rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
34 obserwujących
43 notki
132k odsłony
1313 odsłon

Owieczki i wilki, czyli bajeczka (nie) dla dzieci.

Wykop Skomentuj17


I oto dotarliśmy do wielkiego finału.

Tak oto kończą się wieloletnie zabiegi i wytrwałe, ciągnące się przez wiele dekad, starania.

Tak. To tutaj skomplikowane i tajne operacje znajdują swój kres. Tak. Teraz. Pośród burzy oklasków dłoni oblepionych monetami, wśród przerażonych, rozhisteryzowanych, baranich okrzyków. 

Beczeli o "końcu demokracji", wznosząc piękne hasła na sztandary, podniosły wydając przy tym ryk. Wolni są! - beczeli. Równi są! - beczeli. Braterscy są! - beczeli. "Nigdy więcej faszyzmu, precz z autorytaryzmem" - beczeli. Prawa człowieka! - beczeli. 

I ani się obejrzeli, gdy przyszły złe wilki z lasu i sztandary, wraz z podniosłymi hasłami, trzeba było schować do piwnic. Bo tak było trzeba, tak im powiedzieli.

Co prawda wilki pożerały je od zawsze, ale tegoż roku miały być wyjątkowo złe, brutalne i nienażarte. Co i rusz odnajdowano pobielałe w słońcu kości, wśród ohydnego fetoru rozkładających się resztek ciał. Wyglądały tak jak zawsze, ale niektóre owieczki, za podszeptem, beczały, iż pozostawione przez wilki ślady są jakieś inne, większe! A i rany po jego zębiskach wydają się drastyczniejsze! Cóż one muszą mieć za kły!

Tymczasem czarne futrzaki, jak to one, musiały beczeć po swojemu. Mówiły coś o odwiecznych prawach natury, dowodząc, iż wilki zjadają je przecież co roku. Rachowały nawet ile owieczek padło ich ofiarą i wychodziło im, co próbowały obwieścić stadu, że tegoroczne wilki spokojne są i mało ruchliwe, zjadają bowiem mniej niż ich poprzednicy w latach minionych. Ale pośród ogłuszającego ryku, ich głos ulatywał niczym pyłek na wietrze. Ci zaś do których dotarł burzyli się, iż sojusznikami są wilków lub głupcami, próbującymi zwieść stado na zgubę. 

I przyszedł dzień, iż rozeszła się wieść, że trzeba wybieg owieczkom skrócić, dla ich bezpieczeństwa. Od teraz mogły wypasać się na świeżym powietrzu tylko od godziny 10 do 15, ograniczono też terytorium na którym mogły to czynić - ustawiono psy, aby pilnowały czy żadna z owieczek nie łamie poleceń. I cieszyły się zwierzątka, iż ktoś dba o ich życie i zdrowie, same bowiem tego zupełnie nie umiały robić. Dowodzono, w specjalnym obwieszczeniu, że wróg atakuje nie tylko nocą jak dotychczas, ale także wczesnym rankiem i późnym popołudniem, toteż zaleca się owieczkom pozostanie na terenie owczarni na ten czas. 

Mijały dni, a ponieważ owieczki wciąż ginęły, co dokumentowano przerażającymi zdjęciami, które przynosiły psy, czas wyjść stale skracano, zawężając też obszar wybiegu. I w końcu nastał taki czas, że owieczki całkiem zamknięto w owczarni. Przy drzwiach postawiono rosłe, silne ogsryy, na drzwi kładąc rygiel. Zwierzątka wypuszczano od czasu do czasu by mogły skubnąć trawki i przez chwile odetchnąć świeżym powietrzem, oczywiście pod czujnym nadzorem. 

Czarne owce nawoływały coś o jakimś głodzie, uduszeniu w ścisku, ale kto by o tym myślał, gdy inwazja wilków w pobliżu. Sarkały inne na tę niedbałość o pozostałych członków stada, z czasem poczynając gryźć odstępców. Głośne protesty "ciemnych" nie uszły uwadze także nadzorców. Toteż któregoś dnia zabrano tę najgłośniejszą. Przepadła jak kamień w wodę, nigdy nie powracając. Mawiano, iż uciekła i dopadł ją wilk - miała za swoje! i dobrze jej tak! - klaskały inne.

Cisza nie trwała jednak długo - pojawiali się i kolejni buntownicy. Ku spokojowi, tak mówiono, innych owieczek, są zabierane one do innych, silniej strzeżonych owczarni, tam gdzie nadzorcy są w stanie zapewnić takim jak one - szaleńcom - bezpieczeństwo. "Wariackie" owieczki znikały więc raz za razem, dzień za dniem, ku radości pozostałej części gromady. W końcu wszystko - dla bezpieczeństwa, ku dobru ogółu. 

I już im nie przeszkadzał brak demokracji, wolności beczenia, fakt zamknięcia w owczarni. W końcu chodziło o przetrwanie. Nie przeszkadzało im rujnowanie praw owieczych, deptanie wolności jednostek. Przetrwanie. Bezpieczeństwo. Odpowiedzialność.

Tymczasem w więzieniu wybuchł bunt. Czarne owieczki wyłamując drzwi owczarni i tratując kraty, masowo wyległy na teren dawnej, teraz całkowicie zrujnowanej zagrody. Porośnięta gęstą trawą, otoczona była przegniłymi deskami, służącymi dawniej za jej granice. Psy skakały wokół buntowników, gryząc i rozszarpując uciekinierów. Dla ich bezpieczeństwa. Wielka bitwa szybko dobiegła końca.

Następnego dnia, co nieprawdopodobne, zamknięte owieczki wypuszczono na chwilę na świeże powietrze. Zastanawiały się o co tu chodzi, ale nie miały na to dużo czasu, gdyż prędko otoczyły je psy. Mówiono że to dla ich bezpieczeństwa. Zaprowadzono je na miejsce walki.

Zobaczcie - powiedzieli nadzorcy - oto jak kończy się igranie z wilkami. Przerażone zwierzątka struchlały na widok trupa gęsto ścielącego pole. Leżały obok siebie pokotem psy i owce, ale nie ujrzano wilków. Zaiste musiały być potężne, wszak nie padł żaden z nich! A może...zabeczała jedna z nich, lecz szybko ucichła widząc gorszący wzrok pobratymców. "Powinna leżeć tutaj, wśród trupów, kretynka. Takie obrazy do niej nie przemawiają!" - pomyślały.

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości