wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
117 obserwujących
179 notek
451k odsłon
  14927   30

Jak uratować Żyda, czyli roszczenie o heroizm

Aż przyszedł rozkaz wysiedlenia kosowskich Żydów do getta w odległym o 10 km  w Sokołowie Podlaskim i nastał dzień ostateczny, dla społeczności miasteczka. Franciszek A. przezornie nie wychylał nosa z obejścia, ale zbrodnia przyszła po niego. W mundurze niemieckiej żandarmerii, w osobie jej miejscowego komendanta, bardzo sympatycznego pana w średnim wieku. Miał sprawę. Rodzina miejscowego lekarza, zabarykadowała się w swoim mieszkaniu i nie chciała wyjść. Niemcy potrzebowali kowala do wyłamania zamków. Mogli oczywiście te drzwi rozwalić sami, ale to i dyskomfort, i dyshonor. A zatem - kowal. Ten się ociągał, kombinował, wymawiał, dopóki sympatyczny Niemiec, poirytowany zbyt długim oczekiwaniem, nie strzelił mu z karabinu koło głowy. Takie ponaglenie poskutkowało. Wziął narzędzia i poszedł. Drzwi otworzył, a wrzask ludzi zza nich, zwłaszcza dzieci, prześladował Go do końca życia. Współsprawca. A przecież mógł pomóc.

Czy aby na pewno? Czy zdajemy sobie sprawę co to jest życie w systemie, w którym dobro, ludzki odruch, karany jest śmiercią? I to na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej, gdy grając własnym sumieniem, stawiamy na szalę życie najbliższych? Czy ktokolwiek z nas, w czasach gdy jakakolwiek bezinteresowność stała się synonimem umysłowej niesprawności, dobrodziejstwo wymaga medialnego wrzasku na cały kraj, wynoszącego dobrodzieja ponad wszystkich świętych, a o poświęceniu czegokolwiek mowy być nie może - czy zatem ktokolwiek z nas, ma prawo do jakiejkolwiek oceny tych, którzy żyli wtedy?

Możemy sprawę rozstrzygać w różnych płaszczyznach, ale nie możemy tworzyć konstrukcji roszczenia o bohaterstwo. Nie w ludzkim porządku. To nie nasza rola. Ludzie żyjący wtedy znaleźli się w sytuacji ekstremalnej, a w ocenie ich postaw nie możemy używać instrumentów i pojęć, przynależnych człowiekowi sytemu i bezpiecznemu. To niedorzeczność. Dlatego wojna, zwłaszcza podyktowana na warunkach niemieckich i sowieckich, nie poddaje się żadnym normom. Arsenał środków człowieka współczesnego , w ogóle nie pasuje do opisu tamtej rzeczywistości. Bo i zaprezentowanej w tamtych realiach najwyższej świętości i najwyższego poświęcenia, nie jesteśmy w stanie ani zmierzyć, ani tym bardziej docenić. I nawet jeśli wydaje nam się, że oceniać nie tylko możemy, ale powinniśmy, że każda ludzka aktywność podlega społecznemu osądowi, to postawmy sobie pytanie, co nam wolno rościć. Czy możemy żądać heroizmu, czy mamy prawo od kogokolwiek oczekiwać narażenia życia, w imię ratowania innego życia? Kodeksy mówią - nie. Stan wyższej konieczności. W takiej sytuacji nawet w czasie pokoju, czasami depenalizujemy zabicie człowieka. A wtedy? Gdy cała masa indywidualnych losów rozwijała taką skalę zagrożeń, że objęci nimi reagowali na zasadzie instynktów pierwotnych. Dla przetrwania. 

Dlatego wszelkie dyskusje odbiegające od rdzenia, od podstawowego pytania - czy i na jakiej zasadzie byłbyś gotów poświęcić życie swoje i bliskich, dla ratowania cudzego, zupełnie obcego, nie mają sensu. Na gruncie obojętnie jak rozumianej moralności nie mamy tu nic do powiedzenia. My nie. 

Pozostaje nam litera prawa i jej się trzymajmy, bo mam zupełną pewność, że ci roszczący o heroizm do tych, którzy stali oko w oko z wycelowanym w siebie karabinem żandarma, nie byliby w stanie poświęcić  w takiej sytuacji złamanego szekla.




Lubię to! Skomentuj338 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura