.

Nic dodać, nic ująć, wykrzynęłam w sobie. Sama bym lepiej tego nie ujęła. Zanim jednak skomentuję pozwolę sobie zacytować jeszcze ten fragmencik:

Niestety niewielu osiąga cel, bo z powodu indywidualnych uwarunkowań, najczęściej wynikających z takiego, a nie innego dzieciństwa, podświadomość skutecznie odwodzi nas od upragnionego celu. Ta sama podświadomość, również z powodu zdarzeń z dzieciństwa, ciągnie nas w kierunku zachowań, wobec których istnieje w naszej kulturze wyraźny sprzeciw. Takie zachowanie kultura wyrosła na bazie chrześcijaństwa nazywa grzechem.

Powiem szczerze, że niemal nie zawyłam z zachwytu. Przecież to ja sama, odkąd tylko nauczyłam się mówić mama i tata, o niczym innym od wieków nie trąbie jak tylko o tym, że ta cała przeklęta moralność jest niczym innym jak tylko zawadą w osiągnięciu wszelkiej szczęśliwości i dobrobytu. Ileż to cywilizacji upadło z tego tylko powodu, że jakimś pięknoduchom ubzdurało się głosić, że to, o co walczę bez ustanku odkąd Kain podniósł rękę na swojego brata, Abla - to ni mniej ni więcej, a niech te słowa wycięte zostaną jak najszybciej ze słownika, moralny upadek i zgnilizna.

Ileż to cudownych i wspaniałych cywilizacji, poczynając od Sodomy i Gomory,  moich ulubieńców, musiało przez to upaść, iluż wspaniałych wodzów, królów i cesarzy (jak chociażby mój ukochany słowiczek Neron, czy mój syn nieodżałowany, pełen wszelkich przeciwności cnót, Kaligula) musiało skończyć marnie bo komuś ubzdurało się, że to, co lubili robić najbardziej, było - że też  muszę to powiedzieć - niemoralne.

I tak mnie straszna gorycz ścisnęła za gardło i wściekłość mną ogarnęła, że niemal nie cisnęłam czym miałam pod ręką przed siebie... jeno się powstrzymałam w ostatniej chwili, bo jeszcze nie dokończyłam i mogłabym uronić co istotnego. No więc dalej:

Pejoratywne znaczenie takich zachowań nie jest oczywiście wynalazkiem chrześcijaństwa, bowiem większość z nich, uderza w trwałość wspólnoty ludzkiej w obrębie rodziny czy osady.

Święta racja! Kto by się przejmował tą wspólnotą czy rodziną! Tylko prawdziwy... już chciałam powiedzieć głupiec, więc może lepiej powiem szaleniec, z własnej woli nakłada sobie na ręce i nogi (żeby tylko) te kajdany. Oby tak dalej, synu. Istny miód na moje uszy:

Dlatego na przełomie tysięcy lat, wykształcił się społeczny, wyraźnie negatywny osąd takich zachowań. Do 10 podstawowych zasad, jakie ludzie uznawali 2000 lat temu, chrześcijaństwo dorzuciło jeszcze setkę z okładem innych, już nie do końca wynikających z ludzkiej tradycji i tak to poszło.

Tylko sto?? Ja bym tam dorzuciła jeszcze drugie tyle, albo i więcej. Swoją drogą, cóż to za paskudne zasady. Choćby takie: nie zabijaj. Toż to gdybyśmy nigdy nie zabijali... to czyż Aleksander Wielki... byłby Wielki? Jakiż świat byłby ubogi bez tych wspaniałych bitew, niespodziewanych ciosów w plecy, bez tych brato, matko i ojcobójców? Albo takie: nie cudzołóż. No kto choćby raz... choćby tylko nie zawiesił łakomego wzroku na powabach tej lub tamtej Wenus, tego lub tamtego Adonisa? Toż przecie trzebaby w ogóle nigdy nie wychodzić z domu. Poza tym, ludzkość dawno by wymarła. Ba, nigdy by nie powstała... gdyby tacy neandertalczycy nie cudzołożyli!

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura