3 obserwujących
25 notek
75k odsłon
  4211   0

Polski sen, czyli od nauczyciela do milionera

Marian Dąbrowski, rok 1926. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Marian Dąbrowski, rok 1926. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Po zamknięciu „Tajnego Detektywa” stworzył ekskluzywny tygodnik dla elit finansowych i wyższych sfer – „As”. Był drogi, wyśmiewany za infantylizm, ale sprzedawał się w 50-60 tysiącach egzemplarzy.

„Stał się prekursorem na rynku, jeśli chodzi o tworzenie magazynów tematycznych, także prasy kobiecej, był też znakomitym dziennikarzem, miał świetny instynkt i »nosa« do dobrych tekstów i dobrych autorów. Politycznie lawirował tak, aby zwiększyć potęgę swojego wydawnictwa, nigdy jednak nie zwalniał pracowników ze względów politycznych. Dosłownie z niczego stworzył najpotężniejszy koncern pasowy przedwojennej Polski i jeden z największych w ówczesnej Europie, ale przede wszystkim był wyśmienitym przedsiębiorcą i to bez formalnego wykształcenia w tej dziedzinie; dzisiaj takich ludzi nazywa się »self-made man«” – pisało o nim Muzeum Historii Polski.

Nadał charakter Krążownikowi Wielopole

Tak, Marian Dąbrowski miał biznesową intuicję. Podglądał konkurencję i tak trafił w Wiedniu na maszyny drukarskie nowej generacji, produkowane na amerykańskiej licencji. Musiał tam przez kilka lat drukować częściowo kolorowy i bogato ilustrowany tygodnik „Światowid”, który miał wysokiej jakości zdjęcia i wyprzedzał edytorsko swoje czasy, więc jego wymaganiom nie była w stanie sprostać żadna drukarnia w Polsce. Wydawca zdecydował więc, że musi mieć to co najnowocześniejsze. Kupił urządzenia i sprowadził z Austrii specjalistów, by zaczęli druk i nauczyli Polaków obsługi maszyn.

Lubił się chlubić swoją nowoczesną drukarnią i redakcją, więc znalazł dla wydawnictwa godną oprawę – okazały gmach niedaleko Rynku Głównego. Przez lata tułało się po Krakowie, zdążyło zmienić kilka adresów (początkowo mieściło się w Pałacu Spiskim przy Rynku Głównym, w sali obecnej restauracji Hawełka, potem w drukarni braci Koziańskich przy ul. Karmelickiej 16, następnie w Drukarni Narodowej przy ul. Wolskiej – teraz Piłsudskiego), by ostatecznie przenieść się z trzypiętrowej oficyny przy ul. Basztowej 18 do pięciopiętrowego budynku na tzw. Psiej górce, przy ul. Wielopole 1. Gmach ten zaprojektowali i zbudowali w 1920 r. znani architekci – Tadeusz Stryjeński i Franciszek Mączyński – dla grupy finansistów, którzy chcieli otworzyć dom handlowy. „Bazar Polski” jednak w 1924 r zbankrutował – i tu znów wchodzi, ze swym wyczuciem biznesowym, Marian Dąbrowski. To była dostatecznie reprezentacyjna i dostojna siedziba dla rozwijającego się i wpływowego imperium.


prasa przedwojenna w Polsce
Pałac Prasy w Krakowie, lata 30. XX wieku.


Budynek zyskał nową nazwę: Pałac Prasy. A jego przeznaczenie tak się utrwaliło, że nawet w czasie zawieruchy wojennej i latach komunizmu pełnił tę samą rolę: Niemcy ulokowali tu redakcje swoich „gadzinówek”, w tym „Gońca Krakowskiego”, a w 1945 r. tu tworzono „Dziennik Krakowski”, przemianowany potem na „Dziennik Polski”. Wprowadziło się tutaj wiele innych gazet lokalnych, z których ostatnia, właśnie „DP”, opuściła gmach w październiku 2011 roku. Dziś to po prostu biurowiec.

Ale w latach 20. i 30. koncern Dąbrowskiego pracował prawie całą dobę. Magnat prasowy ściągnął do nowej siedziby redakcje wszystkich swoich tytułów. Wydawał masowe pisma popularne, na ogół o charakterze sensacyjnym: poza „IKC” od 1926 r. dziennik „Tempo Dnia” (do tej popołudniówki trafiały często teksty zrzucane z „Ikaca”; .nakład łączny obu to ok. 240 tys. egz.) oraz tygodniki – innowacyjny „Światowid”, podróżniczo-naukowy „Na szerokim świecie”, sportowy „Raz, dwa, trzy”, satyryczny „Wróble na dachu”, wspomniane „As” i „Tajny Detektyw” (nakład łączny 200 tys. egz.).

W każdym razie wiecznie żyjące, oświetlone wieczorami gmaszysko Pałacu Prasy, stojące u zbiegu dwóch trajektorii, które łączą się pod ostrym kątem, wyglądało jak okręt prujący ulicę niczym fale. Stąd wziął się jego przydomek „Krążownik Wielopole” – monografię pod tym tytułem napisał o nim Olgierd Jędrzejczyk.

W nocy przez te okna można było podziwiać nowoczesne najnowocześniejsze w Polsce maszyny (dwie jedyne i największe w kraju, drukujące 50 tys. egzemplarzy 16-stronicowego dziennika na godzinę) i podpatrywać drukarzy składających nowy numer gazety, a nad ranem spod wydawnictwa ruszały ciężarówki rozwożące pisma dla gazeciarzy na dworcu kolejowym i do innych punktów sprzedaży.

Elektryczna tablica z newsami

Planowano, pisano, drukowano i przyjmowano tu gości. Ogrom wspomnianych na wstępie zdjęć w NAC to właśnie grupowe i pojedyncze fotografie znamienitych gości – polityków, artystów, mistrzów sportu, noblistów, wojskowych, ale też prostych ludzi, jak choćby łemkowscy muzycy czy nowożeńcy – pozujących na dachu Pałacu Prasy, z którego rozciągał się niezwykły widok na Stare Miasto. Dostąpić wejścia na niego, to było coś. Koncern zresztą doczekał się znamienitych fotoreporterów i na bazie „Światowida” stworzył agencję fotograficzną, która szybko została głównym dostawcą fotografii z Polski dla prasy rodzimej i zagranicznej.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka