rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
34 obserwujących
43 notki
132k odsłony
272 odsłony

Wojna dzikich plemion w dolinie, czyli proza powyborcza.

Wykop Skomentuj19

Moje ruchome imperium między Atenami i Megarą

władałem puszczą wąwozem przepaścią sam

bez rady starców głupich insygniów z prostą maczugą w dłoni

odziany tylko w cień wilka i grozę budzący dźwięk słowa Damastes


brak mi było poddanych to znaczy miałem ich na krótko

nie dożywali świtu jest jednak oszczerstwem nazwanie mnie zbójcą

jak głoszą fałszerze historii


w istocie byłem uczonym reformatorem społecznym

moją prawdziwą pasją była antropometria


wymyśliłem łoże na miarę doskonałego człowieka

przyrównywałem złapanych podróżnych do owego łoża

trudno było uniknąć – przyznaję – rozciągania członków obcinania kończyn

pacjenci umierali ale im więcej ginęło

tym bardziej byłem pewny że badania moje są słuszne

cel był wzniosły postęp wymaga ofiar


pragnąłem znieść różnicę między tym co wysokie a niskie

ludzkości obrzydliwie różnorodnej pragnąłem dać jeden kształt

nie ustawałem w wysiłkach aby zrównać ludzi


pozbawił mnie życia Tezeusz morderca niewinnego Minotaura

ten który zgłębiał labirynt z babskim kłębkiem włóczki

pełen forteli oszust bez zasad i wizji przyszłości


mam niepłonną nadzieję że inni podejmą mój trud

i dzieło tak szczytnie zaczęte doprowadzą do końca


(Zbigniew Herbert "Damastes z przydomkiem Prokrustes mówi")


Jest taki piękny wiersz Zbigniewa Herberta - "Damastes z przydomkiem Prokrustes mówi" - wykonany znakomicie głosem śp. Przemysława Gintrowskiego (tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=tkcxcTfttwQ).

Opowiada on o pewnym potworze, synu władcy mórz - Posejdona, który czyhając na swe ofiary przy drodze z Megary do Anten, porywał podróżnych, by następnie kłaść ich na specjalnie przygotowanym łożu - żadna z kończyn i części ciała nie mogła "wystawać" poza jego ramy, w innym przypadku Prokrust, bo tak mu było na imię, odcinał ją. Nie lżej traktował tych zbyt "krótkich" - ciała tychże naciągał do odpowiednich wymiarów.

Zbigniew Herbert dostrzegał w motywie mitologicznej postaci obraz współczesnych mu totalitaryzmów. Tak jak i "greckie monstrum" chciały one stworzyć człowieka doskonałego, człowieka idealnie skrojonego pod ich sposób postrzegania świata - nie mogło się to oczywiście udać i nie udało - niemniej sama próba pochłonęła miliony istnień.

Przyznam szczerze: jestem obserwatorem. Nie uczestniczę w walce między dwoma zidiociałymi plemionami, które okładają się bez opamiętania maczugami w imię nieistniejących idei, zagrzewani do boju przez swych stetryczałych generałów. Nie dlatego iż nie mam na to siły, czy też jestem leniwy i czekam aż "wygra się samo". Ja po prostu mam tendencję do podążania własnymi ścieżkami, unikam tłumów i nie kieruję się niczyją opinią - wyciągam wnioski na podstawie obserwacji i doświadczeń. Mogę być Roninem, samotnym strzelcem czy nazwij mnie jak chcesz. Jak każdy człowiek mam swoje sympatie i antypatie, jednych kocham a innych szczerze nie znoszę. Stoję teraz na wzgórzu, obserwując dwie potężne armie szykujące się na śmiertelny bój, prawdziwą walkę na śmierć i życie.

Z bliska być może tego nie widać dobrze - ale z góry da się spostrzec w dole cynicznych generałów między żołnierzami. Nieprzyjemne, zacięte twarze, goniące wśród swych wojowników - wykorzystujące naiwność podwładnych by posłać ich od piachu w imię swoich własnych interesów. Poganiają, wrzeszczą wam do uszu - bij, zabij wroga! Naprzód! Marsz!

Padają strzały z obu stron - tak oto ludzie szyją do siebie nienawiścią, która rani ciężej niż miecz i kula. Zabija nie tylko człowieka, morduje też człowieczeństwo. W ogromnym tym kotle, maglu wręcz - są miliony istnień pchane nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo dokąd. Zagubieni ludzie, popychani, popędzani wciąż do przodu. Na innych. 

Tratują się wzajemnie, depcząc po ciałach tych, którzy padli i mieli szczęście ujrzeć koniec wojny - bo i oto tylko umarli go widzieli jak rzekł niegdyś mędrzec.

Trwa bój o ludzkie dusze - w śmiertelnym ucisku złączone są dobro i zło, światło i ciemność, piękno i brzydota, prawda i kłamstwo - Bóg... i Diabeł, bieli..i czerń. Nie interesuje mnie Twoja zgoda, moje opinie nigdy nie są dla poklasku czy uznania - moim celem jest PRAWDA.

Wierzą głupcy, iż świat nie jest czarno-biały - jest kolorowy, posiada także pewien odcień szarości - powtarzają beznamiętnie za nic nie wartymi autorytetami. Mędrcy Ci, puszący się niczym paw, z wyniosłą, posągową miną, wygłaszają swe tezy nie znoszące sprzeciwu, a społeczeństwo przyjmuje je z otwartymi ustami na klęczkach, spoglądając na nich oczyma pełnymi bezkresnego podziwu niemalże niczym na Boga - tegoż samego o którym zapomnieli.

Prosto z odbiornika sączy się nieustanny jad zgniłej propagandy, istne pranie mózgu, wykrzywiony obraz rzeczywistości. 

Bolesnym, o jakże bolesnym, jest świadomość, którą mamy - my, obserwatorzy. Świadomi kłamstw, pozbawieni złudzeń, twardy metabolizm faktów. Czyż nie jest prościej być głupcem, niesionym wiatrem niczym klonowy liść, bezwładnym i ufnym w swego niewidzialnego władcę? Padają społeczeństwa tam gdzie zostaną rzucone, biorąc kłamstwa w swe oczy żywe.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura