Głos rozsądku w Twoim domu
O łaskę detoxu dla wciąż błądzących, prosimy Cię, Panie... bo w życiu, jak i w polityce, nie ma przypadków - są tylko znaki ... ale niestety - w dużej mierze - "oczy ich nadal nie widzą, a uszy nie słyszą..."
50 obserwujących
324 notki
415k odsłon
  683   0

PIS skutecznie zastraszono uśmiercając nam resztki demokracji

Oto mamy kolejne „wybory” z jaskrawym fałszowaniem wyników. Tym razem „popisano się” w Opatowie podając tam frekwencję kilka razy wyższą niż w pozostałych obwodach oraz ogłaszając „zwycięstwo” kandydata, który przegrał wszędzie indziej.

Jak zwykle wyniki fałszowano na niekorzyść Prawa i Sprawiedliwości, i jak zwykle PIS nic z tym nie zrobi.

Czy to może być sprawą przypadku?

Już w 2010 roku Jarosław Kaczyński robił wszystko, żeby tylko nie wygrać z Bronisławem Komorowskim, prowadząc niezwykle niemrawą kampanię wyborczą – by w końcu potulnie zaakceptować wynik „wyborów”. W noc wyborczą wyraźnie prowadził, ale rankiem następnego dnia serwery dały „zwycięstwo” Komorowskiemu. A premier Kaczyński odetchnął z ulgą. Być może stanowisko prezydenta po prostu kolidowało z Jego planami politycznymi?

Ale sytuacja powtórzyła się przy kolejnych wyborach. PIS mając duże szanse ciągle przegrywał, a dowodów na masowe fałszerstwa przybywało – jak nagłaśnianie ewidetnie fałszywych sondaży, jak wypełnione karty do głosowania w bagażniku samochodu lokalnego komendanta policji, jak worki z głosami na PIS znajdowane na śmietniku, jak dziwnie zawyżona frekwencja w niektórych obwodach, czy wreszcie setki tysięcy głosów „nieważnych”, fałszowanych postawieniem dodatkowego krzyżyka.

I dziwnym trafem zawsze pokrzydzony był PIS, który jednak grzecznie godził się z wynikami wyraźnie ustawionych "wyborów”, protestując jedynie pro forma.

W ludziach się zagotowało i sami zaczęli kontrolować proces wyborczy, zgłaszając się do pracy w komisjach wyborczych, fotografując wywieszone protokoły, czy wreszcie podliczając cząstkowe wyniki na własną rękę. A wszystko to przy zadziwiającej obojętności i braku wsparcia ze strony najbardziej zainteresowanych – czyli aparatu partyjnego Prawa i Sprawiedliwości.

Czyżby PIS naprawdę nie chciał wygrać?

Niektórzy sądzą, że „pisiory” pasożytując na państwie uwiły sobie wygodne gniazdka "na zapleczu", tylko udając opozycję gotową do przejęcia władzy. Ale jak wiadomo, każdy sądzi innych według siebie...

A ludzie jednak idą do polityki głównie po to, żeby zmieniać to, z czym sią nie zgadzają i poprawiać to, co jest ich zdaniem niedoskonałe. A „pisowcy” nie -  naraz uznali, że najlepiej im będzie daleko od władzy, a wymuszona bezsilność bardzo im odpowiada. Toż to fenomen w skali światowej...

Uważam, że lekcję smoleńską Prawo i Sprawiedliwość odrobiło bardzo dobrze.

Jeśli jeszcze raz zagrozicie planom Grupy Trzymającej Władzę – to was też pozabijamy.

Jarosława Kaczyńskiego wszak tylko przez przypadek zabrakło na pokładzie tupolewa. Od tego czasu ma imponującą ochronę. Ale partia nie jest w stanie ochronić wszystkich działaczy – i żeby postawić kropkę nad "i" – wysłano zamachowca do łódzkiego biura.

W ten sposób wyeliminowano z gry obóz patriotyczny w Polsce.

Trzeba jednak przyznać, że jesteśmy jednym z najbardziej inteligentnych narodów świata. Skoro wybory są farsą – to po prostu nie bierzemy w tym udziału.

Nie przez przypadek jeszcze w czerwcu 1989 roku – w pierwszych „wolnych” wyborach – głosowało jedynie 62 %. Skoro komunistyczna nomenklatura dalej miała mieć większość w sejmie?

A później to było już tylko gorzej...

I dlatego może dziś Polską rządzić koalicja mająca faktyczne poparcie ok. 12 % mieszkańców kraju. A demokracja to przecież "rządy większości" ... tylko pogratulować specom z Łubianki.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale