3 obserwujących
25 notek
75k odsłon
  4019   0

Ustawa Wilczka, czyli szczęki z bazaru

Bazar i hale targowe pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, rok 1994. Fot. PAP
Bazar i hale targowe pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, rok 1994. Fot. PAP

Fakt: przed, przy czy po Okrągłym Stole proponował m.in. zamknięcie 15 kopalń na Śląsku plus wałbrzyskich (górników chciał przenieść do pozostałych kopalń, dzięki czemu miała się skończyć praca w niedzielę; strajkujący odmówili) i Stoczni Gdańskiej im. Lenina, kolebki „Solidarności” (zaprotestowali Sowieci, Wilczek do końca żałował, uznając, że „nic nie była warta”).


Mieczysław Wilczek, PRL
Minister przemysłu PRL Mieczysław Wilczek, Stocznia Gdańska, 1989. Fot. PAP 


Jego ustawa rozpoczęła więc przemiany mentalne „ludzi PRL-u”. Pozostawiała jednak wymóg uzyskania koncesji na działalność gospodarczą w 11 dziedzinach: wydobycie kopalin podlegających prawu; przetwórstwa i obrót metalami i kamieniami szlachetnymi oraz materiałami wybuchowymi, bronią i amunicją; prowadzenia aptek, wytwarzania środków farmaceutycznych, odurzających i psychotropowych, artykułów sanitarnych oraz substancji trujących, a także wyrobów tytoniowych oraz wódek i procesów dotyczących spirytusu; transportu morskiego i lotniczego; obrotu z zagranicą towarami i usługami określonymi w drodze rozporządzenia oraz dobrami kultury powstałymi przed 9 maja 1945 r.; usług ochrony osób i mienia, detektywistycznych oraz w sprawach paszportowych.

Co rzecz jasna miało też złe strony – koncesjonowała niektóre biznesy jakby dla spółek nomenklaturowych, prowadzących nie do końca czyste interesy, uwłaszczających się na majątku państwowym. Przykładem był wykwit agencji ochrony byłych pracowników resortów siłowych.

Wyparci przez hipermarkety

Pomijając to, ustawa szła drogą uproszczeń i wolności. Jednak dość szybko liczba działalności koncesjonowanej zaczęła rosnąć, ostatecznie z 11 do 24 dziedzin.

Pierwotnie ustawa Wilczka składała się też z zaledwie 54 artykułów. – Potwierdza tezę, że małe jest piękne. Dało polskiej przedsiębiorczości i polskiej gospodarce takiego kopa, że dzisiejsze wielostronicowe kolejne nowelizacje ustawy o wolności gospodarczej nie dorastają jej do pięt. Może dlatego, że wolność mają tylko w tytule, ale nie w zawartości – oceniał dziennikarz ekonomiczny Adam Sofuł.

Ustawę zmieniano aż 40 razy, a pierwsza większa nowelizacja powstała już w ósmym miesiącu rządów Mazowieckiego – 6 kwietnia 1990 r. Druga duża nowela miała miejsce za gabinetu liberała Jana Krzysztofa Bieleckiego w 1991 roku, a trzecia – w 1996 r., w czasach władzy pospezetpeerowskiej lewicy. Większość zmian prowadziła do ograniczenia wolności gospodarczej.

– Później było już tylko gorzej: kolejne regulacje, ograniczenia, koncesje, zezwolenia w myśl typowej raczej dla komunizmu, a nie budowanego rzekomo kapitalizmu, zasady postępowania z prywaciarzami: trzeba ich tolerować, ale należy trzymać krótko – oceniał Robert Gwiazdowski, od 2014 przewodniczący Rady Centrum im. Adama Smitha, który był prezydentem tego instytutu działającego na rzecz wolnego rynku w 2008 r., kiedy uhonorował on Wilczka tytułem „Jego Przedsiębiorczości”.

Jego zdaniem, zamiast zadbać o ściganie zarabiających nielegalnie i z układami biznesowo-politycznymi, po prostu zaczęto niszczyć liberalną ustawę Wilczka i wprowadzać utrudnienia dla uczciwych przedsiębiorców.

– To do tej pory niedościgniony wzór ustawy, dającej najwięcej wolności gospodarczej polskim przedsiębiorcom – oceniał obecny szef Centrum Andrzej Sadowski.

Z biegiem czasu władza zaczęła sobie zdawać sprawę, że nie jest w stanie kontrolować handlu stolikowego, ergo – ksiąg podatkowych. Zaczęto ograniczać możliwość sprzedaży ulicznej w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach, policjanci coraz bardziej to egzekwowali. Celnicy stawali się coraz skrupulatniejsi. Bazary wypychano poza centrum, ten spod PKiN – po latach prób i ograniczania pod różnymi pretekstami, w końcu zlikwidowano. Jarmark Europa wytrzymał najdłużej, ale dziś też na jego miejscu stoi Stadion Narodowy.

W dobie kapitalizmu i globalnych sieci handlowych biznesmenom szczękowym coraz trudniej było konkurować z hipermarketami i centrami handlu. To ostatecznie ich dobiło – zostały tylko mniejsze bazary między osiedlami, też raz po raz straszone, że zostaną zamknięte.

Co ciekawe, sam Wilczek w gospodarce rynkowej gorzej sobie radził – wiele razy wymieniany na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”, współwłaściciel m.in. firm futrzarskich, w końcu wszystko stracił. Pytany przez „Gazetę”, gdzie popełnił błąd, odpowiedział: – Po pierwsze, chyba byłem już zmęczony. Po wyjściu z rządu miałem już 60 lat. A poza tym nie należało w okresie, kiedy była tak wysoka inflacja, budować firmy z tak małym udziałem własnym, zwłaszcza wobec nieżyczliwych banków. W dodatku moje zakłady nastawione były na handel ze Wschodem, a tam nastąpiło załamanie. Nie przewidziałem tego.

Ustawa Wilczka w momencie uchwalania miała tylko 5 stron i 54 artykuły. Symbolicznie zamknęła burzliwą dekadę przemian gospodarczo-ustrojowych – obowiązywała do 31 grudnia 2000 r. i tego dnia, gdy wygasała, miała tych stron już 19.

1 stycznia 2001 r. zastąpiła ją ustawą – Prawo działalności gospodarczej, przygotowana przez rząd Jerzego Buzka.

BW


Polecamy poprzednie teksty o historii polskiej przedsiębiorczości:

Dlaczego Wokulski nie jest naszym bohaterem?

Polski Dior, czyli Herse i Bracia Jabłkowscy

Polska ma najstarszy zakład przemysłowy w Europie

My też mieliśmy swojego Rockefellera

Gospodarcze cuda ministra Kwiatkowskiego

Prywatny biznes w PRL był zalążkiem wolnego rynku III RP



Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka