6 obserwujących
19 notek
38k odsłon
  233   1

Warszawo! Oddaj Ślązakom ich Chrąsty!

Strój śląski, Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna
Strój śląski, Narodowe Archiwum Cyfrowe, domena publiczna

Warszawo! Oddaj Ślązakom ich Chrąsty!

A było to tak: Po II wojnie światowej wymyślono, że wszystkie miejscowości na ziemiach przyłączonych do Polski będą miały nazwy brzmiąco swojsko. Oj nie! Nie dla ich mieszkańców, ale dla Warszawy.

"Zaś byli Chrąsty.

Za cesourza padali Chrąsty, a pisali Chronstow;

Za Fryca padali Chrąsty, a pisali Chronstau;

Za Hitlera padali Chrąsty, a pisali Kranst;

Po froncie padali Chrąsty, a pisali Chrąst!

Za pierwszego wójta polskiego padali Chrąsty, a pisali Chrząsty;

Za drugiego wójta polskiego padali Chrąsty, a pisali Chrząstowice;

Ale ludziska tu dalej szwandrować bandą Chrąsty –

I smolą na wszyckie przekrącenia i zmiany!"

W okresie międzywojennym Stefan Żeromski miał poczucie własnej wyjątkowej misji, za którą poczytywał pilną obronę Pomorza - tej „odwiecznej twierdzy” Kaszubów - przed „zalewem germanizmu”. Motywem przewodnim opublikowanej w 1922 roku jego powieści „Wiatr od morza" stała się odwieczna walka Kaszubów o zachowanie swej kulturowej tożsamości. Obrona przed germańskim naporem stał się jakby osią, wokół której rozwijają się wątki powieści Żeromskiego. Pisze on w niej o odradzaniu się państwowości polskiej i o powrocie Kaszubszczyzny „do macierzy”. To hasło "macierzy" dobitnie zdaje się sugerować, że bez tej "macierzy" Ślązak, Kaszub czy Mazur to sierota, której trzeba podać rękę. Chyba najdobitniej Żeromski to poczucie patriotycznej misji wyraził w swojej ówczesnej odezwie do społeczeństwa, która głosiła: „Port w Gdyni jest jednym z najżywotniejszych przedsięwzięć nowoczesnej Polski, a jego budowa pierwszorzędną jej potrzebą. Są to drzwi do świata, a zarazem ostatnia twierdza obronna od zagłady dla Kaszubów, Mazurów, Kabatów, Kociewiaków, Warmiaków. Jeżeli to dzieło nie będzie szybkie, pilne i doskonale wykonane, zatrzasną się przed naszą całością i przed naszą przyszłą potęgą te drzwi (...)”. Cóż, Mazurom i Warmiakom było jednak z tą "przyszłą potęgą" chyba nie po drodze - po wojnie z bólem serca opuścili swą ojczyznę jezior, moczarów i tataraku udając sie do Niemiec.

image
Narodowe Archiwum Cyfrowe, domenta publiczna

Drugim gigantem polskiej literatury był przed wojną Melchior Wańkowicz, którego międzywojennym bestsellerem stał się cykl reportaży p.t. "Na tropach Smętka". On również sławił twardy, broniący się przed germanizacją lud, którym w tym przypadku byli Mazurzy i Warmiacy. W roku 1930 powstała ekranizacja "Wiatru od morza" z gwiazdorską obsadą Eugeniusza Bodo i Adama Bronisza. Magazyn „Słońce” tak pisał wówczas o tym filmie: „Żeromski położył w swoim dziele główny nacisk na historiozoficzną jego stronę (…) że panowanie Prusaków na Pomorzu mogło być i było krótkim epizodem, zlikwidowanym po prostu przez taki czy owaki splot wydarzeń, bo ziemia, bo lud, bo niebo, morze i lasy nie przestały ani przez chwilę być polskimi.” Brzmi fajnie, ale jakoś w tym pięknym, rdzennie polskim krajobrazie, chyba zabrakło miejsca dla Kaszubów i Kociewiaków o których z ojcowską troską pisał autor "Wiatru od morza". 

image
Fotos z filmu "Wiatr od morza" 1930. Filmoteka Narodowa

Jak piszą Monika Choroś i Łucja Jarczak z Instytutu Śląskiego: "Przyswajanie i wymiana obcych nazw jest zjawiskiem normalnym i powszechnym w kontaktach międzyjęzykowych. W XX w. jednak tendencje do administracyjnej kodyfikacji nazewnictwa przekształciły się w przymus prawny i oficjalny, nabrały akcentów politycznych, stając się narzędziem świadomej asymilacji mniejszości etnicznych, rugowania ich języka oraz zacierania obrazu przeszłości historycznej".

Chyba ostatnią próbą takiej arbitralnej zmiany nazw po II wojnie światowej, nazw które nie brzmiały wystarczająco „polsko”, była decyzje z lat 70-tych i 80-tych XX wieku o zmianie nazw części miejscowości Lubelszczyzny, Bieszczad i Beskidu Niskiego. Tym razem jednak doszło do wielu protestów. Wśród osób krytycznych wobec tej bezdusznej decyzji administracyjnej, znalazł się sam Jarosław Iwaszkiewicz. W swoim artykule w „Twórczości” pisał on: "Rozumiem dokładnie, że zmieniono nazwę wsi Mordownia na wieś Spokojna, nawet zastanowiwszy się, pojmuję dlaczego wieś Przychojna zmieniono na nazwę Jodłówka... Ale dlaczego nazwę Czystohorb zmieniono na nazwę Górna Wieś, jaka jest różnica między nazwą Jahorika a nazwą Jasień? Chrzestni rodzice wyraźnie prześladują literę 'h'. Dlaczego? Dlaczego zmienia się przepiękne Liskowate na banalne Lisówek? W ogóle osoby, które dość długo obmyślały (kto?) te odmiany, nie lękały się największych banałów i pospolitości prawdziwie gigantycznych rozmiarów. Przy czym fantazja ich była dość uboga.” Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich otwarcie krytykowało brutalne, nacjonalistyczne ingerencje w utrwalonym wielowiekową tradycją historycznym nazewnictwie, którego dopuściły się władze PRL. Andrzej Wielocha pisał w "Zeszycie Przewodnickim" (nr 2/1980): "Jest to zbrodnia dokonana na historii i kulturze narodu. (...) Nagle, jednym pociągnięciem pióra, jedną niedoważoną decyzją, bez pytania, bez wyjaśnienia zostaje to zmienione jak znoszone rękawiczki. (..) Przecież to tak, jak byśmy palili książki tylko dlatego, że nazwiska ich autorów brzmią za mało swojsko".

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale