Prognozy i uwagi "Docenta"
O łaskę detoxu dla nadal błądzących, prosimy Cię, Panie... bo w życiu, jak i w polityce, nie ma przypadków - są tylko znaki ...
39 obserwujących
295 notek
377k odsłon
507 odsłon

„Titanic 1912” i „Smoleńsk 2010” – podobna myśl, ta sama ręka…?

Wykop Skomentuj5

Dzisiaj to możemy być pewni tylko jednego – im więcej wydaje się nam, że wiemy na jakiś temat – dzięki potędze mediów systematycznie wtłaczających nam pewną ściśle określoną i przykrojoną wersję do głowy – tym bardziej oddalamy się od faktycznej, obiektywnej prawdy…

Bo nawet tego nie podejrzewając, w gruncie rzeczy raz za razem dostajemy jedynie starannie wyselekcjonowany, gruntownie przefiltrowany i stosownie ufryzowany przekaz. A im więcej pudeł rezonansowych go powtarza, tym większa dezinformacja. 

1. „TITANIC 1912” 

„Wszyscy wiemy, jak było”

– olbrzymi (największy na świecie),

należący do najbogatszego wówczas człowieka J.P. Morgana (takiego "Sorosa" epoki)

luksusowy (bilet I. klasy kosztował 3100 dolarów – czyli 123 tys. dzisiejszych dolarów),

i „praktycznie niezatapialny”  liniowiec,

podczas swej dziewiczej podróży wpada na górę lodową i niespodziewanie tonie, prawda?  

Szokujące? Bo to miał być najwspanialszy statek, „którego nawet sam Pan Bóg nie byłby w stanie zatopić”.  

Pomnik ludzkiej pychy i arogancji, „zbyt duży i ważny, by zawieść” („too big to fail”) – najwspanialszy twór ludzkiego (brytyjskiego!!!) geniuszu i szczytowe osiągnięcie techniczne „La Belle Epoque”… 

Ale nawet podstawowy „znany wszystkim”  fakt, czyli ikoniczny obraz tonącego „Titanica”  z zadartą rufą i nagle się przełamującego – nie jest prawdą, bo w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie – „Titanic”  najpierw się niespodziewanie przełamał, gdy rufa jeszcze praktycznie była na powierzchni, i dlatego zatonął = >  Pułapka na Titanicu

image  

Bo jakaś niepokojąca i niewytłumaczalna słabość kryła się w jego wnętrzu - co raczej nie było efektem wad konstrukcyjnych ani przesadnych oszczędności na materiałach - i najprawdopodobniej nie przetrwałby on pierwszego porządnego sztormu – DLACZEGO? 

A może katastrofa „Titanica”

choć to wydaje się przekraczać naszą zdolność pojmowania

- po prostu BYŁA ZAARANŻOWANA i statek MIAŁ ZATONĄĆ na środku Atlantyku? 

Bo wygląda na to, że opowieść o ostatnich chwilach „Titanica”  została przedstawiona opinii publicznej zgodnie z opisem fikcyjnej katastrofy morskiej opublikowanym wiele lat wcześniej.  

I wygląda na to, że KOGOŚ WAŻNEGO tamta opowieść b. zainteresowała i ...zainspirowała...  = > RMS Titanic

„W 1898 (czternaście lat przed katastrofą) mało znany angielski pisarz – Morgan Robertson wydał powieść pt. Futility („Daremność”; po katastrofie „Titanica” przypisywano jej nowy tytuł – The Wreck of Titan („Wrak Tytana”)), o fikcyjnym statku „Titan”.  

Powieściowy statek był dziwnym zbiegiem okoliczności największym, najnowocześniejszym i najbardziej luksusowym parowcem. Autor dokładnie opisał jego budowę, która zdumiewająco zgadza się z konstrukcją „Titanica” o tonażu 45 000 ton (wydania książki po 1912 r. zmieniły tę liczbę na 70 000).  

Podczas dziewiczej podróży przez Atlantyk, z Anglii do USA, w kwietniu powieściowy „Titan” zderzył się z górą lodową i zatonął niemal w tym samym miejscu co „Titanic” wraz z większością pasażerów, gdyż było zbyt mało łodzi ratunkowych.  

Rozbieżności między książką, a rzeczywistą katastrofą dotyczą m.in. sposobu uderzenia w górę i liczby ocalałych (tylko 13 w powieści).” 

Zgadzała się zbyt nieprawdopodobna wręcz ilość szczegółów – książkowy „Titan”  pruł wody Atlantyku z niemalże identyczną szybkością co "Titanic”,  brał na pokład niemalże identyczną ilość pasażerów itp. - trochę tu za dużo „zbiegu przypadków”,  jak na mój gust… I nie sądzę, że był to przejaw jasnowidzenia autora, bo podobne modus operandi zastosowano w kwestii „katastrofy pod Smoleńskiem”  sto lat później.  

Po prostu opisano światu (a prawdopodobnie także i zaaranżowano) katastrofę „Titanica inspirując się tą książką… A niedługo po katastrofie pojawił się też dobrze nam znany „seryjny samobójca smoleński” -  = > Zgony już po katastrofie - i dokonał zniknięcia samego Robertsona (najprawdopodobniej poprzez  otrucie). 

A „Titanica” – tak na wszelki wypadek? – to dodatkowo wysłano w rejs z pożarem buzującym w magazynach węgla pod pokładem…

 image

A dodatkowo biorąc pod uwagę odczuwalny i zauważalny przez niektórych pasażerów fakt lekkiego skrzywienia statku na lewą burtę; statku, który dopiero co miał opuścić stocznię…??? 

A popkultura utrwaliła w naszej świadomości wyjątkowość i niepowtarzalność „Titanica”,

starannie przy tym przemilczając samo istnienie jego statków-bliźniaków.

Bo tak z ręką na sercu – ilu spośród nas ma świadomość, że tak wychwalany i powszechnie obcmokiwany „Titanic" w gruncie rzeczy nie był niczym szczególnym, ponieważ jego b-l-i-ź-n-i-a-c-z-y statek –„Olympic”  – został zwodowany wcześniej i już odbywał regularne rejsy między Europą i Ameryką? I że owe giganty mórz po prostu nazywano wtedy „Olympic class steamers”? 

Tak, tak, "Titanic”  wcale nie był jedynym w swoim rodzaju, wyjątkowym „statkiem marzeń” – bo był tylko jednym z trojaczków firmy White Star Line – bo oprócz „Olympica”  wchodził do tego grona jeszcze bliźniaczy Britannic” , zwodowany już po katastrofie.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale