3 obserwujących
15 notek
34k odsłony
817 odsłon

O (nie)prawdopodobieństwie w fizyce.

Wykop Skomentuj49

O ile w fizyce do pewnego przynajmniej stopnia można mówić o prawdopodobieństwie zajścia jakiegoś zdarzenia/zdarzeń, o tyle przy wyjaśnianiu samych mechanizmów zachodzenia zjawisk, ich przyczyn, prawdopodobieństwo nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Wyjaśnianie zajścia jakiegoś zjawiska tym, że ono zaszło... to nie wyjaśnienie, a rezygnacja z wyjaśnienia.

image

Fizycy jak wiadomo są w stanie mniej więcej określić czas rozpadu promieniotwórczego danej próbki materiału promieniotwórczego, ale nie potrafią już określić kiedy dojdzie do rozpadu konkretnego atomu w tej próbce. Można by to porównać do spadania jabłek: hodowca potrafi mniej więcej określić czas spadu wszystkich jabłek z drzew w swoim sadzie, ale miałby już poważne problemy z określeniem w którym momencie spadnie z drzewa dane jabłko. Jak widać od kwantów do jabłek niedaleko.

To, że jabłko spadnie w danym momencie z drzewa nie zależy jedynie od jego stanu wewnętrznego. Zależy to również od czynników zewnętrznych: silny wiatr, bądź inne jabłko spadając może je potrącić i oberwać. Przyczyn może być wiele. Nie sposób ich przewidzieć, stąd konieczność posługiwania się logiką prawdopodobieństwa. Tak samo może być z rozpadem promieniotwórczym i innymi zjawiskami, w opisie których fizycy stosują rachunek prawdopodobieństwa. Jest on jednak stosowany tam, gdzie trzeba umieścić jakieś zdarzenie w jakichś konkretnych ramach czasowych, czy czasoprzestrzennych. Przy wyjaśnianiu mechanizmów zachodzenia zjawisk, ich przyczyn, czyli odpowiadaniu na pytanie dlaczego w ogóle dochodzi do rozpadu promieniotwórczego, czy spadania jabłek - prawdopodobieństwo nie ma zbyt wiele do powiedzenia.

image

A przynajmniej tak by się zdawało. Np. taka teoria wielu światów. To, że żyjemy w takim a nie innym wszechświecie mamy zawdzięczać... przypadkowi. W hipotetycznym początkowym momencie doszło zatem do takiej a nie innej realizacji naszego wszechświata gdyż zupełnie przypadkowo tak a nie inaczej ustawiły się warunki początkowe. Mogło być zupełnie inaczej, ale stało się właśnie tak. Co o tym zadecydowało (zadecydowało oczywiście w cudzysłowie)? Przypadek. W tym, co stanowi główną siłę tej koncepcji - zawiera się jednocześnie jej największa słabość.

Jakie jest bowiem prawdopodobieństwo tego, że dojdzie do takiej a nie innej realizacji takiego a nie innego wszechświata? Tu rachunek prawdopodobieństwa na niewiele się zda, gdyż rzecz dotyczy pryncypiów. Tak samo mówienie o przypadku. Nie mówi się przecież, że do rozpadu promieniotwórczego konkretnego atomu doszło przypadkowo, bo co to niby miałoby znaczyć? Czemu więc już za uprawnione uważa się, a przynajmniej wielu fizyków uważa, mówienie o przypadkowości powstania takiego a nie innego wszechświata?


Żadne zjawiska nie zachodzą przypadkowo, ale zawsze determinują się nawzajem w określony sposób. To czy mamy w to lepszy czy gorszy wgląd, czy w ogóle nie mamy (póki co czy nigdy nie będziemy mieć) nie uprawnia nas do rezygnacji z opisu tych mechanizmów czy, co gorsza, uznawania, że ich nie ma. Jeśli nasz wszechświat kiedyś powstał w takim fizycznym sensie i fizycy mogą ten początek badać - to musiało się to stać w ramach jakichś określonych mechanizmów, których opis pozwoli na odpowiedź na pytanie dlaczego w tym sensie fizycznym powstał taki a nie inny wszechświat i dalej tak a nie inaczej się rozwijał (na tym przecież polega fizyka). Rezygnacja z tego typu odpowiedzi oznacza rezygnację z fizyki i nauki w ogóle.

Przyczyny tej rezygnacji w takich przypadkach mogą być ukryte znacznie głębiej, gdyż mogą wynikać ze strachu przed podjęciem rozumowych badań nad kwestiami, które dotąd uważało się za nie podlegające rozumowemu wyjaśnieniu, w końcu chodzi o początek znanego nam świata, w jakimś sensie o ów biblijny genezis. Nie chcąc się jednak do tego przyznać, bądź raczej będąc sami tego nieświadomymi fizycy zastępują możliwe fizyczne wyjaśniania rzekomym przypadkiem, który może rządzić się ( o ile słowo rządzić w ogóle ma tu jeszcze uzasadnienie) już tylko logiką prawdopodobieństwa. Przypadek stał się więc tu ekwiwalentem boskości, boskiego działania, którego nie można inaczej wyjaśnić jak tym, że coś w ogóle zaszło. Zaszło, bo zaszło. Powstał taki a nie inny świat... bo powstał. Rozpadł się taki a nie inny atom pierwiastka promieniotwórczego... bo się rozpadł. Jabłko spadło, bo spadło.

Szkoda tylko, że Newton o tym nie wiedział. Wówczas jednak nawet rachunek prawdopodobieństwa byłby bezużyteczny, gdyż jest sens go stosować tylko w ramach jakichś mechanizmów możliwych do opisu. Coś, co nie rządzi się żadnymi mechanizmami, które można by opisywać - nie może być ani mniej ani bardziej prawdopodobne. Jest po prostu nieprawdopodobne.

Wykop Skomentuj49
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie