56 obserwujących
39 notek
233k odsłony
348 odsłon

Ale kanał!

Wykop Skomentuj32

Doprawdy, trzeba mieć mózg o konsystencji sieczki, żeby autorowi bloga, korzystającemu z powierzchni na platformie blogowej, do tego posiadającej dział Rozmaitości/osobiste, stawiać zarzut, że publikuje coś, co kogoś - a wręcz nikogo - może nie interesować. Wolę nie czytać żadnych komentarzy pod moimi tekstami blogowymi, niż mieć do czynienia z takimi.

Tam, gdzie to jest możliwe (Blogger, YouTube) – wyłączam funkcje komentowania. Sama nie cierpię na nerwicę kompulsywno-komentatorską, i nie mam zamiaru pod swoimi tekstami tolerować wykwitów mózgów obciążonych tą formą choroby, przejawiającą się niepowstrzymaną koniecznością obszczekiwania lub obsikiwania napotykanych wypowiedzi internetowych, co z komentowaniem nie ma nic wspólnego.

Prawda jest brutalna. Jeśli miałabym pisać na tematy, które mogą interesować kogoś innego poza mną, proszę o: precyzyjne zlecenie, umowę o dzieło i kasę na stole. Oczywiście, o ile to zlecenie i ta kasa będą mnie interesować. A tak: piszę przede wszystkim dla siebie: o tym, o czym chcę. I publikuję swoje teksty w internecie: bo mam taką możliwość: i mam taką wolę. Lubię siebie w internecie poczytać. Zakładam, że kogoś moje teksty mogą również zainteresować. Więc dzielę się nimi publicznie. Za darmo. Więc reklamacji nie przyjmuję. Proste.

*

A teraz krótkie podsumowanie mojego dotychczasowego doświadczenia związanego z własnym kanałem na YouTube. Zaczęło się od tego, że poprosiłam znajomego studenta informatyki o poradę, z jakiej aplikacji służącej umieszczaniu w sieci nagrań głosowych mam skorzystać. Wymienił kilka, ale doradzał  serwis YT, jako najbardziej przyjazny dla laika. I tak się zaczęło.

Chodziło o zamieszczenie próbki bardzo charakterystycznej przedniojęzykowo-zębowej głoski [ł] w moim wykonaniu [Gładka gadka]. Okazało się, że aby to zrobić muszę założyć „kanał”. No i dałam się w ten kanał wpuścić. To znaczy: żeby nie ograniczać się do jednego postu na czymś, co już z samej nazwy zakłada pewną ciągłość, postanowiłam nagrać autorskie wykonania kilku innych tekstów z mojej blogerskiej przeszłości. I tak na moim koncie/kanale na YT pojawiła się tak zwana „playlista” pod nazwą [opowiastki z bloga – audio.próby].

Jak sama nazwa wskazuje, traktuję je jako próby, które być może nie będą miały dalszego ciągu, jako że samo opanowanie obsługi YT nie wystarczy. Nagrań dokonywałam w najprostszy chałupniczy sposób – kamerką w smartfonie. Bez możliwości edycji nagrania, w tym jego cięcia, pozostaje ono dźwiękowo chropawe. Chciałam ściągnąć jeden z programów do nagrywania i edycji dźwięku, jednak ochrona mojego komputera zablokowała downloading, a z nią nie dyskutuję.

Przy okazji robienia nagrań miałam też okazję przekonać się, że moje gardło swoje najlepsze lata ma już za sobą. Więc: czy warto dodatkowo je przeciążać? Wystarczy, że siedzenie przed - czy leżenie pod - komputerem osłabia niemłody kręgosłup. Nie wykluczam, że czasami coś jeszcze nagram i opublikuję, ale nie planuję większej własnej aktywności na YT. Piszę o tym, jako wyjaśnienie wobec Komentatorów, którzy po mojej pierwszej audialnej próbie, okazali mi życzliwość i wsparcie, wyrażające się również subskrypcjami mojego małego kanaliku. Dzięki!

*

Skoro założyłam konto/kanał na YT, zebrałam tam również, a może przede wszystkim, trochę muzyki. Na kilku playlistach zapisałam utwory, które były inspiracją nadal prowadzonego przeze mnie cyklu notek około-muzycznych [chodzi mi po głowie], jak również te, które stanowiły ilustracje do niektórych tekstów z również nadal prowadzonego cyklu notek nie związanych bezpośrednio z muzyką [rzeczy nowe].

Obie wspomniane listy mają charakter dokumentacyjny i jako całość nie są zbyt interesujące. Ciekawe natomiast są playlisty z cyklu [nostalgia.mix], szczególnie pierwsza z nich. Uważam, że pod względem brzmieniowym utwory są na niej dobrane genialnie, co jest zasługą zarówno maszyny, jak i człowieka. YT podawał podpowiedzi, a ja z nich wybierałam kolejne utwory. Druga lista z serii już nie jest tak dobra, gdyż zawiodła maszyna, podsuwając mi zbyt dużo propozycji z utworzonej już listy pierwszej, co zakłócało proces płynnego doboru nagrań. A może jednak zawiódł człowiek, czyli ja, nie umiejąc odpowiednio tej maszyny zaprogramować? Nie wykluczam takiej możliwości. Przy okazji: bez pomocy maszyny być może nie przypomniałabym sobie, że czasami lubię również jazz, w tym załączony poniżej utwór, który świetnie wkomponował się w całość listy [nostalgia.mix 1]:




.

Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura