3 obserwujących
3 notki
1434 odsłony
215 odsłon

Krótka bajka o Francy (albo dobranocka dla dorosłych)

Wykop Skomentuj6

Tak naprawdę, to na imię miała Anka. Uwielbiała miłość francuską i była w tym dobra.
Franca to oczywiście jej pseudonim – taki collage francuza i Anki.
I nie to, że to tamto – to nie była taka zwykła, swojska franca.
To była Franca na skalę i możliwości nowej rzeczywistości. Europejska.
Dlatego wymagała od siebie i innych, by pseudonim jej wymawiać à la po francusku – czyli frąsi („r” wibrujące, głęboko-gardłowe).

Skąd jej przyszło to do głowy? Cholera wie…
Może usłyszała w radio albo zobaczyła w tivi? A może poznała kiedyś Francuza, który sfrancuził naszą przaśną „francę”, a jej się to spodobało? Bo przeczytać to raczej nie, zbyt dużo to ona nie czytała…
Wyedukowana to ta Franca za bardzo nie była. Tak 8 klas podstawówki, albo co najwyżej 3 klasy gimnazjum.

Zresztą, to bez znaczenia.

Bo Francy się powodziło. Znał ją prawie każdy. Niektórzy nawet polikrotnie. Wielu dogłębnie, innych wielu tylko powierzchownie.
I pseudonim jej się rozrósł. Na mieście zaczęli na nią wołać Franca Połyk (czyt. frąsi połik, wymowa słowa „frąsi” jw., słowa „połik” ze zdecydowanym akcentem na drugą sylabę, w dobrym tonie jest również lekkie zakrztuszenie się na tej sylabie, idealnie gdy wyjdzie tzw. „świński kaszel”).

To uwielbienie tłumów miło łechtało jej łe… znaczy się, jej ego i próżność miło łechtało.
Ale Franca chciała czegoś więcej. Miała swoje marzenia. Jak każdy zresztą, c’nie?

Jej marzeniem było zostać kimś. Np. burdelmamą. Najlepiej w burdelu stworzonym przez siebie.

Jeśli ktoś dotrwał do tego momentu tekstu, to pewnie teraz pokręci głową i pomyśli – głupia, naiwna Franca…
Przyznam się, że też tak o niej w tym momencie pomyślałem, bo sam nie wiedziałem, co będzie dalej…

A Francy nadal się farciło. Poznała Xsięcia Zbycha (Franca pieszczotliwie wymawiała jego ksywę „księciunio sbajki”). XZ to alfons, który zarządzał największym burdelem w kraju. Wieża na 30 pięter. Każde piętro było tematyczne i miało osobną burdelmamę. Albo burdeltatę – dbano bowiem w tym burdelu o tzw. parytety. Raz dziewczyna, raz chłopaczek i takie tam.

Marzenia Francy się spełniały – została burdelmamą na jednym z pięter. „Francuz na 69 sposobów” – hasło promujące swoje pięterko sama sobie wymyśliła.
Franca była przebojowa, pełna inwencji, pomysłów. Napalona i rozgrzana. Nienasycona, niezmęczona, uśmiechnięta. Była za-je-bia-szcza!
Była również doskonała w edukowaniu adeptek i adeptów do fachu. Nikt tak jak ona, nie potrafił przekazać wiedzy, nie mówiąc o praktyce.
Można rzec – samo pasmo sukcesów!

Ale… Ale coś zaczęło się pieprzyć. Paradoksalnie, jak coś w burdelu zaczyna się pieprzyć, to wcale nie oznacza, że jest ok.

Najpierw poszło o finanse. W sumie nie wiadomo, czy Franca za mało brała, dając w zamian za dużo, czy ẚ rebours.
I nad grafikiem Franca przestała panować. Zdarzało się, że w tym samym czasie w tym samym pokoju spotykały się dwie a nawet więcej par. A przecież seks grupowy był piętro wyżej. To kompetencyjne faux pas było decydujące…

Piętro pod zarządem Francy zaczęło zagrażać całemu burdelowi. Na to Xsięciu Zbychu nie mógł pozwolić.
Był płacz i zgrzytanie zębów, ale na nic to.
Postanowiono, że Franca zostanie wysłana w szeroki świat…

To nie koniec bajki, ale ciągu (nomen omen) dalszego nie będzie.
W sensie, że ja go nie napiszę. Bo życie, to i owszem.
Życie zawsze pisze dalszy ciąg.
Aż do śmierci…

Morału też nie będzie, bo bajka końca nie ma…
Ale warto mieć marzenia…
Czasami się spełniają…
Nawet Francy…

Część artystyczna tak od czapy;) Ale nie ma w tym za cholerę LGBT+;)

Miłego weekendu!

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale