wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
133 obserwujących
240 notek
621k odsłon
  4064   3

Gaude Mater Polonia. Jak długo jesteśmy?

A zatem skąd ten nieznany inwestor miał środki? Tu poszukałbym analogii, bo one nie zawsze prowadzą na manowce. Kiedy Polska, a raczej Rzeczpospolita stała się największą europejską potęgą, kiedy weszła w swój "złoty wiek"? Ano wtedy gdy stała się żywnościowym i surowcowym zapleczem kontynentu, który prowadził wielką ekspansję kolonialną. A więc w XVI w. Polskie zboże żywiło Europę. Czy wcześniej mogliśmy mieć do czynienia z podobną sytuacją? Mogliśmy bo wiek IX to okres wielkiej ekspansji ludów normańskich, siejących postrach wszędzie gdzie się pojawili, a więc w całym znanym i opisanym podówczas świecie. Dziwnym zbiegiem okoliczności, tereny im najbliższe, a więc południowe wybrzeże Bałtyku, pozostawały światem nieznanym. Dlaczego? Może dlatego, że komuś udało się je silnie zintegrować, tak aby przy wykorzystaniu naturalnego potencjału stać się gospodarczym zapleczem wypraw Wikingów? Jakiego potencjału? Głównie żywnościowego. Pływanie na wiosłowych łodziach, wspomaganych tylko siłą wiatru, a przy tym nieustanna walka z żywiołem i ludźmi wymagały wysokokalorycznego jedzenia, dającego się łatwo transportować. A do wykarmienia byli przecież też niewolnicy, których należało dostarczyć w dobrym stanie.

Jakie produkty nadawały się do takich wypraw? Głównie dwa - dobrze zakonserwowane mięso i miód. Kto mógł tego dostarczyć w odpowiedniej ilości, ten stawał się dla Wikingów atrakcyjnym partnerem handlowym. Skandynawia to uboga kraina. Jej populacja nawet teraz jest niska w porównaniu z Polską. Nie miała nawet minimalnego potencjału demograficznego aby rozsyłać drakkary po całym świecie i jeszcze mieć odpowiednią liczbę ludności zdolną do obsługi ich "logistycznego" zaplecza. Ale takim potencjałem dysponował ktoś, kto panował nad bezpośrednim sąsiedztwem Wolina. Dlaczego? Ogromne dębowe lasy dostarczały wielkiej ilości żołędzi, uniezależniających potencjalną hodowlę świń od kaprysów aury. Dąb to cierpliwe drzewo. Zawsze owocuje. Jeśli mamy wieprzowinę, to musimy ją też konserwować, aby wprowadzić na rynek - tu trzeba soli. Tej dostarcza Kruszwica. I być może Popiel i Popielidzi nieprzypadkowo mają przydomek od barwy solnej bryły, a Kruszwica staje się centrum opowieści Mistrza Wincentego. Może, a nawet na pewno walka o nadgoplańskie saliny wydarzyła się naprawdę, a jej zwycięzca przejął szlak handlowy do ujścia Odry i handlu z Wolinem? W jedną stronę szły solone mięso, miód, skóry, drewno, a w drugą to co zdobyto na wyprawach "długich łodzi", nie tylko zresztą Wikingów, ale też Ranów i innych Połabian? A w obydwie strony ludzie, o różnym statusie?

Aż się prosi o wspomnienie Lubomirskich, rodu, który doszedł do ogromnego majątku i potęgi tylko pobierając niewielki procent z eksploatacji wielickich żup. Czy  Piastowie nie mogli być takimi właśnie Lubomirskimi z Kruszwicy?

Pewnie nigdy się nie dowiemy jak się nazywali ci nasi "wcześni dziadowie", po których odziedziczyliśmy najpiękniejszy kraj na świecie, ale jestem przekonany, że byli absolutnie "nasi", i ze tak zostanie.


Lubię to! Skomentuj274 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura