44 obserwujących
96 notek
152k odsłony
  1999   0

Relacja spod Krzyża

W pamięć zapadła mi taka scena – chłopak z dziewczyną idą wzdłuż Pałacu. Dostrzegają tablicę z napisem „Jarosławie Kaczyński – opamiętaj się”. Przystają, chłopak mówi – „To nasz team.” „Ale o co chodzi?” – pyta jego partnerka. „Nie wiem, ale to nasz team, tu są nasi ludzie...”.

JEST TĘCZOWO

Młody mężczyzna piał z oburzenia, bo stare dewotki nie pozwoliły mu złożyć obok Krzyża tęczowej flagi, będącej symbolem homoseksualistów. Zapytany, czy pochodzi z tego środowiska, odparł, że jest heteroseksualny, ale flagę złożyć ma prawo. Jak widać osoby pełniące wartę przy Krzyżu uznały inaczej. Mógłbym napisać, że pod Pałacem nie pojawił się nikt „godzien” tego, by takie tęczowe kolory reprezentować, ale musiałbym skłamać. Otóż popołudniową porą w środę lub w czwartek dwójka młodych, może 15, 16-letnich chłopców zaczęła się publicznie całować w tłumie modlących się osób. Ponieważ spowodowali raczej ogólne rozbawienie, aniżeli sondowaną agresję oddalili się pospiesznie. Rozbawienie wprowadził również młody mężczyzna w krótkich spodenkach, który nocą z czwartku na piątek około 3 nad ranem położył się na chodniku twarzą do ziemi, informując, że medytuje. Do jego spontanicznej akcji dołączyli za kilka chwil inni postępowi obywatele i po chwili chodnik zaściełało około sześciu „młodych, z dużych miast”. Nie piszę wykształconych, bo na pewno takimi nie byli. Zachęcali innych okrzykami „Kładź się z nami!”, zamawiali „zimnego Lecha” i „kaczkę po smoleńsku”. Skandowali „nie zabierajcie pałacu sprzed krzyża” i poruszeni spadającym gwałtownie zainteresowaniem gapiów po prostu wstali i poszli. Nad innymi przypadkami lekkiej i cięższej anormalności nie będę się już rozwodził. Dość wspomnieć ludzi, którzy śpiewali biesiadne piosenki, aby przekrzyczeć modlitwy lub traktowali to miejsce, jako swoją scenę do żenujących, postalkoholowych wybryków.

TURECKIE KEBABY

Ludzie przychodzą pod Pałac z gotowymi hasłami – wytrychami. Nie interesują ich rzeczywiste motywy i głębszy sens całego zjawiska. „Jestem Żydem, ten krzyż mnie obraża” – słyszałem niejednokrotnie. Pomijam alogiczny argument o tym, że Krzyż może obrażać uczucia religijne innych wyznań. Kiedy po wysłuchaniu zarzutów o tym, że Krzyż jest symbolem katolicyzmu mówiłem, że wśród zniczy leży m.in. Gwiazda Dawida, moi rozmówcy na chwilę speszeni - milkli. Przecież gdyby w kwietniu pod Pałacem stanął również krzyż prawosławny, to stałby tam do dzisiaj. Nikt nie śmiałby go usunąć. Ale nikt takiego nie postawił... Czy to się komuś podoba, czy nie Polska jest krajem katolickim i dlatego ludzie czuwają przy Krzyżu, a nie przy półksiężycu. Najbardziej zadziwiające były zarzuty ateistów, którzy wprost mówili, że skoro nie wierzą, to ten symbol razi ich uczucia. Nie, nie stali w tych kolejkach do Pałacu w kwietniu. Nie stali, bo trzeba być nienormalnym, żeby stać kilkanaście godzin. Po co? Tak, ludzie mają prawo mieć swoje symbole, ale ten akurat powinien być w Kościele. Rozmowy pod Pałacem ocierały się często o absurd. Oto ateiści pouczają wierzących, jak należy się zachować. Niewierzący ganią katolików wysługując się przykładami wysokich w hierarchii kapłanów. Młodsi próbują udowodnić starszym, jak ci bardzo się mylą. Żadna z tych awanturujących się osób ani razu nie zadała sobie trudu, aby poznać przyczyny, dla których ludzie stoją pod Krzyżem dniami i nocami. Nie. Oni przychodzili, rzucali kilkoma pytaniami, zarzutami. Było to o tyle zabawne, że zbiór tych haseł - wytrychów ograniczał się do kilku, tak więc po dniu rozmów moje kolejne dialogi odbywały się tak naprawdę na zasadzie odtwarzania w kółko tej samej płyty. Zadziwiające było, że większość moich rozmówców zgadzała się, że pod Pałacem Prezydenckim powinna stanąć płyta, bądź pomnik upamiętniający tragedię 10 kwietnia. Rozumieli to i zgadzali się z tym. Pewien młody chłopak powiedział do mnie – „To skandujmy – chcemy tablicy!”. Odparłem, że może śmiało stanąć obok ludzi spod Krzyża, bo oni również m.in. tego chcą. Ale kiedy mówiłem im, że pomimo trójstronnych ustaleń pomiędzy Harcerstwem, Kurią i Kancelarią Prezydenta konserwator zabytków stwierdził, że nic w tym miejscu postawić nie można – milczeli. Milczeli lub mówili, że prawa trzeba przestrzegać, bo jeśli konserwator powiedział, że nie można, to znaczy, że nie można. Nie rozumieli, że ludzie pod Krzyżem zostali oszukani, bo najpierw obiecano im trwałe upamiętnienie katastrofy i zrywu narodowego, a potem, kiedy zgodzili się na przeniesienie Krzyża zasłoniono się decyzją urzędnika. Prawo ma służyć ludziom. Sytuacja, w której znalazła się Polska w chwili obecnej daje możliwość do tworzenia nowych standardów. Niestety, to na Węgrzech, a nie w Polsce stanął pierwszy pomnik poświecony smoleńskiej katastrofie. Bo u nas o sprawach narodowych decyduje konserwator zabytków.

Lubię to! Skomentuj130 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale