57 obserwujących
35 notek
249k odsłon
  276   0

Obrazki na wystawę. Poemat dydaktyczny (1/3)

- - -

W biurze prywatnej firmy, założonej przez Alicję na samym początku lat 1990-tych, zadzwonił kiedyś telefon. Sekretarka podniosła do ucha słuchawkę, w której odezwał się męski głos: - Czy to agencja? - Tak – zgodnie z prawdą odpowiedziała kobieta. - Czy macie własne pokoje? - zapytał dzwoniący. - Własnych sal nie mamy, ale wynajmujemy. - A co proponujecie? - pytał  dalej. - A jaka grupa wiekowa pana interesuje? - spytała sekretarka. - A jakie macie? - Mamy grupy 6-8 lat, 8-10 lat, 10-12... - Mężczyzna z przerażeniem przerwał wyliczanie: - Jaka to jest agencja? - Edukacyjna, prowadzimy kursy językowe – wyjaśniła sekretarka. - Aaa, to bardzo dobra agencja – wymamrotał i szybko odłożył słuchawkę.


GRUPA WIEKOWA 10-14


Osobiście Alicja przez pierwsze ćwierć wieku pracy zawodowej jak ognia unikała nauczania dzieci języka obcego, którego kiedyś sama trochę nauczyła się w ramach studiów filologicznych, a potem zarobkowo trochę uczyła innych przy różnych okazjach: młodzież w liceach, dorosłych na kursach, a w ramach indywidualnych prywatnych lekcji - i jednych, i drugich.  Cały czas sądziła, że dzieci uczyć nie potrafi, bo z dziećmi trzeba się bawić, a ona nie miała ochoty na jakieś językowe wygibasy. Kiedy Alicja miała już pół wieku życia za sobą, a przed sobą perspektywę emerytury, pewna osoba, która miała okazję poznać ją jako nauczyciela osób dorosłych, tak się uparła, że to właśnie Alicja ma prywatnie uczyć jej dziewięcioletnią córkę, i tak nieustępliwie przekonywała, że córka jest bardzo zdolną dziewczynką, aż Alicja, trochę dla świętego spokoju, zgodziła się. I tak rozpoczęła jedną z piękniejszych przygód dydaktycznych swojego życia.

Dziewczynka - nazwijmy ją Miłką - była bardzo miła, bardzo dobrze wychowana, bardzo inteligentna, i bardzo utalentowana – wielostronnie. I bardzo samotna wśród swoich mniej zdolnych, mniej kulturalnych, ale za to rozbrykanych, albo wręcz brutalnych rówieśników, którzy nie tylko nie dopuszczali jej do swojego grona, ale wręcz niszczyli. Już po paru pierwszych lekcjach Alicja zauważyła, że jej uczennica zaczyna traktować nauczycielkę, która mogłaby być jej babcią, jak przyjaciółkę. Jedyną. Lekcje angielskiego Miłka miała w szkole, więc na lekcjach prywatnych chodziło jedynie o porządkowanie wiedzy i dalsze rozwijanie sprawności językowych, co nie jest tak trudnym zadaniem, jak uczenie języka od podstaw. Emocjonalne przylgnięcie uczennicy do nauczycielki sprzyjało rozmowom od serca, więc rozwijanie sprawności mówienia w języku obcym nie stanowiło problemu – zawsze było o czym porozmawiać. W okolicach Dnia Dziecka Alicja co roku zapraszała swoją przyjaciółkę do kawiarni na lody czy ciastko.

Kiedy dziewczynka w wieku lat czternastu doskonale radziła już sobie sama z językiem angielskim, kiedy celująco zdała egzamin językowy na poziomie FCE i rozpoczęła naukę w bardzo dobrym liceum, Alicja uznała swoją misję za zakończoną i zaproponowała rodzicom ewentualne pomyślenie o konwersacjach dla córki z native speakerem, czyli rodzimym użytkownikiem języka angielskiego. Dawna uczennica jeszcze przez rok czy dwa od czasu do czasu dzwoniła do Alicji i zapraszała byłą nauczycielkę na spotkanie przy kawie czy herbacie. Rozmawiały wtedy jak zawsze od serca, jak zawsze po angielsku. Któregoś razu Alicja szczerze spytała szesnastolatkę, czy pamięta, że kiedyś, w swojej dziecięcej samotności, uczyniła z Alicji swoją powierniczkę. - Tak, pamiętam. - A jak jest teraz w kontaktach z rówieśnikami? - Teraz to ja wybieram sobie przyjaciół.

W taki sposób i ta misja Alicji skończyła się. Jej uczennica poszła dalej sama swoją dorosłą drogą, natomiast Alicja od tamtego czasu nie bała się przyjmować na prywatne lekcje uczniów w młodszych grupach wiekowych. Byli to uczniowie bardziej lub mniej uzdolnieni językowo, ale prawie zawsze ich nauczanie kończyło się sukcesem, czasami już po pierwszych kilku lekcjach, czego Alicja do dziś nie rozumie. Jak to możliwe, żeby pierwsze sukcesy językowe mierzone szkolnymi ocenami mogły przychodzić tak szybko po rozpoczęciu lekcji z nią, skoro ona nie robiła niczego specjalnego, poza tym, co konieczne.


KONKLUZJA


Niektórzy z jej uczniów w tej grupie wiekowej osiągnęli językowo tak dużo, jak Miłka. W paru przypadkach Alicji udało się wyciągnąć paru dziesięciolatków z nieprawdopodobnej psychicznej blokady na percepcję języka angielskiego, po czym po pięciu czy sześciu latach nabrali oni w nauce tempa rakiety, za którą Alicji trudno było nadążyć. W jednym z takich przypadków, który też stanowiłby materiał do pięknej życiowej i dydaktycznej opowiastki, Alicja po raz drugi sama zakończyła swoją misję, kierując uczennicę do nauczyciela o lepszej praktycznej znajomości nauczanego języka. I oto ostatnio, dwadzieścia lat po dydaktycznej przygodzie z Miłką, jeden z takich właśnie znajomych nauczycieli, a równocześnie jeden ze współpracowników Alicji w kiedyś prowadzonej przez nią agencji edukacyjnej, wymusił na niej przyjęcie na prywatne lekcje jego trzynastoletniej córki, która mogłaby niemal być jej prawnuczką, a która praktycznego angielskiego uczy się z powodzeniem od drugiego roku życia, i która jest w stanie swobodnie z ojcem rozmawiać w domu w tym języku - nie całkowicie bezbłędnie, ale pięknie płynnie. Przerażona Alicja starała się mu uświadomić, że nie jest leksykalnym orłem, że jest stara i chora, że ma coraz gorszą pamięć, że już zapomina słowa nawet w języku polskim. Argumenty nie były przyjmowane. Więc nie miała wyboru, jako że nie chciała definitywnie odmówić koledze, do którego czasami zwracała się z językowymi wątpliwościami. Po paru pierwszych lekcjach nauczycielka chwyciła, o co chodzi. Córka kolegi nie zawsze rozumiała na czym polegają popełniane przez nią - nieliczne - błędy gramatyczne, a z ojcem zdaje się nie chciała o tym rozmawiać. Spytała trzynastolatkę: - Nauczyłaś się  dobrze prowadzić samochód, a ja mam ci teraz w praktyce pokazać, jak ten samochód działa, żebyś sama umiała go w razie czego naprawić, tak? - Tak. - No to jedziemy. - Jeśli Alicji zdarzy się zapomnieć jakiegoś angielskiego słowa, dziewczynka – nazwijmy ją Martą – podpowie  je nauczycielce, i jadą dalej.


 Pozostałe części opowieści [Poemat dydaktyczny (2/3)] [Poemat dydaktyczny (3/3)]

Wcześniejsze notki w serii [Obrazki na wystawę]



.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura