rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
39 obserwujących
49 notek
174k odsłony
19737 odsłon

Kim Pan naprawdę był, Panie Epstein? Potężne niejasności w życiorysie miliardera-pedofila.

Wykop Skomentuj80

„Nie ma nic naprawdę godnego zapamiętania” – szybko ucina temat Andy Hom, kolega z drużyny – „Był w drużynie, ale niewiele startował.”

Trudno jednak uwierzyć w „nic godnego zapamiętania”, gdy dowiadujemy się, iż nastoletni Epstein ukończył szkołę średnią w zaledwie dwa lata. Nauczyciele byli pod tak dużym wrażeniem jego zdolności intelektualnych, iż po ukończeniu przez niego pierwszej klasy promowali go od razu do ostatniej, gdzie pomagał starszym uczniom z matematyki.

- Był pulchny, miał kręcone włosy i dziwny śmiech. Latem uczył moją dziewczynę i mnie. Nauczył nas geometrii w zaledwie dwa miesiące – mówi Beverly Donatelli, koleżanka z klasy - Rozmawiałam niedawno z moimi koleżankami. Nie możemy powiedzieć o nim nic złego. Właściwie to dzięki niemu poszłam na studia.

Na studia trafił także Jeffrey Epstein. Dzięki uzyskanemu stypendium, jesienią 1969 roku, w wieku zaledwie 17 lat, został studentem wydziału matematyki i fizyki na Cooper Union. To tam, udzielając korepetycji kolegom i koleżankom z roku, zaczął zarabiać pierwsze pieniądze. Nie trwało to jednak długo nim zorientował się, że poziom uczelni jest dla niego po prostu za niski i nie jest w stanie się niczego nowego tam nauczyć. Szkołę opuścił w roku 1971 bez uzyskania dyplomu. Marzył wówczas o rozpoczęciu pracy i samodzielności finansowej, ale zdawał sobie sprawę, iż szalejąca w Wietnamie wojna uniemożliwia taki scenariusz – zdrowy i sprawny 19-latek był idealnym kandydatem na rekruta do wojennego piekła. Musiał uczyć się dalej.

Wybór padł na Uniwersytet Nowojorski i znajdujący się tam Instytut Nauk Matematycznych Couranta. Tę placówkę również porzucił - w czerwcu 1974 roku - po trzech latach nauki, nie zdobywając naukowego stopnia.


Nauczyciel (nie)dyplomowany


W Stanach Zjednoczonych są różnorakie prywatne i silnie ekskluzywne szkoły, w których elity kształcą swe dzieci. Nazwy takie jak Kent School, Horace Mann czy Miss Porter's zapewne niewiele mówią niezainteresowanemu tym tematem człowiekowi, ale to właśnie one są „kuźnią” przyszłych „liderów społeczeństwa” wywodzących się z bogatych rodzin. Dalton School na Manhattanie to jedna z nich, ulokowana zresztą bardzo wysoko w tym specjalnym towarzystwie. Dla zwykłych śmiertelników dostanie się tam jest niemalże niemożliwe – przyjmuje ona jedynie „elitarnych” uczniów.

Jesienią 1974 roku do grona pedagogicznego tejże placówki przyjęto nowego pracownika. „Pan Epstein, który będzie uczył fizyki, również dołączył do wydziału w tym roku” – odnotowuje zachowana gazetka szkolna „Daltonian”. Nie jest jasne, w jaki sposób zaledwie 21-letni Jeffrey Epstein otrzymał tam angaż, zwłaszcza, iż nie posiadał ani odpowiedniego wykształcenia, ani realnych kwalifikacji do nauczania dzieci. Prywatne szkoły w Stanach Zjednoczonych nie muszą zatrudniać wyłącznie licencjonowanych nauczycieli, ale zatrudnienie człowieka tak młodego, niedoświadczonego i niewiele starszego od swych uczniów musi rodzić pytanie – jak do tego mogło dojść?

Odpowiedzi być może należy upatrywać w osobowości ówczesnego dyrektora Dalton. Donald Barr — prywatnie ojciec Williama, pełniącego obecnie rolę Prokuratora Generalnego Stanów Zjednoczonych – lubował się w niekonwencjonalnych metodach nauczania. Kontrowersyjny „Capitan Queeg z Dalton” – jak określił go jeden z rodziców, nawiązując do legendarnego „Bunt na Okręcie” – „dowodził” swoją placówką w sposób silnie autorytarny, nie przejmując się konwenansami takimi jak to czy ktoś ma predyspozycje i przygotowanie do pracy z uczniami, czy też nie. Liczyły się tak naprawdę tylko jego prywatne odczucia w stosunku do kwalifikowanej osoby. Zatrudniał tych, którzy wpadli mu w oko, jednocześnie odrzucając tych, których nie polubił. Jeffrey Epstein wcale nie był tam odosobnionym przypadkiem „nauczyciela-amatora”. Uczniowie wspominają m.in. nauczyciela matematyki, wyznawcę filozofii Ayn Rand, czy antycastrowskiego nauczyciela języka hiszpańskiego, o którym nie było wiadomo czy w ogóle posiadał jakiekolwiek wykształcenie.

- „Gambino Roche był kubańskim uchodźcą politycznym, który uczył hiszpańskiego w Dalton, chociaż nie jest jasne, czy posiadał kwalifikacje pedagogiczne lub doświadczenie” – wspomina dla „Medium” Mark Robinson, uczeń rocznika 1974 - „Senor Roche bezgranicznie gardził rozpieszczonymi, miękkimi, lewicowymi i bogatymi dziećmi Dalton. I to była, jak sądzę, duża część jego apelu do Donalda Barra”

- Rzecz w prywatnej szkole polega na tym, że nie masz takiego samego rodzaju odpowiedzialności jak w szkole publicznej — wyjaśnia dla tę sytuacje Betsy Gitelle, chodząca wówczas do ósmej klasy — Mieliśmy wielu nauczycieli, którzy mieli różne pochodzenie. Tu czuć było bardzo zasadę „laissez faire”.

Wykop Skomentuj80
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo