0 obserwujących
15 notek
8173 odsłony
361 odsłon

Radczenko: Do Skwiecińskiego- czy silny może wszystko?

Wykop Skomentuj12

http://www.president.lt

 

Aleksander Radczenko z Wilna

Piotr Skwieciński, publicysta „Rzeczpospolitej”, uznał w felietonie pt. „Ze słabym nie liczy się nikt”, że jedynym jaśniejszym punktem w działalności „złego rządu Platformy” są... relacje z Litwą.

„A jeśli miałbym rząd wzywać do jakiejś zmiany postępowania w tej materii, to z całą pewnością nie postulowałbym jego łagodzenia. Odwrotnie– doradzałbym więcej ostrości, rozważnych posunięć, realnych, wychodzących poza sferę dyplomatycznej symboliki. Posunięć naprawdę bolesnych dla Wilna” – pisze Piotr Skwieciński.

Publicysta „Rzeczpospolitej” całkiem sprawiedliwie, chociaż nie zawsze w zgodzie z faktami, wypomina Litwie i nową Ustawę o oświacie, która pogarsza sytuację szkolnictw narodowych, i wylicza niezrealizowane przez Litwę obietnice w kwestii oryginalnej pisowni imion i nazwisk, zwrotu ziemi, dwujęzycznych ulic i miejscowości, zamieszkanych przez zwarte mniejszości. Jednak proponowane przez niego lekarstwo – ostrzejszy kurs i boleśniejsze posunięcia— tak na dobrą sprawę może się okazać jeszcze gorsze aniżeli obecna polsko- litewska choroba.

Nie znam kraju, którego mieszkańcy zaczęliby lubić swoje mniejszości narodowe z powodu sankcji i gróźb dużego sąsiada. Nie będę tu przytaczał kontrowersyjnej polityki międzywojennych Niemiec w obronie swoich rodaków, którzy po I wojnie światowej znaleźli się na terenie sąsiednich, nowopowstałych państw i czym ta „obrona praw niemieckich mniejszości narodowych” dla sudeckich i kłajpedzkich Niemców ostatecznie się skończyła. Nie będę przypominał, czym się skończyły protesty łotewskich Rosjan w 2004 r. przeciwko (bardzo podobnej do obecnej litewskiej) Ustawy o oświacie, hojnie wspierane i popierane przez Moskwę.

Wystarczy jednak spojrzeć na obecne stosunki węgiersko- słowackie, żeby przekonać się że ostrzejszy kurs nigdzie i nigdy nie doprowadził do polepszenia się sytuacji mniejszości narodowej. Budapeszt wypróbował już chyba wszystkie możliwe w Unii Europejskiej środki nacisku na Bratysławę, jednak wszystkie przyniosły skutek odwrotny od zamierzonego. Im głośniej Budapeszt upominał się o poszerzenie praw węgierskiej mniejszości narodowej na Słowacji, tym bardziej władze słowackie te prawa okrajały. Tak naprawdę przełom nastąpił dopiero wówczas, gdy słowaccy Węgrowie cofnęli votum zaufania ślepo zapatrzonej w Budapeszt i Orbana, i przez nich finansowanej SMK, stworzyli nową, nastawioną na współpracę z większością słowacką partię Most- Hid i doszli do porozumienia z nową większością w słowackim parlamencie. Problem przestrzegania praw mniejszości narodowych to zawsze problem wewnątrzkrajowy, problem relacji pomiędzy obywatelami tego samego państwa i tylko w ramach dialogu obywateli i władzy tego kraju może być rozwiązany. Nieinaczej jest na Litwie.

To jest problem sporu obywateli Litwy z państwem litewskim” — całkiem słusznie zauważył ostatnio prezydent RP Bronisław Komorowski.

Poza tym muszę przyznać, że nie bardzo rozumiem, jakie boleśniejsze środki może zastosować Polska wobec swojego partnera z UE i NATO? Zamknąć granicę? Wypowiedzieć wojnę? Stworzyć „czarną listę?" Wprowadzić sankcje gospodarcze? Na to pytanie publicysta nie odpowiada, bo też żadna sensowna odpowiedź nie istnieje. Tak na dobrą sprawę nie ma w polskiej zbrojowni żadnego skutecznego środka, który byłby w stanie wymusić na Litwie zmianę kursu. Za prezydentury Valdasa Adamkusa, który prowadził aktywną politykę zagraniczną opartą na idei „eksportu rewolucji demokratycznej” do krajów postsowieckich, cofnięcie polskiego poparcia w tej czy innej inicjatywie mogło być może na Wilnie wywrzeć jakieś większe wrażenie, dziś, gdy i Litwa, i Polska uprawiają „pragmatyczną” politykę zagraniczną, takie wsparcie czy jego cofnięcie dla Wilna nie ma większego znaczenia. Litewski minister spraw zagranicznych Audronius Ažubalis jeszcze latem ur. zapowiedział, że Litwa nie ugnie się przed żadnymi naciskami z zewnątrz:

Niektórzy uważają, że można od nas coś uzyskać poprzez różne naciski. Nie udało się to Rosji, Związkowi Sowieckiemu i nikomu to się nie uda. Nie potrzebujemy "starszego brata”. I ten pogląd podzielają wszyscy bez wyjątku politycy litewscy, niezależnie od tego jak oceniają samego Ažubalisa.

Aby odegrać w polityce międzynarodowej jakąś większą rolę, trzeba być uznanym za podmiot silny. A kraj, który przez prawie 20 lat nie potrafi w relacjach z innym, mniejszym załatwić sobie realizacji ważnych dla siebie (i formalnie uznanych przez mniejszy podmiot!) postulatów, nie będzie uznany za szlachetny, tylko za słaby. Będzie za taki uznany i w Wilnie, i w Mińsku, i w Kijowie. I również w Moskwie” – uważa publicysta „Rzeczpospolitej”. Ze słabym nikt się nie liczy – twierdzi  Piotr Skwieciński.

Wątpię, żeby ktokolwiek na Litwie czy gdziekolwiek indziej miał dzisiaj wątpliwości co do słabości III RP. Polska – to niewątpliwie regionalne mocarstwo i właśnie ten tytuł paradoksalnie nakłada na nią sporo ograniczeń i obowiązków. Nie może nie reagować na problemy np. Polaków na Litwie czy na niespełnione obietnice, ale też ta reakcja powinna mieć trochę więcej gracji niż ma słoń w sklepiku z porcelaną.

W takiej sytuacji mówienie z sąsiadami z pozycji siły leje jedynie wodę na młyn litewskich- antypolskich sił politycznych i zwiększa antypolskie nastroje w litewskim społeczeństwie (i nie tylko litewskim; poczynaniom Polski bacznie się przyglądają wszyscy sąsiedzi). Rolandas Paksas, jeden z liderów litewskiej opozycji, już przed rokiem przestrzegał Litwinów przed „imperialnymi zakusami Polski”, która zbyt wczuła się w rolę „nowego Starszego Brata”. Teraz będzie miał na poparcie swoich tez niezbite „dowody”. Na Litwie nikt nie będzie dochodził, czy Piotr Skwieciński reprezentuje jakąkolwiek siłę polityczną, czy wyraża poglądy jakiejkolwiek znaczącej części polskiego establishmentu– wystarczy że jego słowa ukazały się na łamach poważnej i wpływowej gazety. Podobnie jak w Polsce nikt nie interesuje się jak „poważne” siły stoją za Kazimierasem Garšvą. Na Litwie te słowa zostaną uznane za wyraz „wielkomocarstwowych” dążeń Polski, a do „mocarstw” Litwini mają stosunek wielce podejrzliwy.

Muszę więc zgodzić się z Adamem Michnikiem, który w komentarzu pt. „Z Litwą jest źle”przestrzega przed takim bezmyślnym psuciem stosunków polsko- litewskich:

Nie jest rzeczą polskiego publicysty dyktować postępowanie elitom litewskim. Ale trzeba im powiedzieć: nie pozwólcie, by wracały przedwojenne fobie. Odpowiedzcie sobie, czy w interesie Litwy są dobre stosunki z Polską, czy „zimna wojna". Ja zaś uznaję za swój obowiązek sprzeciwiać się tendencjom zimnowojennym wobec Litwy w Polsce. Czesław Miłosz i Tomas Venclova, wielcy poeci obu narodów, prowadzili przyjazny dialog w gorszych czasach. Spróbujmy ich naśladować.

Idea kontynuowania polsko- litewskiego dialogu nie jest dziś szczególnie popularna. „Przez 20 lat gadaliśmy i nic!” — mówią zwolennicy radykalnego rozprawienia się z Litwą. Jednak czy mają rację? Nowelizacja Ustawy o oświacie – tak na dobrą sprawę pierwsza od wielu lat rzeczywiście dotkliwie uderzająca w stan posiadania polskiej mniejszości na Litwie decyzja litewskiego Sejmu — została przyjęta właśnie w czasie pogarszających się stosunków polsko- litewskich. Ten pomysł, który przypisuje się obecnie konserwatystom i liberałom, wypływał przy okazji każdej poprzedniej koalicji (nawet w czasach gdy w koalicji rządzącej była AWPL!) i raz po raz był gaszony w imię polsko-litewskiego, tak znienawidzonego przez narodowe środowiska po obu stronach granicy, „strategicznego partnerstwa”.

To prawda, że władze litewskie nie rozwiązały – mimo składanych obietnic – ani problemu pisowni imion i nazwisk, ani kwestii zwrotu ziemi, ale też w tych czy innych kwestiach sytuacja się nie pogarszała. Przeciwnie coraz lepsza stawała się opinia Litwinów o litewskich Polakach ergo wzrastały i szanse na spełnienie tych czy innych polskich postulatów. Aby osiągnąć porozumienie... trzeba rozmawiać. Banalne, trudne, ale prawdziwe. Naprawdę nie zmarnujmy historycznej szansy na polsko- litewskie porozumienie, nie wracajmy do czasów międzywojennych, spróbujmy naśladować Venclovę i Miłosza, a nie Orbana, Fico i Slotę.

 Kontakt z autorem: aleksradczenko@politykawschodnia.pl

 
Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale