5 obserwujących
17 notek
6849 odsłon
  120   0

Intelektualizm chroni przed zarazą?

W PRL niezwykle mocno promowana była przez czerwonych aparatczyków, oddelegowanych na odcinek edukacji, książka francuskiego noblisty, Alberta Camusa pt "Dżuma". Myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, że towarzysze szukali w tej powieści odpowiedzi na dręczące ich egzystencjalne pytania. Książka służyła do prymitywnej walki z Kościołem. Camus jako narzędzie w tej walce idealnie się do tego nadawał. Zachodni intelektualista, niezwykle popularny, propagujący chwytliwe idee, bo czyż każdy człowiek nie doświadcza samotności,  czasami poczucia tragizmu swojej egzystencji? A ateistyczny egzystencjalizm, który Camus reprezentował był antynomią tak zakorzenionego w Polsce katolicyzmu. W powieści francuskiego Noblisty ojciec jezuita, Paneloux jest z woli autora na straconej pozycji wobec szlachetnego doktora Rieux, kierującego się wyłącznie humanitaryzmem i nie szukającego odpowiedzi na pytanie o istotę pochodzenia zła. Wydaje się, że wiedza Camusa o chrześcijaństwie była dość powierzchowna. Chrześcijańska teodycea daje odpowiedź na pytanie o pochodzenie zła, widząc jego źródło w niedoskonałości człowieka czy też rozróżniając rodzaje zła, m. in. grzech czy cierpienie. Czy więc Rieux to, jak chciała ówczesna marksistowska krytyka, "święty bez Boga"? Papież Franciszek w encyklice "Lumen fidei" pisze, że człowiek nie może sam osądzać swoich czynów, bo postawiłby się na miejscu Boga a wiara jest darem Łaski, którą Bóg obdarowuje swych wybranych i w której świetle widoczna jest moralna wartość czynu ludzkiego.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale