0 obserwujących
15 notek
8587 odsłon
  361   0

Radczenko: Do Skwiecińskiego- czy silny może wszystko?

Wątpię, żeby ktokolwiek na Litwie czy gdziekolwiek indziej miał dzisiaj wątpliwości co do słabości III RP. Polska – to niewątpliwie regionalne mocarstwo i właśnie ten tytuł paradoksalnie nakłada na nią sporo ograniczeń i obowiązków. Nie może nie reagować na problemy np. Polaków na Litwie czy na niespełnione obietnice, ale też ta reakcja powinna mieć trochę więcej gracji niż ma słoń w sklepiku z porcelaną.

W takiej sytuacji mówienie z sąsiadami z pozycji siły leje jedynie wodę na młyn litewskich- antypolskich sił politycznych i zwiększa antypolskie nastroje w litewskim społeczeństwie (i nie tylko litewskim; poczynaniom Polski bacznie się przyglądają wszyscy sąsiedzi). Rolandas Paksas, jeden z liderów litewskiej opozycji, już przed rokiem przestrzegał Litwinów przed „imperialnymi zakusami Polski”, która zbyt wczuła się w rolę „nowego Starszego Brata”. Teraz będzie miał na poparcie swoich tez niezbite „dowody”. Na Litwie nikt nie będzie dochodził, czy Piotr Skwieciński reprezentuje jakąkolwiek siłę polityczną, czy wyraża poglądy jakiejkolwiek znaczącej części polskiego establishmentu– wystarczy że jego słowa ukazały się na łamach poważnej i wpływowej gazety. Podobnie jak w Polsce nikt nie interesuje się jak „poważne” siły stoją za Kazimierasem Garšvą. Na Litwie te słowa zostaną uznane za wyraz „wielkomocarstwowych” dążeń Polski, a do „mocarstw” Litwini mają stosunek wielce podejrzliwy.

Muszę więc zgodzić się z Adamem Michnikiem, który w komentarzu pt. „Z Litwą jest źle”przestrzega przed takim bezmyślnym psuciem stosunków polsko- litewskich:

Nie jest rzeczą polskiego publicysty dyktować postępowanie elitom litewskim. Ale trzeba im powiedzieć: nie pozwólcie, by wracały przedwojenne fobie. Odpowiedzcie sobie, czy w interesie Litwy są dobre stosunki z Polską, czy „zimna wojna". Ja zaś uznaję za swój obowiązek sprzeciwiać się tendencjom zimnowojennym wobec Litwy w Polsce. Czesław Miłosz i Tomas Venclova, wielcy poeci obu narodów, prowadzili przyjazny dialog w gorszych czasach. Spróbujmy ich naśladować.

Idea kontynuowania polsko- litewskiego dialogu nie jest dziś szczególnie popularna. „Przez 20 lat gadaliśmy i nic!” — mówią zwolennicy radykalnego rozprawienia się z Litwą. Jednak czy mają rację? Nowelizacja Ustawy o oświacie – tak na dobrą sprawę pierwsza od wielu lat rzeczywiście dotkliwie uderzająca w stan posiadania polskiej mniejszości na Litwie decyzja litewskiego Sejmu — została przyjęta właśnie w czasie pogarszających się stosunków polsko- litewskich. Ten pomysł, który przypisuje się obecnie konserwatystom i liberałom, wypływał przy okazji każdej poprzedniej koalicji (nawet w czasach gdy w koalicji rządzącej była AWPL!) i raz po raz był gaszony w imię polsko-litewskiego, tak znienawidzonego przez narodowe środowiska po obu stronach granicy, „strategicznego partnerstwa”.

To prawda, że władze litewskie nie rozwiązały – mimo składanych obietnic – ani problemu pisowni imion i nazwisk, ani kwestii zwrotu ziemi, ale też w tych czy innych kwestiach sytuacja się nie pogarszała. Przeciwnie coraz lepsza stawała się opinia Litwinów o litewskich Polakach ergo wzrastały i szanse na spełnienie tych czy innych polskich postulatów. Aby osiągnąć porozumienie... trzeba rozmawiać. Banalne, trudne, ale prawdziwe. Naprawdę nie zmarnujmy historycznej szansy na polsko- litewskie porozumienie, nie wracajmy do czasów międzywojennych, spróbujmy naśladować Venclovę i Miłosza, a nie Orbana, Fico i Slotę.

 Kontakt z autorem: aleksradczenko@politykawschodnia.pl

 
Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale