0 obserwujących
3 notki
679 odsłon
344 odsłony

Czy działania UE wobec Polski mają sens?

Wykop Skomentuj3

W dniu wczorajszym głosami frakcji: chadeków, liberałów, socjalistów, zielonych i komunistów została przyjęta rezolucja PE w sprawie Polski. Parlament Europejski skrytykował działania polskiego rządu w sprawie TK a także ustawy medialną, inwigilacyjną i o służbie cywilnej. Czy takie działania UE mają jakikolwiek sens?

Problemy naszego kraju z instytucjami Unii Europejskiej rozpoczęły się w listopadzie i grudniu poprzedniego roku, kiedy to Sejm VIII kadencji unieważnił wybór 5 sędziów przez sejm poprzedniej kadencji (w tym trzech łamiąc prawo). Jednakże wydarzenie to nie było początkiem głośnego dzisiaj sporu o Trybunał Konstytucyjny. W czerwcu 2015 roku rządząca wówczas koalicja PO-PSL wybrała 5 sędziów TK (w tym dwóch, których kadencja wygasała już w czasie urzędowania Sejmu VIII kadencji). Gdzie były wtedy instytucje europejskie, które dzisiaj podnoszą taki lament? Dlaczego wtedy nie przyjmowano rezolucji, nie kontrolowano praworządności? Wniosek nasuwa się sam - zagarnięcie trybunału przez PO było unii na rękę. Nie od dziś bowiem wiadomo, że Platforma słynie z proeuropejskiej i wręcz uległej polityki wobec UE, natomiast PiS jest dużo bardziej eurosceptyczne. Platforma liczyła, że pomimo porażki wyborczej nadal będzie mogła blokować działania PiSu, gdyż TK obsadzony przez jej ludzi uznawałby ustawy Prawa i Sprawiedliwości za niekonstytucyjne. 

Kiedy okazało się, że PiS przejrzał chęci Platformy i nie tylko odwołał nielegalnie wybranych sędziów, a także z pogwałceniem prawa wybrał nowych na miejsce legalnie wybranych PO podniosło lament w Europie. Środowiska centrowe i lewicowe, które od lat rządzą Europą zrozumiały, że Polska zmieni kierunek w polityce zagranicznej i nie będzie już uległą wobec mocarstw rządzących unią. Wtedy postanowiono rozpocząć działania przeciwko demokratycznie wybranym władzom RP. Niestety działania te są całkowicie bezsensowne. Komisja i Parlament Europejski mogą jedynie pogrozić rządowi w Warszawie. Do podjęcia poważniejszych kroków (sankcji) potrzebna jest zgoda wszystkich państw unijnych, a mało prawdopodobny wydaje się scenariusz by Viktor Orban poparł nałożenie sankcji na nasz kraj. Zatem słowa, które kierują pod adresem Polski unijne instytucje i dygnitarze nie mają żadnego znaczenia, są tylko pustymi słowami, których szanse wyegzekwowania są minimalne. 

W dobie kryzysów trapiących unię błędem jest to, że jej władze zamiast ich zażegnaniem zajmują się działaniami demokratycznie wybranego rządu, które w ich ocenie są "łamaniem praw i zasad demokracji". Oczywiście zrozumiałe jest to, że boli ich porażka polskich kolegów z Platformy czy Nowoczesnej, jednakże nie jest to powód do wszczynania tak wielkiej afery. Unia miałaby moralne prawo do interwencji gdyby podobne interwencje podejmowała za czasów rządów koalicji PO-PSL. Gdzie było UE gdy zabierano pieniądze z OFE? Gdzie byli, gdy to PO wymieniało ludzi w mediach na swoich? Gdzie wreszcie byli w czasie czerwcowego zamachu na TK? Owszem PiS złamało prawo, ale wielokrotnie było łamane ono też przez polityków PO. Ci, którzy dziś wzywają do stawiania Prezydenta Dudy i Premier Szydło przed Trybunał Stanu w czerwcu sami głosowali za łamanie prawa!

Bardzo niepokojące jest zachowanie niektórych polskich polityków w Brukseli. Oczywiście normalnym jest, że moga krytykować PiS i nie zgadzać się z jego wizją (sam jestem przeciwnikiem partii Jarosława Kaczyńskiego), ale niezrozumiałym jest działanie na szkodę Polski i przenoszenie tego konfliktu do Parlamentu Europejskiego. Zachowanie takie jak przedwczorajsza przemowa Janusza Lewandowskiego jest jawną zdradą i przypomina działanie konfederatów targowickich. 

W ostatnim czasie bardzo możliwy wydaje sie scenariusz podziału Unii Europejskiej na dwie grupy. Pierwszą utworzą Niemcy, Francja, Włochy i inne kraje Europy Zachodniej, natomiast drugą będzie Grupa Wyszehradzka, do której chęć przystąpienia zadeklarował odstatnio m.in kandydat na Prezydenta Austrii Norbert Hofer. Polska powinna zacieśniać relacje z krajami Wyszehradu by po ewentualnym rozpadzie UE stać się liderem rozszerzonego V4. Niestety niektóre opcje polityczne, przede wszystkim Nowoczesna Ryszarda Petru są przeciwnikami Grupy Wyszehradzkiej. Jeżeli partia ta doszłaby do władzy to najprawdopodobniej zerwali by współpracę w ramach V4 i doprowadzili do jeszcze większej uległości wobec UE niż za czasów rządów PO.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale