rafalsroczynski
Woda, której dotykasz w rzece, jest ostatkiem tej, która przeszła, i początkiem tej, która przyjdzie; tak samo teraźniejszość. Leonardo Da Vinci
39 obserwujących
49 notek
174k odsłony
19737 odsłon

Kim Pan naprawdę był, Panie Epstein? Potężne niejasności w życiorysie miliardera-pedofila.

Wykop Skomentuj80

Opowiadający pasjonującą i pełną niespodziewanych zwrotów akcji film o historii ubogiego, wychowanego w ortodoksyjnej rodzinie żydowskiego chłopca, mógłby być „hollywoodzkim hitem”, co najmniej na miarę „W pogoni za szczęściem” - oto biedne dziecko ogrodnika i szkolnej asystentki, dzięki inteligencji, sprytowi i sile woli realizuje swoje marzenia, przebywając niewiarygodną drogę od pucybuta do miliardera i dając dowód na to, iż niektórym naprawdę udaje się urzeczywistnić legendarny „American Dream”.

To byłby klasyczny obraz ukazujący, że słynna ścieżka „od zera do bohatera” faktycznie istnieje i przy pomocy uporu, pracy i ogromnej ilości szczęścia, da się ją przejść. Biografia opisywanego przez nas „zera” stałaby się inspirującą motywacją dla tych, którzy marzą o życiu w luksusach, finansowej niezależności, zawodowym sukcesie, wielkich pieniądzach i sławie. To mógłby być gotowy scenariusz na Oskarowy film.

Ale tylko mógłby być, gdyż niestety tak naprawdę tejże bajce bliżej do mroczniejszej wersji „Wilka z Wall Street” Scorsese, aniżeli genialnego dzieła Gabriele Muccino. Jak to się bowiem czasem okazuje - tacy bohaterowie miewają niekiedy nie tyle nawet ciemne, co przerażająco mroczne oblicza.

To nie będzie więc ułożona i grzeczna historyjka o „walecznym wojowniku”, mozolnie dochodzącym do fortuny, lecz raczej trzymający w napięciu thriller kryminalny rozgrywający się w świecie wielkich pieniędzy, wielkiej władzy i wielkich zbrodni. Wciąż odtajniane sądowe akta wyłaniają obraz tak paskudny, iż momentami trudno w niego uwierzyć. A jednak ta historia z piekła rodem, o jakiej nie mogło się śnić filmowym scenarzystom, nie jest fikcją. To brutalny, bardzo trudny do zaakceptowania, fragment rzeczywistości, z którym wkrótce będzie się musiał zmierzyć cały świat.


„Eppy” i „Puggie”


Według relacji „Fox News” stojący przy 3742 Maple Avenue trzypiętrowy dom jest większy niż pozostałe budynki w okolicy. Dziś mieszka tam jedna rodzina, ale niegdyś – gdy Jeffrey Epstein był jeszcze dzieckiem – oferował oddzielne apartamenty na wynajem. To właśnie w jednym z nich, a konkretniej w tym położonym na pierwszym piętrze, zamieszkać postanowił 36-letni Seymour Epstein wraz ze swoją świeżo poślubioną żoną, 34-letnią Pauline.

- Byli tak delikatnymi, najdelikatniejszymi ludźmi – kreśli ich obraz dawny sąsiad - Prości. Najprostsi ludzie na świecie.

Seymour był synem rosyjskich żydów – Juliusa i Bessie – którzy w trakcie pierwszowojennej zawieruchy uciekli do Stanów Zjednoczonych, gdzie swoje życie musieli zacząć dosłownie od zera. Nie wiodło im się i nie byli w stanie zapewnić swemu synowi należytego wykształcenia, w związku z czym ten nigdy niczego nie osiągnął – mężczyzna najpierw pracował jako robotnik w firmie swojego ojca, zajmującej się rozbiórką domów, a później przez wiele lat był pracownikiem miejskich ogrodów, zajmując się segregacją śmieci. Sąsiedzi zapamiętali go jako cichego i pokornego jąkałę o bardzo dobrym sercu.

Rodzice Pauline – Max i Lena – również wywodzili się z Europy Wschodniej. Ich życie także nie było usłane różami, ale zdołali wykształcić swoje dzieci na tyle, iż dziewczynie udało się zdobyć posadę szkolnej asystentki. Była inteligentniejsza od szczerze kochanego przez nią męża i to właśnie ona nadawała ton życiu rodziny, która wkrótce po wprowadzeniu powiększyła się o syna – Jeffreya, zwanego przez nich „niedźwiadkiem”, a później także o jego brata – Marka, który to z kolei znany był jako „Puggy”.

„Paula była wspaniałą matką i gospodynią domową, pomimo faktu, że miała pracę na pełny etat” – przypomina sobie Gary Grossberg, najlepszy przyjaciel Epsteina z czasów młodości.

Po tym wstępie zapewne nietrudno się domyślić, iż w rodzinie Epsteinów pieniędzy nigdy nie zbywało. I choć życie wiedli bardzo skromne to trudno byłoby dzieciństwo chłopców określić mianem nieszczęśliwego, bo rodzice czynili wszystko, aby swoim dzieciom „nieba przychylić”.

- Byliśmy kochającą się rodziną – wspomina Mark – i byliśmy ze sobą wszyscy bardzo zżyci.

Bracia uczęszczali do Public School 188, przy Neptune Avenue, zaledwie cztery przecznice od bramy oddzielającej Sea Gate od miasta, a później do pobliskiego gimnazjum im. Marka Twaina. Już tam okazało się, iż obaj są bardzo zdolni. Mark pięknie rysował, a Jeffrey wspaniale grał na pianinie i był świetny z matematyki.

- W tamtym czasie nic nie wskazywało na nikczemnego, zaniepokojonego człowieka, którym miał się stać. – pisze na forum anonimowa kobieta, podająca się za ich sąsiadkę – Jeffrey był po prostu przeciętnym chłopcem, bardzo dobrym z matematyki, z lekką nadwagą, piegami, zawsze uśmiechniętym.

W liceum robotniczym Lafayette High School Jeffrey został członkiem zespołu matematycznego, który rywalizował z innymi szkołami w rozwiązywaniu zaawansowanych problemów z algebry, rachunku różniczkowego i trygonometrii. Już wówczas było jasne, iż jest ponadprzeciętnie inteligentny, choć koledzy z drużyny wspominają go raczej z niechęcią. Nie chcą o nim rozmawiać.

„Nie ma nic naprawdę godnego zapamiętania” – szybko ucina temat Andy Hom, kolega z drużyny – „Był w drużynie, ale niewiele startował.”

Trudno jednak uwierzyć w „nic godnego zapamiętania”, gdy dowiadujemy się, iż nastoletni Epstein ukończył szkołę średnią w zaledwie dwa lata. Nauczyciele byli pod tak dużym wrażeniem jego zdolności intelektualnych, iż po ukończeniu przez niego pierwszej klasy promowali go od razu do ostatniej, gdzie pomagał starszym uczniom z matematyki.

- Był pulchny, miał kręcone włosy i dziwny śmiech. Latem uczył moją dziewczynę i mnie. Nauczył nas geometrii w zaledwie dwa miesiące – mówi Beverly Donatelli, koleżanka z klasy - Rozmawiałam niedawno z moimi koleżankami. Nie możemy powiedzieć o nim nic złego. Właściwie to dzięki niemu poszłam na studia.

Na studia trafił także Jeffrey Epstein. Dzięki uzyskanemu stypendium, jesienią 1969 roku, w wieku zaledwie 17 lat, został studentem wydziału matematyki i fizyki na Cooper Union. To tam, udzielając korepetycji kolegom i koleżankom z roku, zaczął zarabiać pierwsze pieniądze. Nie trwało to jednak długo nim zorientował się, że poziom uczelni jest dla niego po prostu za niski i nie jest w stanie się niczego nowego tam nauczyć. Szkołę opuścił w roku 1971 bez uzyskania dyplomu. Marzył wówczas o rozpoczęciu pracy i samodzielności finansowej, ale zdawał sobie sprawę, iż szalejąca w Wietnamie wojna uniemożliwia taki scenariusz – zdrowy i sprawny 19-latek był idealnym kandydatem na rekruta do wojennego piekła. Musiał uczyć się dalej.

Wybór padł na Uniwersytet Nowojorski i znajdujący się tam Instytut Nauk Matematycznych Couranta. Tę placówkę również porzucił - w czerwcu 1974 roku - po trzech latach nauki, nie zdobywając naukowego stopnia.


Nauczyciel (nie)dyplomowany


W Stanach Zjednoczonych są różnorakie prywatne i silnie ekskluzywne szkoły, w których elity kształcą swe dzieci. Nazwy takie jak Kent School, Horace Mann czy Miss Porter's zapewne niewiele mówią niezainteresowanemu tym tematem człowiekowi, ale to właśnie one są „kuźnią” przyszłych „liderów społeczeństwa” wywodzących się z bogatych rodzin. Dalton School na Manhattanie to jedna z nich, ulokowana zresztą bardzo wysoko w tym specjalnym towarzystwie. Dla zwykłych śmiertelników dostanie się tam jest niemalże niemożliwe – przyjmuje ona jedynie „elitarnych” uczniów.

Jesienią 1974 roku do grona pedagogicznego tejże placówki przyjęto nowego pracownika. „Pan Epstein, który będzie uczył fizyki, również dołączył do wydziału w tym roku” – odnotowuje zachowana gazetka szkolna „Daltonian”. Nie jest jasne, w jaki sposób zaledwie 21-letni Jeffrey Epstein otrzymał tam angaż, zwłaszcza, iż nie posiadał ani odpowiedniego wykształcenia, ani realnych kwalifikacji do nauczania dzieci. Prywatne szkoły w Stanach Zjednoczonych nie muszą zatrudniać wyłącznie licencjonowanych nauczycieli, ale zatrudnienie człowieka tak młodego, niedoświadczonego i niewiele starszego od swych uczniów musi rodzić pytanie – jak do tego mogło dojść?

Odpowiedzi być może należy upatrywać w osobowości ówczesnego dyrektora Dalton. Donald Barr — prywatnie ojciec Williama, pełniącego obecnie rolę Prokuratora Generalnego Stanów Zjednoczonych – lubował się w niekonwencjonalnych metodach nauczania. Kontrowersyjny „Capitan Queeg z Dalton” – jak określił go jeden z rodziców, nawiązując do legendarnego „Bunt na Okręcie” – „dowodził” swoją placówką w sposób silnie autorytarny, nie przejmując się konwenansami takimi jak to czy ktoś ma predyspozycje i przygotowanie do pracy z uczniami, czy też nie. Liczyły się tak naprawdę tylko jego prywatne odczucia w stosunku do kwalifikowanej osoby. Zatrudniał tych, którzy wpadli mu w oko, jednocześnie odrzucając tych, których nie polubił. Jeffrey Epstein wcale nie był tam odosobnionym przypadkiem „nauczyciela-amatora”. Uczniowie wspominają m.in. nauczyciela matematyki, wyznawcę filozofii Ayn Rand, czy antycastrowskiego nauczyciela języka hiszpańskiego, o którym nie było wiadomo czy w ogóle posiadał jakiekolwiek wykształcenie.

- „Gambino Roche był kubańskim uchodźcą politycznym, który uczył hiszpańskiego w Dalton, chociaż nie jest jasne, czy posiadał kwalifikacje pedagogiczne lub doświadczenie” – wspomina dla „Medium” Mark Robinson, uczeń rocznika 1974 - „Senor Roche bezgranicznie gardził rozpieszczonymi, miękkimi, lewicowymi i bogatymi dziećmi Dalton. I to była, jak sądzę, duża część jego apelu do Donalda Barra”

- Rzecz w prywatnej szkole polega na tym, że nie masz takiego samego rodzaju odpowiedzialności jak w szkole publicznej — wyjaśnia dla tę sytuacje Betsy Gitelle, chodząca wówczas do ósmej klasy — Mieliśmy wielu nauczycieli, którzy mieli różne pochodzenie. Tu czuć było bardzo zasadę „laissez faire”.

Kontrakt Barra z Dalton wygasł 30 czerwca 1974 roku i nie został przedłużony, ale nie można mieć wątpliwości, iż to właśnie on zaangażował Epsteina, który podpisał umowę 1 lipca, czyli ledwie dwa dni później. Nabór do kadry nauczycielskiej odbywał się bowiem zazwyczaj wczesną wiosną. Obecne ustalenia prywatnych detektywów dowodzą, że Epstein sfałszował swoje CV, by dostać tam pracę, a jego rzekomy dyplom nigdy nie został przedstawiony w szkole. Weryfikacja tego twierdzenia po tylu latach nie jest niestety możliwa, więc powód jego zatrudnienia zapewne już na zawsze pozostanie w sferze domysłów.

Inni pracownicy Dalton pamiętają Epsteina. Nosił złoty łańcuch na szyi, buty na platformie, dzwony przepasane dużym, grubym paskiem i luźną i szeroką koszulę w paski, którą lubił rozpinać, tak by uwidaczniać swoją klatkę piersiową.

- Wyglądał jakby przyszedł prosto z „Gorączki sobotniej nocy” – przypomina sobie jego koleżanka z pokoju nauczycielskiego, Susan Semel, podczas rozmowy z „Newsweek” - To nie był typowy belfer z Dalton. Oni zwykle nie nosili szerokich klap, złotych łańcuchów i otwartych koszul, odsłaniających pewną część klatki piersiowej.

Słowa nauczycielki potwierdzają także uczniowie. Betsy Gitelle przypomina sobie też, że młody nauczyciel zanadto interesował się życiem prywatnym podopiecznych i próbował wchodzić z nimi w nadmiernie koleżeńskie relacje.

- „Pamiętam, że zawsze stawał przed biurkiem, tak jakby opierał się o nie, półstojąc z założonymi rękami i mówił do nas w tej dziwacznej pozie. – mówi kobieta i dodaje - Słynął z tego, że był łatwym „A.” I zdecydowanie chciał być jednym z nas; chciał uczestniczyć we wszystkim jak ktoś, kto należy do kliki… Chciał wiedzieć o nas zdecydowanie zbyt dużo”.

Ale Betsy nie umie powiedzieć czy wówczas – jako młodej dziewczynie – wydawało jej się to nazbyt dziwnym nawet jak na nietypowe Dalton.

- Nie wiem, czy wtedy myślałam, że to było dziwne – chwilę zastanawia się - Naprawdę trudno jest nie narzucać dzisiejszego myślenia na temat tego, jak naprawdę wyglądało doświadczenie dzieciństwa w Dalton w latach 70-tych. Byłeś w środowisku, w którym liczyła się władza i bogactwo, a ludzie brali to, czego chcieli. I tak właśnie wyglądał tamten świat. – opowiada i dodaje - Wtedy nie czułam od Jeffa Epsteina żadnej seksualnej atmosfery. Zdecydowanie nas sprawdzał i aprobował. To znaczy, jacy byliśmy - uroczy? Ale wszyscy ludzie wokół nas zawsze patrzyli na nas i aprobowali nas. Tak po prostu żyliśmy. Więc nie był szczególnie bliski, przerażający, pedofilski ani nic takiego. Był po prostu typem nauczyciela obozowego, który był naszym nauczycielem matematyki w ciągu roku.

Nie wszyscy wspominają go jednak tak „normalnie” jak Betsy. Niektórych, jak Scott Spizer czy Kerry Lawrence, Epstein przerażał swoim dziwnym zachowaniem i stosunkiem do młodych uczennic.

- To był po prostu rodzaj ogólnego kręgu dziewcząt – mówi dla „New York Times” Scott, który ukończył Dalton w 1976 roku – Był znacznie bardziej obecny wśród studentów, a konkretnie wśród dziewcząt, w godzinach wolnych od zajęć dydaktycznych… wydawało się, że to było trochę nieodpowiednie – dodaje, a Kerry, jego klasowy kolega, uzupełnia - Było delikatne uczucie przerażenia. Kiedy miałeś nauczyciela, na którego zwracały uwagę dziewczyny, było to trochę niepokojące.

Niezależnie od swych dziwactw był lubianym i charyzmatycznym nauczycielem. W pamięci swoich wychowanków zachował się jako genialny matematyk, który znakomicie potrafił przekazywać uczniom swą wiedzę z algebry. W tym względzie miał przypominać słynnego Johna Keatinga ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” – był niekonwencjonalny i potrafił ciekawie opowiadać o wykładanym przez siebie przedmiocie. Został nawet trenerem licealnego zespołu matematycznego Dalton, dwukrotnie zwyciężającego olimpiady w międzyszkolnych zawodach i raz zajmującego drugie miejsce. To zwróciło uwagę Alana „Ace” Greenberga, Prezesa „Bearn Stearns”, którego syn – delikatnie mówiąc – nie należał do zbyt lotnych z dziedziny matematyki. Słynny inwestor poprosił Epsteina o korepetycje dla swojego potomka i szybko przekonał się, że młody nauczyciel jest ponadprzeciętnie inteligentny i sprytny. A on właśnie takich ludzi poszukiwał do prowadzonej przez siebie firmy. To był przełomowy moment w życiu Jeffreya.

- Greenberg nie przejmował się tytułami MBA ani dyplomami Ivy League – pisze w swojej książce o Epsteinie, James Patterson - Liczył się dla niego surowy talent i motywacja. Kultywował osoby podejmujące ryzyko, niekonwencjonalnych myślicieli i spoglądał bardzo na swoje BID: mężczyzn, którzy, jego zdaniem, byli biedni, inteligentni i przede wszystkim zdeterminowani.

- Dał Jeffrey’owi kredyt zaufania – stwierdza dla „Miami Herald” Lynne Koeppel, córka Greenberga - Jeff był bardzo mądry i wiedział, jak przyciągać ludzi. Potrafił się sprzedać.

W 1976 roku Epstein ostatecznie odszedł z Dalton, by wkrótce odnaleźć się na Wall Street. I tak oto ubogi żydowski chłopiec zawitał do świata, o którym zawsze śnił.


Bearn Stearns.


- Zacząłem w Bear Stearns w 1976 roku. Bear Stearns nigdy nie miał żadnego programu szkoleniowego. Nie było od czego zacząć. Alan Greenberg powiedział, że chce, żebym nauczył się każdego obszaru działalności. Pomyślał więc, że najlepszym miejscem do rozpoczęcia przeze mnie byłoby piętro American Stock Exchange, a następnie przejście do działu handlowego i poznanie wszystkich dziedzin firmy, w tym działu depozytów zabezpieczających. To był niesamowity facet. – wspominał po latach Jeffrey Epstein w rozmowie z Davidem Banksem z „The Journal”, podczas jednego z nielicznych wywiadów, na jakie udało się go namówić w przeciągu całego życia.

Zaczynał jako asystent „floor tradera”, ale zarząd firmy brokerskiej prędko zorientował się, iż jego umiejętności i predyspozycje są zbyt wysokie jak na takie stanowisko. W Bear Stearns wierzono, że Epstein jest znakomitym materiałem na świetnego tradera i brokera. Szybko zaczęto powierzać mu poważne kontakty z majętnymi inwestorami przy dużych projektach, a jego wiedza na temat amerykańskich przepisów podatkowych i tego, jak je obchodzić przy pomocy odpowiednio zainwestowanych pieniędzy, uczyniła go jednym z bardzo cenionych aktywów wydziału maklerskiego firmy.

- Nigdy nie poszedł na studia, ale wiedział wszystko o podatkach – opowiada „Foxbussines” jeden z byłych dyrektorów, pragnący zachować anonimowość – W rzeczywistości mógłby nauczyć się prawie wszystkiego, gdyby to coś przestudiował. Facet był geniuszem.

W 1980 roku przyszły miliarder został jednym z najważniejszych kierowników spółki Bear Stearns i jej komandytariuszem, dzięki czemu zaczął pobierać naprawdę godziwe wynagrodzenie. Przysługiwał mu także duży przydział w puli premiowej, a w firmie będącej wówczas jednym z najpotężniejszych przedsiębiorstw na Wall Street, owa pula była naprawdę niebagatelna i wynosiła wiele milionów dolarów.

Doskonała pensja nie wystarczała jednak Epsteinowi. Jego dawni współpracownicy nie chcą o tym rozmawiać pod imieniem i nazwiskiem, ale anonimowo są już bardziej skłonni do wyznań i przyznają, że Epstein wyleciał zaledwie rok po swoim awansie, gdyż najzwyczajniej w świecie kradł i naciągał inwestorów. Sprawa wypłynęła na wierzch w momencie, gdy okazało się, iż pożyczył przyjacielowi na zakup akcji dwadzieścia tysięcy dolarów. Z budżetu firmy. Po dokładnym prześwietleniu sytuacji okazało się, iż pobierał też „dodatkowe wynagrodzenie” dzięki fałszowaniu faktur m.in. za bilety lotnicze. I choć wśród współpracowników począł uchodzić za pospolitego złodzieja, to kierownictwo spółki nie chciało się z nim rozstawać. James „Jimmy” Cayne, numer dwa w zarządzie, plasujący się w hierarchii tuż za plecami samego Greenberga, uważał, że jego odejście będzie ogromną stratą i próbował załagodzić sytuację, lecz bezskutecznie i ostatecznie Bear z Epsteinem się rozstało, nie podając oficjalnie jednakże przyczyn takiego kroku. Innym mówiono, iż odszedł, gdyż miał pomysł na swój własny biznes i nie kontynuowano tematu. Nie było to zresztą twierdzeniem aż tak dalekim od prawdy, bo Jeffrey założenie własnej działalności faktycznie planował. Wówczas nikt tego nie mógł przewidzieć, ale polubowny „rozwód” Epsteina z firmą po latach okazał się znakomitym krokiem dla niej, gdyż miliarder nie zapomniał kierownictwu, iż go nie skasowało z rynku. Współpraca między nimi trwała przez blisko trzydzieści lat i dawała obopólny, gigantyczny zysk. Ale dziś nikt z przedstawicieli przedsiębiorstwa nie chce o tym rozmawiać.


„Trupy w szafie”


Założenie własnej firmy było w jego przypadku naturalnym krokiem. Był już poważanym na rynku pracownikiem i wiedziano, iż jest naprawdę dobrym fachowcem w dziedzinie inwestycji i podatków. Powołane do życia Intercontinental Assets Group Inc. zajmowało się jednakże czymś innym – Epstein stał się kimś w rodzaju finansowego łowcy nagród odzyskującego pieniądze skradzione przez nieuczciwych pośredników i inwestorów. Większość klientów jego firmy pozostaje nieznana, ale faktem jest, iż jego fortuna zaczęła rosnąć bardzo szybko i prężnie – niewątpliwie musiał mieć ich więc niemało.

O przedsiębiorstwie po raz pierwszy zrobiło się głośno, gdy w 1982 roku po upadku Drysdale Government Securities, zajęło się ono – skutecznie – próbą odzyskania wielomilionowego majątku Antonio García Fernándeza, prywatnie ojca Any Obregon, będącej wówczas jedną z największych wschodzących gwiazd hiszpańskiej telewizji. Sprawa była bardzo trudna i nikt nie wierzył w powodzenie tej misji, ale Jeffrey naprawdę tego dokonał i zainwestowana w obligacje fortuna bogacza została rewindykowana. Uzyskana w ten sposób sława zaczęła otwierać Epsteinowi kolejne drzwi i wkrótce stał się bliskim znajomym wielu zamożnych ludzi – polityków, biznesmenów, prawników, gwiazdorów filmowych, profesorów i naukowców. Jego notes zapełniał się numerami telefonów i dosłownie puchł od znanych nazwisk, dzięki czemu wkrótce procentować zaczęło też to, czego nauczył się od dzieciaków z Dalton i ich rodziców.

- Widziałem wielu ludzi wykonujących dużo ciężkiej pracy, a ciężka praca nie przekładała się jednak na sukces. Nie chodziło o to, co wiedziałeś ani jak ciężko pracowałeś. W rzeczywistości ludzie, którzy wtedy robili budowę przy Telegraph Avenue, pamiętam, że widziałem takich, którzy przychodzili o siódmej rano i spędzali 12 godzin na pracy i wyglądali, że nadal nie są ani szczęśliwi, ani spełnieni. Więc nie chodzi o to, co wiesz. A rzeczy, których nauczyłem się później w Dalton - okazuje się, że wiele z nich dotyczy niekoniecznie tego, kogo znałeś, ale z kim się skontaktowałeś. – opowiadał Banksowi.

Kolejne sukcesy przyciągały kolejne znajomości, a te były przyczynkiem następnych. I tak grono jego przyjaciół stale się poszerzało. Trudno jest ustalić moment, w którym na owej liście pojawił się brytyjski magnat prasowy Robert Maxwell, ale chwilę tę niewątpliwe należy uznać za jedno najważniejszych wydarzeń w życiu Epsteina. I to nie tylko dlatego, iż wkrótce wdał się z najmłodszą córką brytyjskiego bogacza – Ghislaine – w płomienny romans owocny w przyszłe zbrodnie.

- Około 2002 roku rozmawiał z kilkoma znajomymi w Nowym Jorku – opowiada dla „The Sun” anonimowe źródło, przedstawiające się jako bliski współpracownik Jean-Luca Brunela, właściciela dziecięcej agencji modelek oskarżanego o współudział w pedofilskich przestępstwach Epsteina - Jean-Luc opowiadał im, że ojciec Ghislaine, Robert Maxwell, był jedną z osób, dzięki którym Jeffrey Epstein zdobył pieniądze. Powiedział, że Maxwell był jednym z pierwszych klientów inwestycyjnych Epsteina. Założyłem, że zainwestował w niego, a on następnie wykorzystał te pieniądze, aby zdobywać własne.

Ale to jeszcze nie wszystko. Nowe, wciąż napływające informacje o Jeffreyu Epsteinie, zdają się też rzucać coraz więcej światła na owiany mgłą tajemnicy życiorys wydawniczego potentata i to, co przez wiele lat wydawało się jedynie „teorią spiskową” zaczyna uchodzić za fakt. Z mroków brudnej historii pedofila-miliardera poczynają się wyłaniać także inne „syfy” i „trupy w szafie”.

- Robert Maxwell był szpiegiem Mossadu i CIA – twierdzi dziś otwarcie były parlamentarzysta George Galloway, przez trzydzieści lat zasiadający w ławach brytyjskiej Izby Gmin. Wiele lat wcześniej – 21 października 1991 roku – te same słowa padły z jego ust na parlamentarnym forum, wywołując na sali głęboki szok i niedowierzanie. Poseł w prasie został okrzyknięty „wariatem”. Mimo to teraz – gdy wszystko wskazuje na to, iż mężczyzna miał rację – próżno szukać przeprosin wśród tych, którzy określali go mianem „szaleńca”, „świra” i „psychicznego teoretyka spiskowego”. Mężczyzna utrzymywał, iż ma dowody na poparcie swojej tezy, ale nie zdążył ich przedstawić, bo sprawa umarła śmiercią naturalną 5 listopada 1991 roku, gdy Robert Maxwell utonął w tajemniczych okolicznościach. Wkrótce na jaw wyszło, że bogacz przez całe lata okradał swoich pracowników z funduszy emerytalnych, spłacając ich świadczeniami długi własnej firmy. Wybuchł ogromny skandal, który całkowicie przykrył twierdzenia Gallowaya i media zamilkły w tym temacie na lata, jakby zupełnie zapominając o rzekomym szpiegostwie miliardera.

Historia powróciła na łamy dzienników dopiero dwadzieścia osiem lat później, gdy okazało się, iż śledczy poważnie biorą pod uwagę, że Epstein mógł być agentem służb specjalnych. Wówczas przypomniano sobie o nietypowych kontaktach zmarłego miliardera z brytyjskim potentatem prasowym. Wielu dziennikarzy wierzy w nieprzypadkowe zainicjowanie ich znajomości przez wysokich rangą oficerów wywiadu. Maxwell miał zwerbować dla nich Epsteina i istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż zrobił to, bo jego cel zaczął odbywać wkrótce dziwaczne wędrówki między Stanami Zjednoczonymi, Afryką, Europą i Bliskim Wschodem. Najprawdopodobniej na tych samych fałszywych paszportach, które odkryto w jego nowojorskiej rezydencji podczas niedawnego przeszukania. Według spisanych z nich danych Epstein miał być m.in. Austriakiem zamieszkałym na stałe w Arabii Saudyjskiej.

- W latach osiemdziesiątych Jeffrey Epstein mawiał ludziom, że jest rodzajem finansowego łowcy nagród, którego zadaniem jest „znajdowanie” zagubionych lub skradzionych pieniędzy dla rządu lub dla bardzo bogatych ludzi. Były przyjaciel Epsteina zgłosił się w zeszłym tygodniu i stwierdził, że Epstein „pracował dla rządów, aby odzyskać pieniądze zrabowane przez afrykańskich dyktatorów. Innym razem ci dyktatorzy wynajmowali go, aby pomógł im ukryć skradzione pieniądze” – pisze na swoim blogu Vicky Ward, dziennikarka śledcza przez lata walcząca o osamotnieniu o sprawiedliwość dla ofiar pedofilskich zbrodni Epsteina - Mogę wam powiedzieć, że według jednego z moich źródeł jednym z bogatych ludzi, dla których Jeffrey Epstein ścigał pieniądze, był Adnan Khashoggi.

I choć nazwisko to zapewne wielu dziś nie mówi nic, to w latach .80 Khashoggi był potężnym, bardzo majętnym, saudyjskim handlarzem bronią i „światowym celebrytą”, o którego miłostkach rozpisywała się plotkarska prasa. I ówcześnie najbogatszym człowiekiem świata lubującym się w swym rozgłosie i obracającym się wśród sławnych gwiazd polityki, filmu i biznesu. Na swoich pięćdziesiątych urodzinach tańczył z Brooke Shields, „Sto lat” śpiewała mu Shirley Bassey, a rozlewania szampana osobiście doglądał Sean Connery. Byli tam książę Karol i jego brat Andrzej, Elizabeth Taylor, Cary Grant i oczywiście Robert Maxwell oraz ponad czterystu innych znanych i mniej znanych gości, którzy zostali uraczeni tortem będącym ogromną kopią korony Ludwika XIV, a także alkoholem chłodzonym w specjalnie wynajętych do tego ciężarówkach. Całe przyjęcie w odgrodzonej od świata, położonej nad morzem i mierzącej pięć tysięcy akrów, hiszpańskiej posiadłości krezusa trwało ponad pięć dni.

Prywatnie Khashoggi miał czternaście domów na całym świecie, szesnaście mieszkań w samym Nowym Jorku, trzy prywatne odrzutowce, dwa samoloty wojskowe, kilkanaście helikopterów, sto limuzyn, największy ówcześnie na świecie jacht, warty osiemdziesiąt milionów dolarów i ostatecznie sprzedany Donaldowi Trumpowi oraz szereg pomniejszych statków, które rozdawał jako prezenty dla przyjaciół – jeden z nich podarował między innymi Robertowi Maxwellowi. Na swój ekstrawagancki styl życia miał wydawać blisko dwieście pięćdziesiąt tysięcy dolarów dziennie, lecz mimo to jego majątek stale wzrastał.

Kres „kariery” Saudyjczyka przyszedł, gdy egipski dziennikarz - Mohamed Hassanein Heilkal – odkrył istnienie założonego przez Khashoggiego i CIA „Safari Club” i dotarł do dokumentów sugerujących, iż handlarz jest w rzeczywistości izraelskim szpiegiem powiązanym z amerykańskim wywiadem i prowadzącym wspólnie z agencjami kilku państw nielegalne operacje na terenie Afryki. „Safari Club” miało być „alternatywną wersją wywiadów” działającą poza granicami prawa i mającą za zadanie skrytą realizację interesów głównie Izraela, Stanów Zjednoczonych i Francji na „trudnych terenach” Czarnego Lądu.

- Mosad zwerbował Khashoggiego, jako swego agenta, wiele lat wcześniej. Jego słynny osobisty odrzutowiec, o którym napisano już tak wiele, został wyposażony właśnie w Izraelu. Khashoggi nie otrzymywał stałych poborów tak jak inni agenci Mosadu. Natomiast operował naszymi pieniędzmi. Zawsze, kiedy potrzebował, otrzymywał pożyczki, by wybrnąć z kłopotów i znaczne sumy pochodzące od nas płynęły do firm Khashoggiego. – pisze Victor Ostrovsky, były pułkownik Mosadu, w swoich „Wyznaniach Szpiega”

W 1988 roku za swoją działalność Khashoggi został aresztowany w Szwajcarii i poddany ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, gdzie – o dziwo - został uniewinniony podczas niejawnego procesu i w niejasnych okolicznościach oczyszczono go ze wszystkich zarzutów. Dawny baron, zupełnie nie niepokojony wyjechał ze Stanów Zjednoczonych i osiadł w Monako, gdzie w spokoju dokonał swych dni.

Ale to jeszcze nie wszystko, bo przy okazji badania wątku Epsteina z wywiadowczej szafy zaczynają wypadać kolejne trupy. Z nieoficjalnych informacji jakie przedostały się do prasy wynika, że śledczy poważnie biorą pod uwagę możliwość, iż Dodi Al-Fayed, prywatnie bliski znajomy Epsteina, bratanek Khashoggiego i kochanek Lady Diany, który zginął wraz z nią 31 sierpnia 1997 roku w tajemniczym wypadku samochodowym, mógł być tajnym agentem CIA. Pojawiają się także spekulacje twierdzące, że księżna odkryła dziwne kulisy ponurej przyjaźni księcia Andrzeja ze zhańbionym finansistą-pedofilem. Gdyby tak było oznaczałoby to, że arystokrata kłamał na temat swojej znajomości z Epsteinem, co do której utrzymywał, iż rozpoczęła się w 1999 roku i z kolei potwierdzało słowa jego osobistego sekretarza, który nieopatrznie w „obronnym” liście do „The Times”, wbrew wersji swego dawnego pracodawcy, napisał, że „miało to miejsce we wczesnych latach .90”. Opowieść Andrzeja sypie się również w obliczu zeznań Marii Farmer, będącej jedną z najwcześniejszych ofiar Epsteina, utrzymującej, iż Maxwell i Epstein mieli się przed nią przechwalać „znajomością ze wszystkimi członkami rodziny królewskiej”. Co ciekawe para, z nieznanych powodów, miała darzyć szczerą i głęboką nienawiścią Lady Dianę.

- Jeffrey i Ghislaine nienawidzili jej – mówi zgwałcona przez Epsteina w 1996 roku Farmer dla „The Sun” - Ghislaine mówiła coś w rodzaju: „Słuchaj, doprowadziliśmy ją do płaczu, czy to nie jest śmieszne? Nienawidzimy Diany”. Tak powiedziała. Byli dla niej podli, obraźliwi, ale uważali, że to naprawdę zabawne. Bardzo, bardzo chore.


Piraci z Wall Street


- Prezes dużej firmy, który zatrudniał Epsteina w Europie, zadzwonił i powiedział: „To genialny człowiek. Chcielibyśmy, żebyś przeprowadził z nim rozmowę. Ma doświadczenie na Wall Street i jest pełen energii, ale ma wypaczony kompas moralny” – wspomina początki swojej znajomości z Epsteinem, Steven Hoffenberg, podczas udzielonego dla dokumentalistów „Netflix” wywiadu - Jeffrey Epstein kradł pieniądze pod pretekstem wydatków służbowych. Bardzo nam się spodobał, bo prowadziliśmy piramidę finansową. Rozumiał Wall Street i osiągał znaczące wyniki w tym przestępczym przedsięwzięciu.

Legendarnego oszusta nie da się polubić. To wstrętnie paskudna postać, ale takich jeszcze wiele napotkamy w tej historii. Roli Hoffenberga nie sposób się jednak pominąć w tejże opowieści, bo to właśnie wspólnie z nim Epstein przekroczył wrota finansowego raju i z bogatego człowieka stał się człowiekiem bogatym wręcz obrzydliwie.

Po raz pierwszy mężczyźni spotkali się twarzą w twarz w 1987 roku na specjalnie zaaranżowanym spotkaniu, którego organizatorem był Douglas Leese, tajemniczy handlarz bronią ściśle powiązany z brytyjską armią. Leese zatrudniał Epsteina w Europie, gdzie — według Hoffenberga — przyszły miliarder miał być zaangażowany w „bankowość inwestycyjną, pranie pieniędzy, sprzedaż broni i zbieranie informacji wywiadowczych”. Jak bardzo będziecie zaskoczeni, gdy dowiecie się, iż Leese blisko współpracował ze wspomnianym wcześniej Khashoggim i z czasem został mu nadany tytuł szlachecki w dziwnych okolicznościach?

Pomiędzy Epsteinem i Hoffenbergiem od razu „zaiskrzyło”. Mężczyźni byli ulepieni z tej samej gliny i natychmiastowo wpadli sobie w oko, a ich znajomość prędko przekształciła się w wysoce interesowną „przyjaźń”. Epstein widział w Hoffenbergu ucieleśnienie swoich snów. Oszust jadał w najdroższych na świecie restauracjach, jeździł na egzotyczne wakacje, posiadał flotę własnych samolotów, w tym także prywatny odrzutowiec, szereg domów i rezydencji w najpiękniejszych zakątkach Stanów Zjednoczonych oraz własny helikopter, a przy tym nie prowadził aż tak niebezpiecznego i wystawnego życia jak Khashoggi. Nowy znajomy zdecydowanie unikał rozgłosu, pragnąc bogacić się w ciszy za pomocą działań prowadzonych w cieniu. Lubił luksusy, ale nie potrzebował wizyt na ściankach, sławy, czerwonych dywanów i ogromnego tortu w postaci korony.

Dla Epsteina Hoffenberg był życiową szansą na spełnienie marzeń o bogactwie, ale i Hoffenberg wiele mógł na Epsteinie wygrać. Obracający się w towarzystwie amerykańskich elit finansowych sprytny i obrotny trzydziestoczterolatek był „łakomym kąskiem” dla prowadzonego przez Hoffenberga przedsiębiorstwa, oficjalnie zajmującego się skupywaniem długów, ale w rzeczywistości będącego wymyślną i doskonale zorganizowaną piramidą inwestycyjną opartą na motywie schematu Ponziego. Dotychczas oszust wzbogacał się na okradaniu naiwnych płotek z rent, emerytur i oszczędności życia, ale z wraz z Epsteinem mógł dosięgnąć wyżej i nie zamierzał takiej okazji wypuścić z rąk. Wielka kasa leżała przez nimi otworem i wystarczyło tylko sięgnąć. I mężczyźni wkrótce wyciągnęli po nią dłonie, przekraczając wrota finansowego nieba.

W „Tower Financial Corporation” Epstein formalnie objął stanowisko konsultanta, gdzie inkasował niebagatelne wynagrodzenie w wysokości 25 tysięcy dolarów miesięcznie, co w Stanach Zjednoczonych było wówczas kwotą wyższą od przeciętnego, rocznego wynagrodzenia. Jednak to jego prawdziwa funkcja w firmie, mająca niewiele wspólnego z opisywaną, miała im przynieść majątek.

- Jeffrey Epstein stał się moim wspólnikiem, wspierającym mnie i przodującym w codziennych działaniach przestępczych. - utrzymuje Hoffenberg i wyjaśnia — Przejął kwestię papierów wartościowych i fałszywych aktywów. Manipulował cenami akcji i prowadził nielegalny handel nimi.

Już w niedługo po nawiązaniu współpracy oszuści, przy użyciu Tower Financial uczynionego przez nich statkiem szturmowym, niczym prawdziwi najeźdźcy zaczęli napadać na przeróżne firmy, dokonując oszustw i spekulacji na gigantyczną skalę oraz okradając inwestorów na miliony dolarów. Ich konta wręcz puchły od sprzeniewierzonych środków, a interes szedł tak znakomicie, iż Epstein i Hoffenberg prędko przestali się ograniczać jedynie do płotek. Jeszcze w 1987 roku za pomocą pozyskanych poprzez oszustwo środków od dwóch upadających towarzystw ubezpieczeniowych - Associated Life i United Fire - rozpoczęli najazd korporacyjny na umierające „Pan American World Airways”. „Skok” nie powiódł się, gdyż jeden z samolotów upadających linii lotniczych padł ofiarą ataku terrorystycznego i firma zmuszona była ogłosić bankructwo, zanim oszuści zdążyli dopełnić dzieła. Eksplodująca 21 grudnia 1988 roku nad Lockerbie bomba zadała wspólnikom pierwszy poważny cios, po którym straty usiłowali sobie powetować za pomocą napadu na Emery Air Freight Corp, ale i ten atak zakończył się niepowodzeniem, gdyż akcje giganta tuż po najeździe gwałtownie spadły.

Około roku 1989 formuła Tower Financial zaczęła się wyczerpywać i agencji groziła niewypłacalność. To właśnie wówczas Hoffenberg - jak twierdzi przy pomocy i udziale Epsteina - zaplanował „kradzież swojego życia”. Malwersanci sfałszowali sprawozdania finansowe własnej firmy, znacznie zawyżając jej wartość i zwabiając tym samym nowych inwestorów. Przy pomocy „fałszywych danych o dochodach i aktywach, ukrywających prawdziwy stan finansowy” - jak możemy przeczytać w aktach sądowych - w rzeczywistości bezwartościowe weksle Tower Financial zostały sprzedane za blisko 272 miliony dolarów. Niezwykła prostota przekrętu i łatwość jego przeprowadzenia skłoniła przestępców do ponawiania go w kolejnych latach. Nabierając blisko 2800 inwestorów, do 1993 roku udało im się wyłudzić w ten sposób ponad 475 milionów dolarów. Należy nadmienić, iż oficjalnie od 1990 roku Epstein nie pracował już dla Hoffenberga, choć ten utrzymuje, że brał on udział we wszystkich kradzieżach.

Po dwóch latach bardzo głośnego procesu praktycznie całe kierownictwo agencji Tower Financial trafiło do więzienia, a jej prezesa skazano na dwadzieścia lat pozbawienia wolności, choć groziło mu nawet dożywocie. Wśród skazanych zabrakło jedynie jednej osoby. Jeffreya Epsteina. Dlaczego?

Charles Gasparino pracujący dla Fox Business Network sądzi, iż był on po prostu sprytniejszy od pozostałych i doskonale się umiał maskować, a także zacierać za sobą oznaki swych przestępstw.

- Zajmuje się Wall Street od co najmniej 1991 roku. Nazwisko Epsteina zawsze gdzieś się przewijało, ale nie mogłem tego rozgryźć. Był niewiadomą. – mówi „Netflixowi” dziennikarz - Ci ludzie zostawiają po sobie trop. Jego odcisk był nieuchwytny. To dziwne, że gość, o którym tyle się mówiło, nie zostawił nawet śladu w świecie inwestycji. To zagadka Jeffreya Epsteina. Jak zarobił te pieniądze? - zastanawia się.

Inni, jak wspomniana Vicky Ward, jako przyczynę indolencji amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości wskazują szeroką sieć kontaktów towarzyskich, jaką mógł się pochwalić dzięki pomocy Ghislaine Maxwell. W czasie, gdy jego wspólnicy desperacko usiłowali się wybronić od więzienia, Epstein bawił się na imprezach ze śmietanką możnych tego świata - Billem Clintonem, Donaldem Trumpem, księciem Andrzejem, Woodym Allenem czy wreszcie Lesliem Wexnerem, legendarnym właścicielem „Victoria Secret”, którego rolę w tej historii trudno przecenić.

- Nie wyobrażacie sobie jak potężny jest jego wpływ. Jeffrey Epstein był w stanie kontrolować ludzi i manipulować nimi w ekstremalny sposób. To był cały Epstein — snuje swą opowieść dalej Hoffenberg - Jego metody zaczęły się od Lesliego Wexnera, gdy Jeffrey sprzedał mu duszę za inwestycję wartą kilka miliardów dolarów.


„Chłopak Wexnera”


Znanego multimiliardera Epstein poznał poprzez znajomych jeszcze w 1986 roku. Na bogaczu młody rekin z Wall Street zrobił ogromne wrażenie i Wexner prędko się z nim zaprzyjaźnił. Tak mu się przynajmniej wydawało, gdyż nowy znajomy ich relację widział w całkowicie odmienny sposób. Magnat zdawał się Epsteinowi naiwniakiem i łatwą do oskubania z majątku grubą rybą, która sama wpadła w jego sieć. W myśl filozofii jego działań grzechem byłoby z takiej okazji nie skorzystać, więc przez kilka lat usypiał czujność zarówno Lesliego, jak i całej rodziny Wexnerów. Wkradał się w łaski bywając na ich urodzinowych przyjęciach, ślubach i świętach oraz nawiązując bliskie stosunki z dziećmi miliardera i jego żoną. Budował potentatowi jacht ochrzczony jako „Limitless”, towarzyszył na balach charytatywnych i mieszkał w należącej do niego kamienicy.

Leslie Wexner był tak zahipnotyzowany swoją fascynacją młodym oszustem, iż dochodziło do tego, że usuwał ze swojego życia osoby, które nie podobały się Epsteinowi. A z czasem powierzył mu nawet zarząd nad swoim majątkiem, podczas gdy sam zajmował się rozwojem firmy i działalnością filantropijną.

- W pewnym momencie Les Wexner przyznał Jeffreyowi pełnomocnictwo w sprawach finansowych. Byłem zdumiony, bo Wexner nie jest typem człowieka, który oddaje komuś kontrolę. - wspomina Tim Feran, były reporter Columbus Dispatch, a Bob Fitrakis z Columbus Free Press uzupełnia - Epstein był manipulatorem, mającym niewyjaśniony wpływ na tego tytana branży odzieżowej. Niektórzy na przełomie lat .80 i .90 nazywali Epsteina nawet „jego chłopakiem”.

Hoffenberg nie był zaskoczony takim obrotem spraw.

- On pracował z nami dwoma jednocześnie. Regularnie latał do Ohio odrzutowcem dostarczanym przez Wexnera. Osobiście wyjaśnił mi, że może z łatwością kontrolować emocje Wexnera, bo ten był nim zafascynowany i uwielbiał go - mówi i dodaje - Wyznał mi, jak zamierza manipulować jego miliardami, żeby móc je zainwestować i dużo na tym zarobić.

Znajomość z właścicielem „Victoria Secret” dawała Epsteinowi jednakże nie tylko gratyfikację finansową. Dzięki temu uzyskał także dostęp do świata najpiękniejszych modelek globu. Z początku opiekował się nimi i niejednokrotnie pomagał im w karierze, ale w miarę upływu czasu zrozumiał też, iż pozycja jaką zajmuje daje mu znacznie szersze „przywileje” w stosunku do tego grona. Być może to właśnie wtedy, obserwując relację modelek i bogaczy, doszedł do wniosku, iż za pieniądze można kupić nie tylko rzeczy, ale także ludzi.

Początkowo był po prostu impertynencki i nachalny. Rzucał do dziewczyn niestosowne żarty i nagabywał, ośmielając się dopiero wówczas, gdy spostrzegł, iż ofiara nie potrafi się przed nim bronić. Wówczas zaczynał wymuszać, być bardzo nieprzyjemnym i starając się wzbudzić w niej lęk. Z czasem zaczął podawać się za „łowcę talentów”, pracującego dla słynnej agencji i przeprowadzającego dla niej „castingi”. Marzące o karierze na wybiegu dziewczyny łatwo wpadały w jego sieci. W 1997 roku jedną z jego ofiar padła 26-letnia wówczas Alicia Arden.

- Byłam modelką i aktorką. Przyjaciółka powiedziała mi, że on może mi załatwić zdjęcie w katalogu Victoria Secret. Podskoczyłam - zaczyna poszkodowana, opowiadająca swą historię w dokumencie „Jeffrey Epstein: Filthy Rich” - Zatrzymał się w hotelu Shutters w Santa Monica w Kalifornii. Spotkałam się z nim w jego pokoju hotelowym. Mówił, że zna właściciela Victoria Secret. Otworzył moje portfolio ze zdjęciami i powiedział: „Pokaż mi się w bieliźnie”, po czym zaczął dotykać moich bioder i pupy. Czułam, że mnie zgwałci albo zaatakuje - nie ma wątpliwości kobieta. Udało jej się uciec w momencie, gdy do Epsteina zadzwonił telefon. Arden zgłosiła incydent na policję, ale - ku jej zdumieniu - nigdy nikt się jej sprawą nie zajął - Nie pamiętam żadnego dochodzenia. Nikt do mnie nie dzwonił. Nie miał przez to kłopotów, zupełnie tak jakby w ogóle nic się nie zdarzyło.

Nie był to pierwszy przypadek, gdy ofiara Epsteina trafiła na mur milczenia ze strony wymiaru sprawiedliwości. I niestety także nie ostatni.


Biznesowe śledztwo


Świat po raz pierwszy na trop przestępczej działalności Epsteina ukierunkowanej na wykorzystywanie seksualne nieletnich wpadł dzięki determinacji odważnej dziennikarki śledczej pracującej dla kulturalno-politycznego miesięcznika „Vanity Fair”. Vicky Ward, bo o niej mowa, zlecenie na napisanie artykułu o Epsteinie otrzymała od własnego redaktora naczelnego, Graydona Cartera, pozostającego na stanowisku do dziś.

- Powiedział mi: „Słyszę o tym Jeffreyu Epsteinie od lat, ale nikt o nim nic nie wie” - wspomina reporterka - Więc zlecił mi artykuł. Miał opowiadać o śmietance towarzyskiej. Tylko tyle. Ale od razu pojawiło się coś niepokojącego - dodaje i opowiada dalej - Jeden z moich informatorów powiedział: „Znam kobietę, która miała bardzo niemiłe doświadczenie podczas pracy z Jeffreyem. Co gorsza jej młodsza siostra była przez niego molestowana, gdy była nieletnia. Może z Tobą porozmawiają”. Na początku to miało być śledztwo biznesowe, ale obrało zupełnie inny kierunek.

Maria Farmer właśnie kończyła właśnie Nowojorską Akademię Sztuki, gdy los po raz pierwszy skrzyżował jej losy z drogami Epsteina. Utalentowana dziewczyna marzyła o karierze malarki, nieustannie doskonaląc swoje umiejętności i starając się tworzyć jak najwięcej. To była jej prawdziwa pasja. Nie było nic więc dziwnego w tym, iż gdy na rozdaniu dyplomów dziekan ds. studenckich Eileen Guggenheim zorganizowała wystawę dzieł swoich studentów, świeżo upieczona absolwentka była zachwycona. Namalowała na tę okazję trzy obrazy metaforycznie przedstawiające losy „Alicji w krainie czarów”. Dzieła były na tyle udane, że niemal natychmiast znalazły nabywców.

- Pierwszy sprzedałam za 14 tysięcy dolarów, a dwa pozostałe po 12 tysięcy za sztukę. Byłam naprawdę podekscytowana – mówi podczas dokumentu „Netflix” kobieta - Ale wtedy podeszła do mnie Eileen i zaczęła dosłownie wykręcać mi rękę. Powiedziała: „Ta para kupi Twoje obrazy, słyszysz mnie?”. Odpowiedziałam: „Ale ja już je sprzedałam”, na co ona odparła, że „to trudno - powiesz im, iż ich nie sprzedałaś i sprzedasz je tej parze. To bardzo ważni darczyńcy uczelni - Jeffrey Epstein i Ghislaine Maxwell, moi przyjaciele. Są kompletnie zachwyceni, sprzedasz im obrazy ze zniżką.”.

Maria była niepocieszona, ale usłuchała. Widząc jej smutną minę Jeffrey pocieszał ją mówiąc, iż wynagrodzi jej to w inny sposób. Po kilku miesiącach młoda artystka zapomniała już o tajemniczym mężczyźnie i była zaskoczona, gdy pewnego dnia zatelefonował proponując jej pracę. Miała witać gości i kierować nimi w jego wartej 77 milionów dolarów kamienicy, położonej w Central Parku w Nowym Jorku. Zapewnił jej sowite wynagrodzenie i dodał, że będzie miała okazje poznać wpływowych ludzi, którzy mają możliwości, aby pomóc jej w karierze.

Na starcie wszystko było normalnie. Faktycznie witała i żegnała gości, oprowadzając ich też po budynku i udzielając informacji. W pewnym momencie jednak do Jeffreya zaczęły przychodzić bardzo młode dziewczyny, niekiedy nawet jeszcze w szkolnych mundurkach. Nie wyglądały na pełnoletnie i często wychodziły z płaczem, co zaniepokoiło dziewczynę. Ghislaine uspokajała ją twierdząc, że Jeffrey pracuje jako „łowca modelek” dla Victoria Secret i jest przy tym bardzo wymagający i surowy. Maxwell utrzymywała, iż opuszczające kamienicę ze łzami w oczach dziewczynki „zapewne się nie nadają” i stąd ich łzy. Maria jej uwierzyła.

Wkrótce Epstein zaczął się zbliżać do swojej nowej podwładnej. Obserwował ją, zagadywał i wypytywał o prywatne kwestie, będąc przy tym naprawdę sympatycznym i kulturalnym oraz chętnym do pomocy w różnorakich sprawach. Maria obdarzyła go dużym zaufaniem i tak dowiedział się on, że ma ona wysportowaną 16-letnią siostrę, Annę, marzącą o dostaniu się na jeden z uniwersytetów zrzeszonych w słynnym Ivy League.

"Ivy League?" - wspomina jego słowa Farmer - "Znam kogoś, kto może jej pomóc" – miał dodać Epstein i zaproponował, aby dziewczyna przyprowadziła Annę do niego na rozmowę, a kiedy szesnastolatka zjawiła się w jego biurze, roztoczył przed nią wspaniałą wizję jej sportowej kariery, jaka może ją czekać przy użyciu jego wpływów i szerokiego grona znajomych.

Obiecywał zająć się jej staraniami i zaoferował swoje wsparcie, proponując jej też sponsorowaną wycieczkę do Tajlandii, bo „to dobrze będzie wyglądało w CV”. Przedtem musiała jednak odbyć szkolenie w ośrodku szkoleniowym mieszczącym się na jego ranczo w Nowym Meksyku. Miała spotkać się tam z innymi uczniami, którym rzekomo pomagał i którzy także mieli wylatywać do Azji. Gdy jednak dotarła na miejsce okazało się, że jest zupełnie sama i nikogo tak naprawdę, poza Epsteinem i Maxwell, tam nie ma. Para oprowadziła ją po posiadłości, usiłując zrobić na niej wrażenie poprzez ukazanie swojego bogactwa i posiadanych wpływów — wszędzie wisiały zdjęcia Epsteina i Maxwell, najczęściej ujętych w towarzystwie majętnych i znanych ludzi.

- Ghislaine bardzo chciała wiedzieć, czy kiedyś robiono mi profesjonalny masaż - mówi kobieta - Zaprzeczyłam, a wtedy dali mi do zrozumienia, że ten masaż to ogromne szczęście dla nie i kazali rozebrać. Pamiętam stół z prześcieradłem - kontynuuje i zaczyna opisywać - Część masażu wyglądała typowo, ale w pewnym momencie kazała mi się położyć na plecach i chwyciła za prześcieradło odsłaniając mi piersi. Ze względu na otwarte drzwi i układ domu wiedziałam, iż Epstein mnie widzi. A ona masowała moją klatkę piersiową w sposób niestosowny - tutaj Annie przerywa na chwilę swą opowieść i bierze głęboki wdech - Najstraszniejszy moment nastąpił, gdy rano przyszedł do mojej sypialni i powiedział, że chce się poprzytulać. Położył się na moim łóżku i zaczął dotykać, ale nie pamiętam jak długo to trwało, bo momentami się wyłączałam. Wtedy wymyśliłam wymówkę, że muszę iść do łazienki. Wstałam i poszłam tam, zamknęłam drzwi…naprawdę przerażało mnie to co się działo. A potem tego unikałam. Nie powiedziałam nikomu, starając się skoncentrować na wycieczce…

Kiedy Annie wyjechała do Azji, Jeffrey ponownie skupił się na jej starszej siostrze. Powiedział, że może jej pomóc w karierze, bo jeden z jego znajomych poszukuje artysty-rezydenta do swojej posiadłości w Ohio, mieszczącej się tuż za domem Lesa Wexnera. Gdy dziewczyna się tam zjawiła schemat molestowania się powtórzył - Maxwell poprosiła dziewczynę o wymasowanie stóp Epsteina, a następnie oboje dotykali ją i całowali po piersiach. Udało jej się wyrwać i pobiec do swojego pokoju, gdzie zabarykadowała się i przeczekała do rana, a następnie uciec z budynku i wrócić do domu. W przeciwieństwie do młodszej siostry nie zamierzała jednak milczeć. Po powrocie do Nowego Jorku poszła na policję, a ta zasugerowała wizytę w FBI. Obie dziewczyny złożyły zeznania i wydawało się, że agenci im wierzą, lecz mimo to sprawie nie nadano żadnego biegu.

Ich dramat pozostał zapomniany, aż do momentu spotkania Vicky Ward. Dziennikarka zdecydowanie opowiedziała się po stronie sióstr i szczegółowo opisała ich wyznania w swoim artykule. Wówczas Vanity Fair skontaktowało się z Epsteinem, by poznać jego wersję. W odpowiedzi usłyszeli, iż dziewczyny były w nim zakochane i mszczą się z powodu nieodwzajemnionego uczucia. Kilka dni później redaktor naczelny znalazł w swoim ogrodzie odciętą głowę kota, a do Ward będącej wówczas w ciąży zaczęły się mnożyć telefony z pogróżkami od bogacza. Mówił, że zna wszystkich lekarzy w Nowym Jorku i groził rzuceniem szamańskiej klątwy na dzieci jeżeliby mu się nie spodobał jej artykuł.

Ku zaskoczeniu reporterki historia dziewczyn została wycięta z jej tekstu, gdzie pozostawiono jedynie opis finansowej kariery Epsteina. Ward popłakała się, gdy usłyszała, że jej redaktor naczelny „wierzy Epsteinowi” i zdecydowała się odejść z redakcji. Historia ta wywarła na nią tak wielki wpływ, iż przez następnych 17 lat - aż do śmierci miliardera - śledziła go i przy pomocy napisanych przez siebie artykułów usiłowała, bezskutecznie, zainteresować jego osobą władze. Sprawa pedofilskich skłonności pozostawała w ukryciu aż do 2005 roku, gdy na lokalny komisariat w Palm Beach zgłosiła się zgwałcona przez Epsteina czternastolatka wraz ze swoją macochą. Wówczas Epstein po raz pierwszy trafił na kogoś kogo nie mógł przekupić, ale to już kolejna historia do opowiedzenia.


Wykop Skomentuj80
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo