Prognozy i uwagi "Docenta"
O łaskę detoxu dla nadal błądzących, prosimy Cię, Panie... bo w życiu, jak i w polityce, nie ma przypadków - są tylko znaki ...
39 obserwujących
295 notek
378k odsłon
210 odsłon

Odbieramy emigrantom prawo głosu w Polsce?

Wykop Skomentuj26

image

Pojawiają się czasem głosy, że polonusi mieszkający za granicą na stałe (lecz dysponujący nadal polskim obywatelstwem), jak i osoby z kraju przebywające tam czasowo na przedłużającej się emigracji zarobkowej - nie powinni mieć prawa głosowania w polskich wyborach – no, chyba, że osoby te płacą podatek dochodowy albo co najmniej podatek gruntowy w kraju. 

No bo co oni tam mogą wiedzieć o bolączkach rodaków żyjących w kraju? 

Pomijając już samą absurdalność takiej niekonstytucyjnej dyskryminacji (bo prawo wyborcze m.in. jest „powszechne” – czyli organizuje się komisje wyborcze niezależnie od liczby wyborców ani spodziewanej frekwencji - nawet w instytucjach zamkniętych, typu zakład karny, statek handlowy, czy placówka badawcza zagranicą) - to wprowadzanie jakichkolwiek kryteriów różnicujących wyborców jest równią pochyłą, cofającą nas prosto do początków XIX wieku. 

No, bo gdzie się wtedy zatrzymać…? 

  • „Jeden wyborca – jeden głos”? („No bo jak tu zrównywać profesora z menelem spod budki z piwem…?”) 
  • „Tylko podatnicy mogą głosować?” 
  • „Tylko mężczyźni?” 
  • „Tylko kobiety?” 
  • „Tylko dzieci i młodzież?” 
  • „Zabrać prawo głosu emerytom?” 

Itd. 

Bo choć analizy i racje indywidualnych wyborców to raczej nikomu nie zaimponują, to jednak emanacja zbiorowej woli i mądrości narodu pod postacią parlamentu zwykle dość dobrze odzwierciedla jego preferencje oraz aktualny stan świadomości, bo "ogół zwykle zbytnio nie wie czego chce, ale doskonale wie, czego nie chce"...                                   

image

I dlatego każdy obywatel polski ma prawa wyborcze – koniec, kropka. 

A w dodatku ten przebywający lub mieszkający zagranicą musi zdobyć się na ekstra wysiłek, jeśli chce z nich skorzystać – bo musi się ekstra rejestrować przed każdymi wyborami oraz zwykle ma do pokonania spory dystans do lokalu wyborczego, gdzie nierzadko musi odstać swoje w niebywałych, czasem i kilkugodzinnych kolejkach.

I może, w takiej sytuacji, jego głos powinien liczyć się podwójnie? Albo i potrójnie… ???  ;-) 

image

Bardziej szczegółowe zagraniczne wyniki tegorocznych wyborów sejmowych = > Głos Polonii

Można tam sobie kliknąć w mapkę i dotrzeć w ten sposób do każdej, nawet najmniejszej komisji wyborczej. 

A emigranci mogą głosować jedynie w okręgu Warszawa Sródmieście - stąd wynik zawsze jest przesądzony, bo to przecież bastion platformersko-lewicowy. I pewnie dlatego wielu emigrantów z góry "odpuszcza sobie"  udział we wszelkich wyborach sejmowych...

A i frekwencja, jak zawsze, nie powala i tym razem - ledwie ponad 314 tysięcy głosujących na całym świecie. 

I POKO wygrywa tam ze Zjednoczoną Prawicą – 39 do 25 procent. 

„Europa”  generalnie dla platformersów, ale „Ameryka”   da PIS-u. Dlaczego? 

Pokuszę się o własną interpretację. 

Otóż wydaje mi się, że emigranci zwykle głosują (jak już zdecydują się głosować – a nie wiemy, czy ich głosy są reprezentatywne dla całej polonijnej populacji w danym kraju – bo z uwagi na wspomniane utrudnienia są to osoby wyjątkowo zdeterminowane i zmotywowane) podobnie jakby głosowali w kraju. 

W „Europie”  to głównie osiedlają się oraz wyjeżdżają do pracy zarobkowej osoby z większych miast oraz z północno-zachodniej Polski – mateczników Platformy? 

W „Ameryce”  dominują natomiast osoby z Małopolski i Podkarpacia – czyli bastionów PIS-u? 

I odzwierciedleniem tych trendów są wyniki wyborów? 

Ponadto do wyborów zagranicą (podobnie jak i w kraju) idą tylko ci najbardziej zmotywowani i świadomi wagi swego głosu - np. w rekordowej słoikowo-lemingowej gminie z aspiracjami, czyli w warszawskim Wilanowie - mamy 85% frekwencji i miażdżącą przewagę Platformy.

A w tradycyjnie "pisowskich bastionach" - lubelskim (58%), podkarpackim (58,5%), świętokrzyskim (57,7%), czy podlaskim (57%) - frekwencja wypadła poniżej ogólnokrajowej (61,7%), podczas gdy w większych miastach wyniosła ona 71,7%.

P.S. "Drobny szczegół" – dla milionowej rzeszy obywateli polskich w Wielkiej Brytanii zorganizowano aż 53 lokale wyborcze, a dla ponad 90-tysięcznej szwedzkiej Polonii – ledwie trzy, w tym aż dwa w Sztokholmie. 

A odległości w obydwu krajach są przecież nieporównywalne. 

I na Wyspach głosowało w sumie prawie 89 tysięcy osób, a w Szwecji nieco ponad 6 tysięcy. 

Co prawda ludzie z południowej Szwecji mogli się pofatygować do Kopenhagi w Danii (gdzie głosowało w sumie prawie 5 tysięcy osób – a „Lewica”  o mały włos nie wygrała tam z POKO – co chyba jest pokłosiem siły i liczebności kolejnego już pokolenia kręgów „emigracji marcowej”?) – ale to nadal dość męcząca, kosztowna i czasochłonna wyprawa. 

Te kwestie poruszano jeszcze przed wyborami = > Polacy w Malmö mają żal i problem

Zresztą „Lewica”  generalnie uzyskała zagranicą dużo lepszy wynik niż w kraju – prawie 21%.

O czym to świadczy? Mamy tam aż tylu peerelowskich beneficjentów (oraz ich potomków), którzy mogli emigrować przed ’89 rokiem i którym serce szybciej bije na widok Czarzastego? Czy aż tak wielu urzeczonych "postępowością"  i "europejskością"  Biedronia i Zandberga?

Bo w"Ameryce"   to już "Lewica"  raczej cienko przędła - ledwie 8% w Kanadzie i tylko 9% w USA - przy ponad 50-procentowym tryumfie PIS w obu krajach.

A jeśli chodzi o kwestię ogólnej dostępności lokali wyborczych, to dostrzegam tu niepokojący i dobrze wszystkim znany z kraju trend – skoro tak mało osób korzysta z bardzo niedogodnych rozwiązań, to jak im to jeszcze bardziej utrudnimy, to skorzysta z nich jeszcze mniej i wtedy będziemy spokojnie mogli taką „nikomu niepotrzebną działalność”  zlikwidować.  

I w całej Szwecji przy okazji następnych wyborów zorganizujemy np. tylko jeden punkt wyborczy w Sztokholmie? Bo to przecież jest wielkie miasto, mające do tego młody i wykształcony elektorat...? ;-)

Bo w roku 2015 zagranicą zwyciężyła Zjednoczona Prawica, więc w tym roku "geremkowska korporacja" w MSZ dała znowu o sobie znać...?

  • Myślę, że można by na próbę przetestować zagranicą głosowanie elektroniczne, z wykorzystaniem profilu zaufanego i stosownych zabezpieczeń.  
  • Albo przywrócić możliwość głosowania korespondencyjnego (a któż to podszepnął władzom jego likwidację?)?
  • A gdyby do tego stworzyć odrębny okręg wyborczy tylko dla Polonii, tak by jej głosy nie rozmywały się w postpeerelowsko-resortowym Sródmieściu Warszawy? Skoro mniejszość niemiecka ma prawo do własnego posła w sejmie...?

Ciekawe, jak by wpłynęło na frekwencję i wyniki? 

Bo głosy emigrantów - w wyniku całego szeregu okoliczności, na które nie mieli wpływu - mają dziś jedynie wymiar symboliczny – bo jest ich stosunkowo niewiele i rzadko mają przełożenia na wyniki - ale siłą narodu są przecież jego symbole oraz imponderabilia.

Dlatego nawet nie próbujmy odebrać im tego prawa… 

Bo mimo wszystkich praktycznych trudności, to w tym roku liczba wyborców zagranicą zwiększyła się proporcjonalnie bardziej, niż przyrost frekwencji w kraju (ze 175 tys. w roku 2015 do 314 tys. obecnie).

Rok 2015:

= > GŁOSY POLAKOW ZAGRANICA

Rok 2019: 

image




Wykop Skomentuj26
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale